• Kościół św. Bartłomieja na Wyspie Tybrowej
  • Studzienka wewnątrz kościoła św. Bartłomieja z wizerunkiem św. Wojciecha
  • Kaplica św. Wojciecha
  • Relikwiarz św. Wojciecha - kaplica w kościele św. Bartłomieja
  • San Giorgio in Velabro

Wojciech i Jerzy – ich ślady w Rzymie

 Wojciech i Jerzy – dwa popularne imiona w Polsce, święci dość odlegli w czasie, inne zawody: jeden duchowny, drugi wojownik, ale podobna męczeńska śmierć w tym samym dniu, 23 kwietnia. Wojciecha zamordowali toporem i włóczniami pogańscy Prusowie, kiedy próbował nawracać ich na chrześcijaństwo, Jerzy został ścięty mieczem z polecenia cesarza Dioklecjana, kiedy zaczął publicznie krytykować prześladowania chrześcijan. W Rzymie kościoły przechowujące pamięć o nich, znajdują się stosunkowo blisko siebie.

 

Zaczniemy od Wojciecha, bo to patron Polski i apostoł Słowian.

 

Spokojny kościółek św. Bartłomieja pośrodku Wyspy Tybrowej (l’Isola Tiberina). W porze obiadowej na stopniach obelisku młodzi ludzie posilają się kanapkami na wolnym powietrzu (czego nie mogą robić np. na Schodach Hiszpańskich, bo grozi to grzywną). Zbudowany na miejscu dawnej świątyni Eskulapa – opiekuna medycyny. Wierzono, że woda wydobywająca się ze źródła – ma leczniczą moc, zamknięto je dopiero w średniowieczu, bo woda zamiast uzdrawiać ludzi, uśmiercała ich (została zakażona). Na jednej ze ścian studzienki (pokrywającej dawne źródełko), znajdującej się u stóp ołtarza głównego, widzimy postać Wojciecha z pastorałem, jego surową, pełną niezadowolenia twarz. To prawdopodobnie najstarsze przedstawienie świętego (choć nie do końca wiadomo czy to św. Wojciech czy może św. Paulin z Noli, którego ciało sprzedano cesarzowi Ottonowi mówiąc, że jest to ciało świętego Bartłomieja). Co go łączyło z Rzymem? 

 

 

Adalbert – pod takim imieniem św. Wojciech jest znany w historii Kościoła, imieniem przyjętym podczas bierzmowania z rąk biskupa Adalberta w Moguncji, gdzie kształcił się do stanu duchownego. A więc hołd oddany swojemu mistrzowi. Biskup Pragi od 983 roku, pierwszy Czech z pochodzenia. Wszedł do miasta boso, ku zgorszeniu miejscowego duchowieństwa, pławiącego się w luksusach. Bo Wojciech, choć arystokratycznego pochodzenia, był skromny, pomagał biedakom, odwiedzał więźniów, słowem daleko mu było do powszechnej rozpusty, jaka panowała w jego biskupstwie. Sodoma i gomora, wielożeństwo, cudzołóstwo i zbytek – niełatwo pracować w takim otoczeniu. Wytrzymał 5 lat. Potem poprosił papieża Jana XV o zwolnienie go z obowiązków biskupich i przyjechał do Rzymu, gdzie po odwiedzeniu opactwa na Monte Cassino i opactwa św. Nila w Grottaferrata (w pobliżu Rzymu) ostatecznie wstąpił do klasztoru benedyktynów na Awentynie (dzisiejszy kościół św. Bonifacego i Aleksego, ten, w którym znajdują się schody św. Aleksego – znamy go ze szkoły średniej – z ‘Legendy o św. Aleksym’). Przebywał tam trzy lata (989-992). 

 

 

Ale w Pradze znów zawrzało i papież nakazał mu powrót do swojego biskupstwa. Adalbert wrócił i założył opactwo benedyktyńskie w Brzewnowie pod Pragą. Niedługo nacieszył się tym pobytem, bo oto w 995 roku na zamku należącym do rodziny Werszowców jedna z mężatek dopuściła się cudzołóstwa. Kiedy to odkryto, musiała uciekać z Pragi i to Wojciech udzielił jej schronienia. Rozwścieczona rodzina nie tylko odnalazła kobietę, wywlokła ją z pomieszczeń zakonnych i zamordowała na oczach wszystkich. Zemściła się również na Wojciechu, mordując członków jego rodziny i paląc rodzinne włości. Wojciech musiał uciekać, chcąc ratować swoje życie. Z pomocą przyszli mu współbracia z Awentynu. Ale to było tylko tymczasowe lokum, bo jego powrót do Pragi był niemożliwy, a w Rzymie też nie mógł pozostać, bo biskup Moguncji uznał go za zbiega. Wojciech pojechał więc do Moguncji i tam oczekiwał ostatecznej decyzji, w międzyczasie podróżując po Europie, tylko cesarz mógł go zmusić do powrotu, a ten miał inne problemy na głowie. Decyzja przyszła w 996 roku. Czesi, a precyzyjniej duchowieństwo niemieckie w Pradze odmówiło jego powrotu. Wojciech zaczął wtedy opowiadać cesarzowi Ottonowi III o swoich planach chrystianizacji pogan. Nie tylko otrzymał cesarską zgodę, ale też zaprzyjaźnił się z Ottonem III. W 996 roku pojechał więc do Polski, do księcia Chrobrego. A stamtąd wyruszył na Prusy z misją nawracania pogan na chrześcijaństwo.

 

 

 

Pomimo ochrony przydzielonej mu przez Chrobrego, Wojciech zginął z rąk Prusów w Świętym Gaju, 23 kwietnia 997 roku. Jeden z pogan uderzył go wiosłem, inni przebili włóczniami, a jeszcze inny odrąbał głowę toporem (stąd wiosło i włócznie są częstym atrybutem świętego, widoczne również na relikwiarzu). Głowę biskupa nadziano na pal, czyste barbarzyństwo. Zaczął się handel ciałem zamordowanego. Chrobry zapłacił fortunę za głowę i ciało świętego. 

 

Dzięki staraniom cesarza Ottona III Wojciech zostaje kanonizowany dwa lata po śmierci, w 999 roku przez papieża Sylwestra II. Chce wybudować kościół dedykowany przyjacielowi, ale nie ma w nim żadnych relikwii. Jedzie więc w 1000 roku do Chrobrego w nadziei, że przywiezie ciało przyjaciela. Chrobry nie chce jednak wydać ciała. W zamian ofiaruje cesarzowi ramię świętego, którego część trafia do Akwizgranu, a część do Rzymu – dwóch najważniejszych wówczas metropolii chrześcijańskich. Ramię spoczęło w relikwiarzu w kościele dedykowanym Adalbertowi. Kiedy w 1180 roku sprowadzono tu ciało św. Bartłomieja, ówczesny papież Aleksander III zmienił wezwanie kościoła, dedykując go tylko Bartłomiejowi.

 

 

Fragment ramienia św. Wojciecha przechowywano w Rzymie aż do 1928 roku. Relikwia powróciła do Gniezna na prośbę prymasa Hlonda po tym, jak skradziono w 1923 roku czaszkę świętego. Czy ciało świętego spoczywa w Pradze czy w Gnieźnie – nawet historycy są podzieleni, po tym jak Czesi złupili Gniezno w 1038 roku. Czaszka się odnalazła około 1127 roku, a ciało? Wiele pytań, brak stuprocentowej pewności, gdzie jest. A tymczasem w centrum rzymskiej kaplicy dedykowanej świętemu (po lewej stronie ołtarza głównego) możemy podziwiać Wniebowstąpienie Najświętszej Marii Panny, któremu przyglądają się św. Wojciech i św. Paulin z Noli. Na ołtarzu ikona z wizerunkiem św. Wojciecha – podarowana Janowi Pawłowi II przez Gniezno, a pod ołtarzem już pusty relikwiarz. Polacy rzadko tu zaglądają, a szkoda.

 

 

Ikona z wizerunkiem św. Wojciecha – dar Gniezna

 

 

Jerzy nie miał tak bogatego życiorysu. Urodził się i zginął w Kapadocji (dzisiejsza Turcja). Był żołnierzem w służbie cesarskiej tak jak jego ojciec i musiał mordować chrześcijan, choć wcale tego nie popierał. Kiedy ośmielił się publicznie skrytykować cesarza Dioklecjana, zapłacił za to głową. Został ścięty mieczem 23 kwietnia około 303 – 305 roku. Dokładny rok nie jest znany. Jest pochowany w miejscowości Lod koło Tel Awiwu (starożytna Lydda –  jego mama była Żydówką), ale głowa pozostała w Kapadocji, bo właśnie stamtąd sprowadził ją w VIII wieku do Rzymu papież Zachariasz, Grek z pochodzenia (pontyfikat w latach 741-752). Spoczęła w kościele San Giorgio in Velabro, obok Łuku Janusa i Piazza della Bocca della Verità. Velabrum to bagno, od Forum Romanum aż po Tyber rozciągała się Dolina Bagna – la Valle del Velabro, na miejscu tego kościoła według tradycji legendarna wilczyca znalazła kosz z bliźniętami Romulusem i Remusem). Cenną relikwię okryto złotym welonem – velarum – niektórzy w ten sposób interpretują wezwanie kościoła. Znajduje się ona w ołtarzu głównym wraz z mieczem świętego i fragmentem jego ubrania.

 

 

W apsydzie  fresk autorstwa Pietro Cavalliniego (1295) przedstawiający Chrystusa błogosławiącego światu: po lewej stronie patrząc na fresk Matka Boska i św. Jerzy na białym koniu, po prawej i św. Piotr i św. Sebastian. 

 

Święty Jerzy jest patronem Anglii, jest również czczony w Kościołach Wschodnich. Polski kościół obchodzi jego święto dzień później, 24 kwietnia, ustępując pierwszeństwa św. Wojciechowi.

 

Miejsce spokojne, może nawet za bardzo, dlatego Cosa Nostra wybrała je sobie na miejsce zamachu. 28 lipca 1993 roku, tuż po północy wybuchła bomba, 100 kilogramów ładunku umieszczonego w samochodzie w pobliżu świątyni zniszczyło portyk kościoła,  XII-wieczna dzwonnica na szczęście ocalała.

 

A Wojciechom, Wojtkom i Wojtusiom oraz Jerzym, Jurkom i Jurusiom składamy najlepsze życzenia imieninowe.