Verano – najpiękniejszy rzymski cmentarz

posted in: Perły Rzymu | 3

Cmentarz Verano – rzymskie miasto umarłych, nie jedyne w stolicy, a zupełnie nieznane turystom. Mam wrażenie, że wszyscy szturmują cmentarz protestancki na Testaccio, a Verano nikt nie odwiedza za wyjątkiem turystów z Dalekiego Wschodu. Japończycy, Koreańczycy i Chińczycy są wszędzie. A szkoda, bo Anioł Nocy jest równie piękny jak Anioł Boleści. A na cmentarz łatwo dotrzeć. Verano to kawał współczesnej historii włoskiej, a rzymskiej w szczególności. Monumentalny – 83 ha powierzchni. To prawie dwa razy więcej niż paryski Père-Lachaise. Prawdziwe muzeum pod gołym niebem. W cieniu cyprysów i pobliskiej Bazyliki San Lorenzo spoczywają aktorzy, poeci, rzeźbiarze, politycy, zamożne rody i zwykli mieszkańcy. Trudno go ogarnąć za jednym razem. Miejscowi poruszają się po cmentarzu samochodami, a w dniach pamięci o zmarłych kursuje również specjalna nawetka. 

 

 

Cmentarz Verano - Brama wejściowa
Cmentarz Verano – Brama wejściowa

 

Verano jest miejscem pochówku od blisko dwudziestu wieków, tu znajdowały się katakumby Świętej Cyriaki (Santa Ciriaca). Nazwa pochodzi z czasów republiki: il campo dei Verani. Zbudowany podczas okupacji napoleońskiej w latach 1805-1814. Zaprojektował go słynny architekt epoki Giusseppe Valadier (twórca m.in. Piazza del Popolo) w latach 1807-1821. Poświęcony w 1835 roku. Rozbudowany po zjednoczeniu Włoch pod kierownictwem Virginia Vespignaniego. To on jest twórcą bramy wejściowej ozdobionej czterema figurami przedstawiającymi Medytację, Nadzieję, Miłosierdzie i Ciszę (1880). Dzielnica San Lorenzo ucierpiała podczas bombardowania alianckiego 19 lipca 1943 roku, kiedy to Bazylika San Lorenzo (św. Wawrzyńca), oraz najstarsza część cmentarza -monumentalne i kwadratowy portyk – poniosły najdotkliwsze straty.

 

 

Na środku placu posąg Chrystusa wstępującego do nieba z łacińskim napisem: Ja jestem życiem i zmartwychwstaniem.

 

Chrystus wstępujący do nieba

 

 

Za nim widoczna Kaplica Matki Bożej Miłosiernej. A pod portykami prawdziwe dzieła sztuki.

 

 

Kwadratowy portyk

 

Mnie najbardziej urzekł Anioł Nocy (Giulio Monteverede). Ileż w nim zadumy! I piękna.

 

Anioł Nocy – Giulio Monteverde

 

Emilia Lombardi – matka, żona – tuląca swoje dziecko

 

Emilia Lombardi
Emilia Lombardi

 

oraz grób rodziny Vitali.

 

Grób rodziny Vitali
Grób rodziny Vitali

 

Zachwycone siostry zakonne nie mogły oderwać oczu od spotykanych posągów.

 

Zakonnice na Verano

 

Grobowce rodzinne wznoszone na Verano w XIX i na początku XX wieku są pełne kolorowych fotografii.

 

Grobowce rodzinne sprzed lat

 

Dziś na Verano mogą być pochowani tylko ci, którzy posiadają rodzinny grobowiec. Brak miejsc. A już od dawna grobowce zastąpiły ‘szuflady’.

 

Wiele grobów jest zlokalizowanych wzdłuż głównych alejek.

 

Groby przy drodze
Groby przy drodze

 

A niedaleko kwadratowego portyku znalazłam bardzo ‘rzymski’ grób – Goffredo Mameli – autor słów hymnu włoskiego, zmarł mając zaledwie 22 lata wskutek ran podczas obrony Republiki Rzymskiej w 1849 roku. Strzeże go wilczyca z bliźniakami.

 

Goffredo Mameli

 

Piękna nie brak i wśród znanych, i zwykłych mieszkańców.

 

Carlo Bianchi – rzeźbiarz

 

 

Ettore Petrolini – pisarz

 

Molinari

 

Wierzę, że zmartwychwstanę

 

Są wspaniałe kaplice rodowe wykorzystujące nowe trendy dekoracyjne początków XX wieku.

 

Kaplica Sant’Elia Gela Menabrea

 

wielcy aktorzy: Roberto Rossellini, Marcello Mastroianni, Alberto Sordi, Vittorio de Sica, Vittorio Gassmann.

Literaci: Giuseppe Gioacchino Belli, Trilussa, Cesare Pascarella, Alberto Moravia.

Tysiące żołnierzy poległych podczas walk o zjednoczenie Włoch, w czasie I i II wojny światowej.

 

Verano

 

 

I tysiące zwykłych mieszkańców, którzy pozostawili swój mały ślad w tym mieście. I te same chryzantemy, które zdobią polskie groby. Cięte, wstawiane do wazonów, w donicach tylko wzdłuż drogi.

 

1 listopada – aleje cmentarza rzymskiego

 

Dziś po południu, o 16.00 papież Franciszek odprawi na Verano mszę świętą. Pamiętajmy o naszych bliskich, nie tylko przy okazji Wszystkich Świętych i Dnia Zadusznych. Bo tak długo żyją, jak długo są obecni w naszych wspomnieniach.

 

Przygotowania do mszy papieskiej 1 listopada

 

 

Dojazd na cmentarz Verano: metro B (przystanek Policlinico) lub tramwajem 3 z San Giovanni in Laterano lub Piazzale Ostiense (przystanek naprzeciwko cmentarza). Wejście: Piazzale del Verano, 1.

 

1 i 2 listopada bez rezerwacji, a do końca listopada w każdą sobotę i niedzielę (po uprzedniej rezerwacji) można zwiedzać cmentarz z przewodnikiem według wybranej trasy (jest ich 11). Szczegóły na stronie cmentarza.

 

 

Zakochaj się w Coppedè

posted in: Perły Rzymu | 0

Coppedè ożyło przede wszystkim dzięki dobremu marketingowi i rosnącej popularności Halloween. Dwadzieścia lat temu nikt nie wspominał Coppedè, mało kto z mieszkańców słyszał o tym miejscu, a przecież pierwsze pałace ukończono już w 1921 roku. To specjaliści od marketingu wykreowali je na dzielnicę grozy, choć formalnie żadną dzielnicą nie jest (leży natomiast w bogatej dzielnicy Trieste), to zaledwie jeden placyk i kilka okalających go uliczek. Do tego dodano legendę o samobójczej śmierci architekta, bo to zawsze działa na wyobraźnię, choć Gino Coppedè zmarł na raka płuc. Odkurzono dawne filmy grozy, których scenerią był jeden z pałaców przy placu Mincio. I machina ruszyła dość skutecznie, bo od kilku lat Coppedè szturmują turyści. 

 

 

 

Do Coppedè pojechałam w niedzielne popołudnie pod koniec października ubiegłego roku. Było pusto, sennie, pałace przy Piazza Mincio kąpały się w promieniach jesiennego słońca. Urzekła mnie teatralność tego miejsca. Już na pierwszy rzut oka widać, że artysta lubił bawić się formą. Spodobał mi się ten eklektyzm: od antyku, poprzez średniowiecze, barok i art nouveau (Włosi nazywają ją liberty). Jest miejsce i na wysmakowane kopie antycznych herosów, i na Madonnę z Dzieciątkiem. Piękno Coppedè to piękno detali zamkniętych w kamieniu: motywów kwiatowych, geometrycznych, figur zwierząt: od orłów, żab, pająków, po skrzydlate lwy. Trzeba je smakować niespiesznie, powoli, choć zastanowiła mnie spora ilość niepokojących maszkaronów ozdabiających pałace, z grymasem na twarzy. Co właściwie artysta chciał w ten sposób wyrazić, a może zakląć smutek w kamień?

 

 

Kiedy Gino Coppedè otrzymuje to zlecenie w Rzymie, jest już uznanym architektem w Genui. Ale północ Włoch zawsze jest bliżej nowych trendów artystycznych. Rzym to papieże, to klasyka, nowe, choć wchodzi po zjednoczeniu Włoch, jest wciąż egzotyczne. I nawet realizując swój projekt w oddalonej od centrum rodzącej się dzielnicy nowej burżuazji, między Salario i Trieste, Coppedè musi nawiązać do rzymskiej tradycji. Robi to w najbardziej wyrafinowanej formie: buduje łuk triumfalny wzorem Rzymu cesarzy na skrzyżowaniu Via Tagliamento i Via Dora, a na środku Piazza Mincio umieszcza Fontannę Żab – ponoć w hołdzie Berniniemu, mając w pamięci jego wspaniałą Fontannę Żółwi. Prace zleca Società Anonima Edilizia Moderna, finansują je Cerruti i Becchi, formalnie ruszają w 1915 roku. Jako pierwszy zostaje ukończony Pałac Ambasadorów (1921) łączący łuk. Potem następne pałace i pałacyki, łącznie 45 budynków. Luigi Coppedè umiera w 1927 roku. Prace kontynuuje Paolo Emilio André.

 

 

 

I kiedy tak stoimy przed łukiem otwierającym Coppedè, wyłania się ten niesamowity żyrandol z kutego żelaza, niezwykle artystyczny, wewnątrz kolorowy i pełen niesymetrycznych elementów. Jesienno-zimowymi wieczorami i nocami pewnie groźnie brzęczy poruszany wiatrem i wtedy rzeczywiście tworzy nieziemską scenerię.

 

 

Łuk Triumfalny – Coppedè

 

 

A po drugiej stronie łuku jest już całkiem przyjemnie. Serce Coppedè to Plac Mincio otoczony trzema bajkowymi pałacykami.

 

Piazza Mincio

 

Ten najsłynniejszy, najpiękniejszy i najczęściej fotografowany to Villino delle Fate – Chatka Wróżek – przy Piazza Mincio3/Via Brenta 7, ukończony w 1924 roku. Kolorowy, pełen łuków, wieżyczek, finezyjnych ozdobień z kutego żelaza. I niedostępny dla zwiedzających, bo jest prywatnym obiektem mieszkalnym.

 

Coppedè – Villino delle Fate – Chatka Wróżek

 

Trochę szkoda, bo kto wie, jakie cuda i rozwiązania kryją się wewnątrz. Na pocieszenie pozostają trzy piękne freski w hołdzie trzem najsłynniejszym włoskim miastom.

 

Villino delle Fate – Florencja

 

 

Jest Florencja – Firenza Bella – rodzinne miasto architekta (urodzony w 1866 roku), a w niej Dante, Petrarka, w oddali kopuła baptysterium i wieża Palazzo Vecchio.

 

 

Villino delle Fate – Wenecja

 

 

Jest dumna Wenecja ze skrzydlatymi lwami świętego Marka i swoją flotą.

 

Villino delle Fate – Rzym

 

 

Wreszcie Rzym z nieśmiertelną wilczycą, Romulusem i Remusem.

 

Zdumiewa mnóstwo wyrafinowanych detali ogrodzenia, a nawet zegar słoneczny na ścianie ogrodu, widoczny jeśli bramy są otwarte i ktoś z lokatorów opuszcza właśnie posesję.

 

 

Fontanna Żab – Fontana delle Rane – pełna żab, na samej górze osiem, pod spodem potwory z ludzka twarzą. Niemalże do znudzenia każdy przewodnik przywołuje kąpiel Beatlesów w 1965 roku, kiedy koncertowali w pobliskim klubie Piper. Wtedy było to szokujące, dziś Anglicy i Amerykanie nie oszczędzają żadnej fontanny Wiecznego Miasta, bezwstydnie wchodzą nocą nawet do Fontanny Czterech Rzek na Piazza Navona.

 

 

Przy Piazza Mincio, 4 – Palazzina del Ragno – Pałacyk Pająka budowany w latach 1920-24. Hołd złożony pracy w postaci pająka – symbolu pracowitości, a na samej górze, powyżej balkoniku rycerza z napisem łacińskim Labor.

 

 

I wreszcie pałac przy Piazza Mincio, 2. Bezimienny, choć mieszkańcy nazywają go Hospes Salve – od motta umieszczonego przez Gino Coppedè. 

‘Ingredere has aedes quisquis es: amicus eris. Hospitem sospito’

Entra in questa casa, chiunque tu sia: sarai un amico. Io proteggo l’ospite.

Odwiedź ten dom, kimkolwiek jesteś: będziesz przyjacielem, a ja chronię gościa.

 

Ulubione miejsce włoskich horrorów.

 

Ma świetnie udekorowany przedsionek, a monumentalne wejście robi wrażenie.

 

 

Coppedè to nie tylko Piazza Mincio. To ambasady i budynki prywatne rozlokowane przy Via Brenta, Via Serchio, Via Clitunno. Warto przejść się tymi uliczkami, aby w pełni docenić talent mistrza Coppedè. Wiele mieszkań jest wystawionych na sprzedaż, a są to olbrzymie ponad 100-metrowe pomieszczenia, często wysokie na 4 metry. Stoją puste, kto wie, dlaczego?

 

 

Zapada wieczór. Pora pożegnać Coppedè. O zmroku przypomina bardziej londyńską Baker Street niż rzymskie zaułki. Może zza rogu wyłoni się jakiś Sherlock Holmes?

 

Coppedè o zmroku

 

 

Dojazd – z Termini autobus 92 – przystanek Piazza Buenos Aires lub metrem B – przystanek Policlinico i dalej tramwajem nr 3 lub 19 – również wysiadka na Piazza Buenos Aires. Wejście tuż za kościołem Santa Maria Addolorata – róg Via Tagliamento i Via Dora. 

 

Santa Maria Addolorata – kościół narodowy Argentyńczyków

 

Można powrócić Corso Trieste, mijając słynne rzymskie liceum Giulio Cesare, aż do stacji metra Sant’Agnese/Annibaliano – linia metra B1.

Stanisław Kostka w Rzymie

Stanisław Kostka – młodzieniec, który miał odwagę podążyć za swoimi marzeniami wbrew woli bogatych rodziców. Silny charakter, choć wątłe zdrowie. I to właśnie malaria brutalnie przerwała ten piękny sen Stanisława 15 sierpnia 1568 roku – w dniu Wniebowzięcia NMP. Jest nie tylko patronem Polski, ale przede wszystkim patronem polskiej młodzieży, tak jakby każdemu młodemu człowiekowi z osobna chciał powiedzieć: uwierz w siebie i swoje możliwości!

 

 

Kościół św. Andrzeja na Kwirynale. Perła baroku. Arcydzieło Berniniego. I rzeczywiście, zachwyca: niezwykle teatralną konstrukcją, w której sceną staje się ołtarz główny eksponujący męczeństwo świętego Andrzeja. I cudowną kopułą, dyskretnie ozdobioną złotem, pełną aniołów trzymających przedmioty pasji. 

 

 

A jednym z aktorów jest także św. Stanisław Kostka, choć kiedy on przybył do Wiecznego Miasta w 1567 roku, tego kościoła jeszcze nie było. Bernini wzniósł go prawie 100 lat później.

 

 

 

 

Kaplicę św. Stanisława Kostki (po lewej stronie od wejścia) dekorują obrazy przedstawiające sceny z życia świętego: jego cudowne ocalenie z choroby, na którą zapadł jeszcze jako uczeń w Wiedniu. Stanisław miał w nocy dwie wizje. Święta Barbara – patronka dobrej śmierci – w towarzystwie dwóch aniołów udzieliła mu komunii świętej, potem a Matka Boska złożyła mu na ręce Dzieciątko, prosząc o wstąpienie do zakonu jezuitów. To cudowne uzdrowienie wytyczyło dalszą drogę życiową młodego Polaka.

 

 

Kaplica Stanisława Kostki – chwała św. Stanisława

 

 

Chciał zostać jezuitą, najchętniej misjonarzem w Indiach. Piechotą, przebrany nie do poznania ucieka z Wiednia przez Niemcy. Celem jest Rzym i w końcu tam dociera, a za rekomendacją bawarskiego duchownego, u którego wcześniej przebywał, zostaje przyjęty do nowicjatu. Ojciec nie odpuszcza, śle list z pogróżkami, w którym nie omieszka wspomnieć, że taki syn przynosi wstyd jego bogatej rodzinie. Stanisław jest nieugięty i nie zamierza wracać do Polski. Wkrótce los zadecyduje za niego. 10 sierpnia 1568 roku zachoruje na malarię, To wyrok śmierci. Odejdzie po pięciu dniach – w Ferragosto, w dniu Wniebowzięcia NMP, nie ukończywszy nawet 18 lat.

 

 

W tej samej kaplicy spoczęła urna z lapis lazuli zawierająca relikwie świętego, wyniesionego na ołtarze w 1726 roku przez Benedykta XIII.

 

Urna z relikwiami św. Stanisława Kostki

 

 

Na pierwszym piętrze domu zakonnego można obejrzeć celę, w której zmarł Stanisław Kostka (wstęp €2 obejmuje również zakrystię dekorowaną przez Berniniego), a w niej rzuca się w oczy niecodzienna rzeźba z kolorowych marmurów, przedstawiająca świętego zasypiającego na łożu śmierci. W jednym ręku trzyma różaniec, w drugim wizerunek Matki Boskiej. 

 

Pokój, w którym zmarł Stanisław Kostka

 

Sant’Andrea al Quirinale

Via del Quirinale, 29

otwarty od wtorku do niedzieli

9-12 15-18

w poniedziałek zamknięty

Rzymskie wakacje – nie przegap tych miejsc

posted in: Rzymskie wakacje | 4

Rzymskie wakacje – brzmi cudownie – Piazza Navona – Schody Hiszpańskie – Fontanna di Trevi: te miejsca odwiedzają wszyscy podczas pierwszej wizyty w Wiecznym Mieście i słusznie. Nigdy nie wiadomo, czy los pozwoli nam powrócić w to samo miejsce. Są jednak miejsca mniej znane, o dziwo w pobliżu największych atrakcji turystycznych, gdzie nie ma tłumów, a swoim pięknem zapierają dech w piersiach. Zakochacie się w nich od pierwszego wejrzenia. Dwa kosztują mniej niż pizza. Oto mój osobisty ranking.

 

1. VILLA MEDICI – siedziba Akademii Francuskiej w Rzymie – złoty medal – dla tego widoku, jakiego nie doświadczycie w żadnym innym miejscu. I nie chodzi tylko o spojrzenie na Rzym! Ta willa to kwintesencja renesansu: umiłowanie antyku, harmonia pałacu i cudownych ogrodów Medyceuszy. Aż zazdroszczę wszystkim stypendystom rządu francuskiego, którzy tu mieszkają. Kto zna bardzo dobrze francuski i ma profesję artystyczną (wiek od 25 do 45 lat), może spróbować. Wnioski składa się w lutym, stypendium trwa od 12 do 18 miesięcy i uwaga!!! pokrywają również koszty pobytu rodziny stypendysty.

W 2016 roku Villa Medici świętowała 350 lat istnienia. Wstęp €12 (sporo, ale warte tej sumy, honorują Roma Pass, wtedy płacimy pół ceny), zwiedzanie tylko z przewodnikiem o wyznaczonych godzinach (francuski, włoski, angielski). W czwartek po południu wstęp gratis na wystawy, a wtedy można pójść do kawiarni i z jej tarasu podziwiać niezapomniane widoki włoskiej stolicy. Znajduje się powyżej Schodów Hiszpańskich, na wzgórzu Pincio.

Villę Medici przedstawiłam w moim artykule ‘W rzymskich ogrodach Medyceuszy‘. Polecam również opowieść o Balthusie, wieloletnim dyrektorze Villi Medici – ‘Balthus – ostatni wielki malarz współczesności’.

 

Villa Medici – w oddali kopuła Bazyliki św. Piotra

 

Villa Medici – Loggia Lwów

 

Villa Medici – obelisk egipski

 

Villa Medici – Niobe i jej dzieci

 

Villa Medici Ludwik XIV

 

 

Widok z kawiarni Villa Medici
Widok z kawiarni Villa Medici

 

2. VILLA FARNESINAsrebrny medalrenesansowa czarodziejka. Nikt nie może zrozumieć, dlaczego zagląda tu tak mało osób, a przecież miłość triumfuje w tej willi : od oszałamiającej sali z zaślubinami Amora – syna Wenus i Psyche – zwykłej śmiertelnicy, po wspaniałą salę, w której odbywały się zaślubiny bajecznie bogatego bankiera ze Sieny – Agostino Chigi z dziewczyną z nizin – wenecjanką – Francescą Ordeaschi.

 

To klejnot sztuki renesansowej, a sieneńczyk – Baldassarre Peruzzi i Rafael wraz z uczniami pozostawili zapierające dech w piersiach freski. A do tego możemy obejrzeć graffiti pozostawiane na ścianach przez wojska cesarskie podczas najazdu na Rzym w 1527 roku, wszak stacjonowali w tej willi. Graffiti pełne inwektyw pod adresem papieża.

 

Villa Farnesina jest siedzibą Akademii Lincei – w oddzielnym skrzydle pracują jej stypendyści, tym razem z północy Europy, głównie krajów skandynawskich.

 

Willa mieści się na Zatybrzu, przy Via Lungara, 230, to niedaleko niej Rafael poznał swą przyszłą kochankę, Fornarinę, córkę piekarza, mieszkała blisko, przy Via Dorotea, 20.

 

Wstęp €6. Zniżki, jeśli kupimy bilet do Muzeów Watykańskich. Więcej informacji w moim artykule ‘Villa Farnesina – renesansowa czarodziejka’.

 

Villa Farnesina dawne wejście od strony ogrodów

 

Triumf Galatei – Rafael

 

Loggia Amora i Psyche

 

Loggia Amora i Psyche – narada bogów

 

Zaślubiny Amora i Psyche

 

 

Villa Farnesina – Sala delle Prospettive – miejsce bankietu ślubnego

 

 

Sala delle Nozze – a w rzeczywistości sypialnia – Aleksander Wielki i Roksana

 

 

3. PERSPEKTYWA BORROMINIEGO – w Palazzo Spada – brązowy medal – docenicie geniusz architektoniczny Borrominiego. To cudowna iluzja, oszustwo dla oczu, bo widzicie długi korytarz, co najmniej 30 metrowy, a w rzeczywistości ma tylko 8, w głębi korytarza bryluje figurka naturalnej wielkości, a ma tylko 60 cm. Spacerując korytarzem podłoga się unosi, a zmniejsza wysokość kolumn. Rewelacyjna gra.

 

Wstęp €5 (bilet obejmuje również wizytę w Galleria Spada). Więcej informacji znajdziecie w moim artykule ‘Borromini – mistrz iluzji‘. Mieści się przy Piazza Capo di Ferro, 13, tuż przy Campo de’ Fiori i Palazzo Farnese. W pierwszą niedzielę miesiąca wstęp gratis. Uwaga! Obecnie główne wejście jest w remoncie, trzeba skręcić w prawo i wejść z boku (są tabliczki informacyjne po włosku i angielsku).

 

Galleria di Borromini

 

Z pewnością rzymskie wakacje byłyby uboższe bez tych cudnych miejsc.

Święto Pasquino

Londyńczycy mają Hyde Park, a w nim Kącik Mówcy (Speakers’ Corner), gdzie w niedzielne poranki każdy może stanąć i przemówić na każdy temat. Rzymianie, odkąd pojawił się Pasquino, też mogli dać upust swoim żalom, najczęściej pod adresem papieża, kurii i wysoko urodzonych, tyle że musieli to robić anonimowo i pod osłoną nocy. Biada temu, kto jednak został nakryty lub zidentyfikowany jako autor. Karano surowo, nawet szubienicą.

 

Na rogu Palazzo Braschi (dzisiejszej siedziby Muzeum Rzymu), dwa kroki od Piazza Navona, na Piazza di Pasquino spotkacie ulubieńca rzymian – Pasquino – najsłynniejszy rzymski ‘posąg mówiący’ (bo przemawiał w imieniu ludu). 

 

Jesteśmy na początku XVI wieku, a dokładnie w 1501 roku. Kardynał Oliviero Carafa kupuje posiadłość od rodziny Orsinich (dzisiejszy Palazzo Braschi). Podczas remontu robotnicy wyciągają z błota jakąś dziwną rzeźbę. Nie jest ona specjalnie piękna, jest mocno uszkodzona, a w dodatku nie wiadomo nawet, kogo przedstawia, może Menelaosa podtrzymującego zmarłego Patroklosa, może Ajaksa, a może innego bohatera ‘Wojny trojańskiej’ – do dziś tego nie rozstrzygnięto. Ustalono jedynie, że ten hellenistyczny posąg pochodzi z III wieku przed Chrystusem. Kardynał Carafa jest wielkim miłośnikiem antyku i każe postawić rzeźbę na piedestale, w miejscu, w którym stoi do dziś. Jeszcze nie zdaje sobie sprawy z tego, że oto wprowadził ‘konia trojańskiego’ do Rzymu.

 

Dzielnica Parione, w której staje Pasquino, to najbardziej zaludniona dzielnica w tym czasie, to pulsujące serce miasta. Campo dei Fiori, Piazza Navona tętnią życiem od rana do wieczora, na Piazza Navona odbywają się również festyny ludowe. Nie omijają jej również orszaki papieskie podążające do i z Watykanu, prawie zawsze się tu zatrzymują.

 

Pasquino

 

A rzymianie przyglądają się tej rzeźbie, przyglądają z zainteresowaniem, bo kogoś im przypomina i oto ‘eureka’. Czyż to nie nasz krawiec Pasquino, który miał warsztat w pobliżu? Już nie żyje, ale to przecież z jego ust wychodziły ostre, zjadliwe satyry tak trafnie komentujące rzeczywistość, to jego słowa były ostrzejsze niż nożyce, którymi ciął materiał klientów (to najbardziej prawdopodobna wersja, niektóre źródła wymieniają nauczyciela, fryzjera czy nawet właściciela oberży). I tak oto narodził się Pasquino, a wraz z nim pasquinate, czyli anonimowe satyry umieszczane na karteczkach i przyczepiane w środku nocy do posągu. Wyglądało to tak, jakby Pasquino przemawiał w imieniu rzymian, jakby wyznaczyli mu zadanie karania wszelkich przejawów niemoralności władzy poprzez satyrę.

 

A satyry cięły, i to ostrzej niż brzytwa. Wytykały nepotyzm, korupcję i wszelkie nadużycia rządzących. Pisano je po łacinie lub w dialekcie rzymskim, z czasem tylko w dialekcie. Były krótkie, lecz treściwe, czasem nawet dosadne, łatwo wpadały w ucho, a przede wszystkim lud je czytał, mało tego, również biedota rzymska znajdywała odwagę, aby wyrzucić z siebie to, co leżało jej na sercu. Z tych satyr narodził się później gatunek literacki zwany paszkwilem.

 

Pasquino

 

A jaka była odpowiedź kleru? Oczywiście kary, nawet szubienica, jeśli zidentyfikowano autora. Ale w końcu jakiś rozgarnięty duchowny wpadł na pomysł, aby co roku, 25 kwietnia, w dniu świętego Marka Ewangelisty wyprawić święto Pasquino i dla przeciwwagi recytować wiersze gloryfikujące papiestwo. Pierwsza taka uroczystość odbyła się w 1508 roku. Tego dnia twarz Pasquino dekorowano maską, co roku przedstawiającą innego bohatera antycznego. Z pobliskiego kościoła San Lorenzo in Damaso wyruszał orszak kanoników, do którego dołączali studenci z pobliskiego uniwersytetu La Sapienza. Wszyscy zatrzymywali się przed posągiem Pasquino, a uczeni czytali epigrafy napisane wcześniej po łacinie przez duchownych i rzecz jasna wychwalające władzę papieską, czyli cenzura w całej okazałości. To święto Pasquino organizowano regularnie od 1508 do 1518 roku, później sporadycznie: 1520, 21, 22, 25, 26, 35, 36 aż do ostatniego w 1539 roku.

 

Oczywiście papieże po cichu liczyli, że zniechęcą autorów, ale tylko dolali oliwy do ognia, bo anonimowych karteczek przybywało coraz więcej. Kto by pomyślał, że łobuzerski marmur kardynała Carafy może tak zamieszać. Purpuraci znienawidzili go do tego stopnia, że chcieli zatopić ów posąg w Tybrze. 

 

Najbardziej znana satyra Pasquino to ta skierowana przeciw papieżowi Urbanowi VIII Barberini, który zagarnął kamienie z Koloseum i złote dachówki Panteonu, aby pobudować swój pałac rodowy oraz udekorować wnętrze Bazyliki św. Piotra:

 

‘Quel che non fecero i barbari, lo fece un Barberini” – Czego nie zrobili barbarzyńcy, dokonał tego jeden Barberini.

 

Komentowano również najazd napoleoński na Rzym. To wtedy pojawiła się ostra satyra głosząca, że prawie wszyscy Francuzi to złodzieje, po tym, jak Napoleon obrabował kościoły i muzea, wywożąc wiele dzieł sztuki do Francji.

 

W 1870 roku kończy się epoka dominacji papiestwa, Roma papalina. Nadchodzi nowe, ale komentarze pozostają, bo Pasquino wrósł na dobre w rzymską tradycję. Kiedy w 1913 roku na Zatybrzu wzniesiono pomnik Giuseppe Gioacchino Belli – tego wspaniałego piewcy rzymskości, nie mogło zabraknąc tam Pasquino.

 

Lud rzymski spragniony wieści od Pasquino

 

Po 1870 roku komentowano wszystkie wydarzenia polityczne na bieżąco: przyjazd Hitlera do Rzymu w 1938 roku czy pierwszą wizytę Gorbaczowa i pierestrojkę, wszystko w soczystym dialekcie rzymskim.

 

W 2010 odrestaurowano statuę i już nie można przyczepiać do niej notatek, ale obok jest tablica, na której można zostawić komentarz. A rzymianie piszą dalej, bo kto jak nie Pasquino najlepiej przemówi w ich imieniu? 

Maria Magdalena – święta niewygodna dla Kościoła katolickiego

Maria Magdalena – jako dziecko podziwiałam jej piękne włosy (nieprzypadkowo jest patronką fryzjerów), choć z tych czasów bardziej zapamiętałam kolorowe lizaki sprzedawane na straganach podczas odpustu parafialnego 22 lipca, czyli w dniu jej święta, a zbiegiem okoliczności, kto jeszcze pamięta, ten sam dzień był najważniejszym świętem PRL-u. Żal mi Marii Magdaleny i roli grzesznicy, w jakiej obsadził ją Kościół katolicki, choć wcale nią nie była (bo pomylono ją z inną osobą). 

 

 

Maria Magdalena – Gotycka rzeźba z XV wieku – Santa Maria Maddalena in Campo Marzio

 

 

Maria z Magdali, czyli ‘wieży ryb’ (magdala to w hebrajskim: wieża), małego miasteczka nad Jeziorem Genezaret, znana jako Maria Magdalena. Kobieta, z której Chrystus wypędził siedem demonów i która stała się jego pilną uczennicą. Pierwsza osoba, której ukazał się zmartwychwstały Chrystus. Święta uwielbiana przez Kościoły Wschodnie i święta najbardziej zdegradowana przez Kościół katolicki, kiedy papież Grzegorz Wielki  w 591 roku uczynił z niej jawnogrzesznicęCo z tego, że papież Paweł VI ją zrehabilitował w 1969 roku. Zbyt późno, gdyż w świadomości społecznej, w sztuce zapisała się na zawsze jako grzesznica. Czy celowo została wyelminowana przez Kościół, a mogła mu przewodzić, bo była wykształcona i inteligentniejsza od świętego Piotra jak utrzymują feministki? Czy może było to świadomy zabieg Kościoła, wszak takie historie nawrócenia zawsze pomagały zdobyć nowych wiernych? I dlaczego ten sam Kościół nie zawahał się odciąć stopę świętej i uczynić z niej ważną relikwię, ostatnią, jaką czcili pielgrzymi przed wejściem do Watykanu, a którą dziś możemy oglądać w kościele San Giovanni dei Fiorentini, na początku Via Giulia i tuż przy Moście św. Anioła.

 

 

San Giovanni dei Fiorentini
San Giovanni dei Fiorentini

 

 

W Ewangelii według św. Jana to właśnie Marii Magdalenie płaczącej przy pustym grobie ukazał się Chrystus. Co prawda pod postacią ogrodnika i dlatego na początku nie poznała go, lecz kiedy już rozpoznała i gotowa była rzucić się do jego stóp, Chrystus wypowiedział te słynne słowa: Noli me tangere (Nie dotykaj mnie – bardzo popularna scena w ikonografii, przedstawiona również na ikonie obecnej w kościele, powyżej napisu o stopie Marii Magdaleny). Idź i oznajmij tę wiadomość apostołom!

 

 

Astolfo Petrazzi: Pokutująca Maria Magdalena wśród aniołów

 

Jak ta relikwia trafiła do Rzymu? Według oficjalnej wersji Maria Magdalena zmarła w Efezie. Ale Efez najechali Turcy i cesarz bizantyjski Leon VI przewiózł ciało świętej do Konstantynopola około 886 roku. Lecz i Konstantynopol nie był bezpiecznym miejscem i w 1204 roku złupili go krzyżowcy. Ciało Marii Magdaleny udało się wywieźć. Metą była Francja z przystankiem w Rzymie, gdzie ucięto stopę świętej i umieszczono ją w srebrnym relikwiarzu autorstwa Benedetto Celliniego, słynnego złotnika i umieszczono w jednej z dwóch okrągłych kaplic prowadzących na Most św. Anioła. Obie kaplice zbudowano tuż po jubileuszu 1450 roku (kaplicę po drugiej stronie mostu poświęcono tym wszystkim, którzy zginęli na nim, kiedy pod naporem tłumu w czasie obchodów jubileuszu roku świętego zawaliła się jego część, pochłaniając wiele niewinnych ofiar). Kaplica z relikwią św. Marii Magdaleny była ostatnim przystankiem dla pielgrzymów podążających do grobu św. Piotra głównie z Francji przez Alpy, tzw. Via Francigena. Około 1527 roku zburzono kapliczki, aby lepiej zabezpieczyć most, a relikwię przeniesiono do narodowego kościoła florentyńczyków San Giovanni dei Fiorentini. Po czym zapomniano o niej.

 

 

Odnaleziono ją dopiero w muzeum kościelnym około 2000 roku, a w 2012 roku przeniesiono w specjalne miejsce, po lewej stronie ołtarza głównego. Podstawa relikwiarza jest oryginalna. Natomiast samą oprawę stopy zrekonstruowano około 400 lat temu, kiedy odcięto mały palec stopy, który zawieziono do Mantui, a resztę relikwii zapieczętowano na nowo (widoczna pieczęć).

 

Relikwiarz ze stopą św. Marii Magdaleny

 

 

 

 

Nie wiemy tak naprawdę, gdzie została pochowana Maria Magdalena. Jedni mówią, że zmarła nie w Efezie, a we Francji, dokąd musiała uciekać z dwiema Maryjami przed prześladowaniami cesarskimi. Opactwo cysterskie w Vezeley w Burgundii twierdziło, że około 1050 roku odnaleziono tam ciało świętej. Inni są przekonani, że 30 lat żyła w pustelni w pobliżu Sainte-Baume i pochowano ją w opactwie Saint-Maximin-la-Sainte-Baume na południu Francji, w Prowansji. Tam też znajduje się oficjalnie sarkofag świętej. Zachowała się tylko czaszka Marii Magdaleny, bo szkielet zaginął podczas Wielkiej Rewolucji Francuskiej. A stopę Marii Magdaleny według tej wersji przywiózł do Rzymu jakiś zakonnik. 

 

Grób Marii Magdaleny Saint-Maximin-la-Sainte-Baume foto: Il Gazzettino del Viaggiatore

 

 

W Rzymie jest jeszcze jedno miejsce poświęcone Marii Magdalenie. To przepiękny kościół w stylu rokoko – rzadkim w Wiecznym Mieście – Santa Maria Maddalena in Campo Marzio (na Polu Marsowym). Wewnątrz, oprócz wspomnianej wcześniej drewnianej figurki świętej z XV wieku są  przedstawienia świętej w ołtarzu głównym i ponad nim. 

 

 

Po raz kolejny widzimy ją jako pokutnicę wśród aniołów (ołtarz główny), powyżej po prawicy Chrystusa, a najwyżej znów na kolanach u jego stóp.

 

 

Santa Maria Maddalena in Campo Marzio

 

 

Maria Magdalena jest szczególnie czczona przez prawosławnych i nazywana Apostołką Apostołów. Zawsze przedstawiana w czerwonych, dostojnych szatach, bo ponoć była bardzo bogata, a całe bogactwo rozdała biednym, podążając za Chrystusem. 

 

I podobno to tej świętej zawdzięczamy malowanie jajek na Wielkanoc. Legenda mówi, że któregoś razu Maria Magdalena została zaproszona przez cesarza Tyberiusza na bankiet (co świadczyło o jej wysokiej pozycji w hierarchii). Trzymała jajko w ręce wykrzykując: Chrystus zmartwychwstał! Na co Tyberiusz zadrwił: tak, zmartwychwstał tak, jak to jajko stanie się czerwone. I nagle stał się cud. Jajo się zaczerwieniło czerwienią fresków pompejańskich. Odtąd prawosławni malują jajka na Wielkanoc, a my przejęliśmy od nich ten zwyczaj.

 

Wczoraj kanadyjski geolog o żydowskich korzeniach, Dr. Aryeh Shimron ogłosił światu, że odnalazł grób Jezusa, jego żony Marii Magdaleny i ich syna Judah we wschodniej części Jerozolimy (w strefie Talpiot, strefie ostatniego grobu Jezusa, odkrytej w 1980 roku). Czy to kolejne, sensacyjne odkrycie, czy tym razem coś jest na rzeczy? A może teksty apokryficzne, czyli te, które nie weszły do kanonu Pisma świętego nie kłamią? Może rzeczywiście Jezus poślubił Marię Magdalenę i miał z nią syna?

 

O tym, jak liguryjskie palmy zagościły w Watykanie

posted in: EUR, Osobliwości rzymskie, Watykan | 0

Na jednej ze ścian Palazzo degli Uffici w dzielnicy EUR zobaczyłam piękny, marmurowy fryz z 1939 roku autorstwa Publia Morbiducciego, przedstawiający najważniejsze wydarzenia z dziejów Rzymu poprzez zabytki.  Rzucił mi się w oczy ten znany całemu światu obelisk zdobiący dziś Plac św. Piotra, a w zasadzie moment jego podnoszenia, bo w tym dniu na placu panowała grobowa cisza, jakiej nigdy przedtem nie doświadczono.

Podnoszenie obelisku na Placu św. Piotra – Eur

10 września 1586 roku, tłum wiernych i gapiów oczekuje punktu kulminacyjnego prac, które trwały już od czterech miesięcy. Domenico Fontanie – architektowi kierującemu tą delikatną operacją podnoszenia obelisku przywiezionego z Egiptu przez cesarza Kaligulę też nie jest do śmiechu. Wszak jego przyszłość i kariera zależy od tego nieszczęsnego obelisku. No i ten zawzięty papież Sykstus V, (il papa tosto), dobrze płaci, ale ledwie zasiadł na Stolicy Piotrowej, już porządkuje cały Rzym. Dlaczego tak bardzo zależy mu na tym blisko 26-metrowym kawałku? A jeśli się nie uda, trzeba będzie uciekać, bo inaczej zginę, na wszelki wypadek umieściłem konie w bramach watykańskich.

Watykan – Niedziela Palmowa 2015

Biada temu, kto wypowie choć jedno słowo. Papież zapowiedział karę śmierci. Stąd ta cisza. I już machina ruszyła. 900 robotników, 140 koni, 44 kołowrotów, 350 ton do podniesienia. Ale w pewnym momencie liny podtrzymujące obelisk są tak napięte i rozgrzane, że lada moment pękną. Już widać nadchodzącą katastrofę. I wtedy z głębi placu padają te słowa wypowiedziane w dialekcie liguryjskim: Aiga ae corde – acqua alle corde, czyli polejcie sznury wodą. Kto ośmielił się złamać papieski? To kapitan Benedetto Bresca, z miasteczka Bordighera (niektórzy twierdzą, że z San Remo). Doświadczony marynarz, wie, co mówi, wie, że liny wykonane z konopi, zmoczone zimną wodą, chłodzą się, unikając w ten sposób postrzępienia włókien, a w konsekwencji pęknięcia. I tak kapitan ratuje chyba najtrudniejszą technicznie operację w Watykanie. Obelisk zostaje postawiony ku uciesze papieża. Cieszy się również Domenico Fontana (wkrótce podniesie jeszcze dwa inne obeliski: na Lateranie i przed Bazyliką Santa Maria Maggiore).

Watykan – Niedziela Palmowa 2015

A co z karą śmierci, wszak kapitan złamał papieski zakaz?

Papież jest w doskonałym humorze, spełniło się jego marzenie. Nie tylko uchyla swój zakaz, dziękuje osobiście kapitanowi i każe mu wybrać sobie nagrodę. Kapitan Bresca jest skromny i ku zaskoczeniu papieża prosi go jedynie o dożywotni przywilej dla siebie i swoich potomków dostarczania papieżowi palm na Niedzielę Palmową.

I tak co roku, od wieków dwa miasteczka liguryjskie San Remo & Bordighera wysyłają do Watykanu tysiące palm na uroczystość Niedzieli Palmowej. W tym roku ponad 2000 tysiące kompozycji, w tym 100 palm około metrowej wysokości zostanie podarowanych kardynałom, a ta największa i najpiękniejsza z palm – samemu papieżowi Franciszkowi.

Parmureli: Photo credit: Puntosanremo

Parmureli  – bo tak nazywają się te palmy – są wyjątkowe, mają niespotykany, jasny kolor, momentami przypominający kość słoniową. I od wieków wyplata się je ręcznie – trzy liście palmowe tworzące kompozycję symbolizują Trójcę Świętą.

Parmureli Photo credit: Sanremonews

W tym roku po raz pierwszy palmy wyruszą też do Pragi. Zamówił je kościół Matki Bożej Zwycięskiej (tam, gdzie znajduje się cudowna figurka Dzieciątka Jezus).

Co roku Plac św. Piotra zdobią również drzewka oliwne, a wierni w rzymskich kościołach także trzymają gałązki oliwne, które później zabierają do domów. Po raz kolejny drzwka podarowała Watykanowi Apulia – ziemia pokoju (przynajmniej tak się reklamuje).

Apoteoza kobiecości – Galleria Sciarra

posted in: Perły Rzymu | 4

Galleria Sciarra – jest mała, lecz oszałamia swym pięknem. Nieznana nawet miejscowym, choć znajduje się dwa kroki od najsłynniejszej rzymskiej fontanny. To perła Art Nouveau czy jak kto woli Liberty (włoska odmiana Art Nouveau) i wspaniały hymn na cześć kobiecości.

Galleria Sciarra – bo o niej mowa – narodziła się jako dziedziniec wewnętrzny Pałacu Sciarra Colonna di Carbognano. Kiedy Rzym został stolicą zjednoczonych Włoch, potrzebował świeżego oddechu. Po pierwsze musiał przyjąć ponad pół miliona nowych mieszkańców – głównie klasy rządzącej. Budowało się wiele w tych latach. Również jego dotychczasowi mieszkańcy zapragnęli odświeżyć swoje pałace w duchu nowej epoki. Wiele z nich stało się salonami intelektualnymi miasta, a Palazzo Sciarra i dołączona do niego Galleria Sciarra z pewnością błyszczały pod koniec XIX wieku. Książę Maffeo Ducoli Sciarra powierzył prace dwóm wspaniałym osobom: architektowi Giulio de Angelis, o którym mówiło się: najbardziej niespokojny, intrygujący, dociekliwy i odważny ze wszystkich architektów tuż po zjednoczeniu Włoch (oprócz Galerii Sciarra zaprojektował il Teatro Quirino, il Palazzo Rinascente – pierwszy nowoczesny dom handlowy w stolicy przy Via del Corso – dziś przylega do Galerii Alberto Sordi) oraz malarzowi Giuseppe Celliniemu

Budynek powstał w 1885 roku , freski w latach 1886-1888. Duet: de Angelis – Cellini stworzył jeden z najpiękniejszych obiektów Wiecznego Miasta, klejnot Art Nouveau, na szczęście nie zadeptany jeszcze przez turystów.

Początkowo Galleria Sciarra miała być centrum handlowym (mieściły się tu m.in. słynne sklepy Bocconi – przeniesione później do wspomnianego wcześniej Pałacu Rinascente), lecz szybko stała się siedzibą pisma kulturalnego ‘Cronaca Bizantina’ (‘Kronika Bizantyjska’), które należało do księcia Maffeo i którym kierował poeta Gabriele D’Annunzio.

Galeria była innowacyjna pod każdym względem. Pokryta szklaną kopułą, zbudowana przy użyciu nowych materiałów takich jak żelazo czy cement, pierwsza galeria dla pieszych.

W jej wnętrzu zwracają uwagę cztery jednakowe fasady, bardzo harmonijne, żadna się nie wyróżnia. Jakże to odmienne od tradycyjnych rzymskich pałaców, gdzie zazwyczaj dominowała główna fasada. Do tego biel i czerwień – hołd złożony Etruskom i Rzymianom. Czuć również ducha Bizancjum. Wyrafinowanie i klasa sama w sobie! 

Cellini namalował dwa rzędy kobiet na dwóch przeciwległych fasadach: w wyższym pasie – 12 personifikacji pożądanych cnót kobiety idealnej, w niższym 12 scen z życia kobiety w różnych fazach jej życia. To gloryfikacja kobiety końca XIX wieku. Podręcznik cnót, katalog zajęć, słowem całe spectrum życia typowej przedstawicielki burżuazji.

Kobieta jako narzeczona, panna młoda, matka i opiekunka ogniska domowego:

W niższym pasie scenki rodzajowe, wyżej personifikacje cnót:

od lewej: Uprzejma rozmowa i Dbałość o wygląd – kobieta powinna być uprzejma, życzliwa (La Benigna) oraz zachowywać się jak dama (La Signora). Tylko dlaczego pośród tych anielskich kobiet sportretowano Gabriele D’Annunzio – tego, który postrzegał kobietę jako niszczące piękno i pożeraczkę męskich serc?

w środku: Zaślubiny – jako żona kochająca  (L’Amabile) i wierna (La Fedele)

po prawej: Wychowanie dzieci – jako matka wyrozumiała (La Misericordia) i sprawiedliwa (La Giusta).

 

Kobieta w scenach z życia codziennego:

W niższym pasie scenki rodzajowe, wyżej personifikacje cnót:

od lewej: Pielęgnowanie ogrodu i Rozmowa – pewnie bardziej w rozmowie wstydliwa (La Pudica) i wstrzemięźliwa (La Sobria)

w środku: Obiad rodzinny – cierpliwa (La Paziente) i silna (La Forte)

po prawej:  Miłe spędzanie czasu na koncertach i Działalność charytatywna – pokorna (L’Umile) i rozważna (La Prudente).

Przy wejściu do galerii po obu stronach zobaczymy pozostałości szyldów sklepowych oraz herb rodzinny z inicjałami księcia MS – Maffeo Sciarra. Gdzieś na tarczy można również dostrzec inicjały matki księcia CCS – Carolina Colonna Sciarra.

Zatem, podążając w stronę Fontanny di Trevi odbijcie nieco z tradycyjnego szlaku, zwłaszcza z zadeptanej Via delle Muratte i wstąpcie tutaj. Jest cisza, latem przyjemny chłód i cień, często przygrywa jakiś młodzieniec. Podziwiajcie ten ukryty klejnot nie znany nawet samym mieszkańcom. A potem przez Piazzetta dell’Oratorio i Via dell’Umiltà pomknijcie w stronę Pałacu Prezydenckiego i Fontanny di Trevi.

Via Menghetti 9/10

Uwaga! Galleria Sciarra jest zamknięta w soboty i niedziele.

Most Czterech Głów

Okazuje się, że umiejętność pracy zespołowej była ceniona już od dawien dawna. Stare polskie przysłowie mówi: Gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta. A co dopiero, kiedy spotkają się cztery silne osobowości, w dodatku notorycznie kłócące się?

 

Przy wejściu na Most Fabrycjusza (Ponte Fabricio) – prowadzącym na Wyspę Tybrową (l’Isola Tiberina) od strony synagogi – witają nas po obu jego stronach dwa kamienne słupy z czterema głowami dookoła. Wiadomo, co dwie głowy, to nie jedna, ale cztery, a właściwie osiem? Cóż, historia jest smutna i pokazuje, do czego prowadzi pycha. Ale po kolei.

 

Most Czterech Głów

 

Otóż, kiedy na Stolicy Apostolskiej zasiadł papież Sykstus V (1585-1590) – znany jako papież urbanista, obiecał, że w ciągu pięciu lat zbuduje 5 dróg, 5 fontann i 5 mostów. U progu piątego roku pontyfikatu zlecił remont Mostu Fabrycjusza czterem najlepszym architektom miejskim. I to był jego wielki błąd. Rywalizacja, pycha i nienawiść między architektami doprowadziły bowiem do tragedii. Pod koniec prac papież pogratulował wykonawcom efektów pracy. A w nagrodę skazał wszystkich czterech na karę śmierci za mało chrześcijańskie zachowanie (od plotek huczał bowiem cały Rzym). Samemu papieżowi  również można pogratulować ‘iście chrześcijańskiej’ postawy (note bene zmarł w tym samym roku)! Według rzymskiej legendy architekci zostali ścięci w miejscu pracy. Na pamiątkę tego incydentu umieszczono na moście dwa kamienne slupy z czterema symbolicznymi głowami restauratorów. I odtąd ci, którzy nienawidzili się wzajemnie, muszą na zawsze dzielić te sama przestrzeń. Czyż to nie ironia losu?

 

A Rzymianie potocznie nazywają ten most Ponte Quattro Capi (Mostem Czterech Głów).

 

Most Czterech Głów

 

Ponte Fabricio (Most Fabrycjusza) jest najstarszym czynnym mostem rzymskim. Dużo starszy jest Ponte Milvio (Most Milvio – istniejący już około 207 p.n.e.) czy jeszcze starszy Ponte Sublicio znany już około 600 p.n.e.). Oba jednak przeszły gruntowne restauracje i w rezultacie to Ponte Fabricio  pozostał jedynym, który w ciągu 2000 lat utrzymał swoją oryginalną strukturę.

 

Ponte Fabricio

 

Most wybudował w 62 roku p.n.e. Lucio Fabricio – znany budowniczy dróg i mostów. Należy dodać, że w tym okresie mostów było niewiele, a wody Tybru często wzbierały, stąd budowa mostów była zajęciem nobilitującym, a ich budowniczy powszechnie szanowani. W 23 r. p.n.e. Tyber znowu wylał, niszcząc wspomniany wcześniej Ponte Sublicio. Ucierpiał nieco i Ponte Fabricio – odrestaurowany w 21 r. p.n.e. przez konsula Emilio Lepido (stąd inna nazwa mostu: Lapideo). Nazywano go też Pons Judaeorum (Mostem Żydowskim), z powodu sąsiedztwa społeczności żydowskiej.

 

Ponte Fabricio

 

 

Horacy wspominał, że Ponte Fabricio był ulubionym mostem samobójców, to stąd spektakularnie rzucali się w nurty Tybru.

 

Dziś to całkiem przyjemny most: 57 metrów długości, 5 metrów szerokości i z pewnością i most, jak i sama Wyspa Tybrowa są warte odwiedzin (i powrócimy tu jeszcze), choćby ze względu na fakt, iż w tutejszym klasztorze przebywał św. Wojciech – patron Polski (dziś kościół św. Bartłomieja, który przez wiele wieków przechowywał jego relikwie). Na wyspie działa też szpital bonifratrów (Ospedale Fatebenfratelli) – z bardzo dobrym oddziałem ginekologiczym oraz szpital żydowski przylegający do kościoła św. Bartłomieja.

 

 

Widok na Ponte Fabricio

 

 

 

 

 

 

Mimozami wiosna się zaczyna – Dzień Kobiet we Włoszech

posted in: Osobliwości rzymskie | 2

”Mimoza czyni ludzi szczęśliwymi. Zapach kwiatów mimozy przynosi radość i witalność. I gasi smutek” – to Cristina Caboni we wspaniałej książce ‘Il sentiero dei profumi’. Sekretny język kwiatów i perfum, a w tle niebanalna historia miłosna rozpięta między Florencją a Paryżem. 8 marca gałązką mimozy obdarowuje się włoskie kobiety, choć ponad 60 % z nich nie lubi ani tego kwiatu, ani samego zwyczaju.

Tuwim pisał: Mimozami jesień się zaczyna. A we Włoszech mimozami wiosna się zaczyna … To piękne drzewo przywiezione do Europy z Australii pod koniec XIX wieku zaczyna kwitnąć na żółto pod koniec lutego. Zimową szarzyznę zamienia w wiosenną radość.

Według Indian północnoamerykańskich kwiaty mimozy symbolizują siłę i kobiecość. I coś jest na rzeczy, ponieważ to kwiatem mimozy upamiętniono śmierć 129 pracownic firmy Cotton, które zginęły w pożarze fabryki w Nowym Jorku 8 Marca 1908 roku. Dodajmy, że wszystkie kobiety tejże fabryki ogłosiły wcześniej strajk, protestując przeciwko nieludzkim warunkom pracy.

W 1946 roku Związek Włoskich Kobiet (Unione Donne Italiane) wybrał mimozę jako kwiat najlepiej symbolizujący Dzień Kobiet (bo czerwone goździki zostały zarezerwowane wcześniej na obchody pierwszomajowe). Kwiaty te były niedrogie, a więc powszechnie dostępne, a poza tym rozkwitały w okolicach 8 marca.

Ciasto mimoza

W cukierniach można spotkać także ciasto mimoza – dostępne przez cały rok – to lekki tort biszkoptowy przełożony kremem i posypany kawałkami tego samego biszkoptu, tak, aby imitować drzewko obsypane kwiatami.

W przedszkolu śpiewaliśmy: Zapamiętaj sobie, dzisiaj jest Dzień Kobiet!

Cóż! Te kwiatki, śpiewy, ciasteczka i inne błyskotki niewiele znaczą, jeśli nie ma szacunku na co dzień.  

Życzę każdej kobiecie, aby czuła się Muzą przez 365 dni w roku, a nie tylko od wielkiego dzwonu: w domu, w pracy, w polityce, gdziekolwiek …