Balthus – ostatni wielki malarz współczesności

 

Był trudnym rozmówcą dla dziennikarzy, udawał głuchego, kiedy zadawano mu niewygodne pytania. Ci, którzy mieli okazję go poznać, mówili jednogłośnie: wyrafinowanie, elegancja, klasa. On sam miał w sobie odrobinę megalomanii, tytułując się księciem, choć jego ojciec pochodził z drobnej szlachty. Kochał Rzym i Rzym odwdzięczył mu się podwójną wystawą na progu piętnastej rocznicy jego śmierci. Balthus – ostatni wielki malarz współczesności – tak lubił o sobie mówić – i jako jedyny za życia wystawiany w Luwrze.

 

Villa Medici
Villa Medici

 

Villa Medici – tu Balthus (prawdziwe nazwisko Balthasar Kłossowski de Rola) pracował przez 16 lat, był jej dyrektorem od 1961 do 1977 roku. Tu miał swoje atelier. Miejsce magiczne, spokojne, jak najbardziej sprzyjające pracy twórczej. Z przepięknym widokiem na Wieczne Miasto. Bywali u niego najwięksi włoskiego kina tamtych czasów: Fellini, Antonioni, Viconti, Zeffirelli. Urzekał wszystkich swoją osobowością. A ogrodom przywrócił pierwotny kształt jak za Medyceuszy. W tym roku zostały ogłoszone najpiękniejszym ogrodem publicznym Włoch.

 

 

Tutaj zamieszkał również ze swoją drugą żoną – Japonką Setsuko Idetą – towarzyszką jego drugiej połowy życia. Setsuko poznał w Kioto w 1962 roku, dokąd wysłał go Malraux – ówczesny francuski minister kultury w poszukiwaniu dzieł na planowaną wystawę w Le Petit Palais w Paryżu. Ona przepiękna, młodziutka, miała zaledwie 21 lat, Balthus 35 lat więcej. Pochodziła z zamożnej japońskiej rodziny samurajów, wykształcona w Tokio, u jezuitów. Wychowana na rosyjskich i francuskich powieściach marzyła, by stać się bohaterką jak one, marzyła o mężczyźnie całkowicie jej oddanym, więc Balthus spadł jej prosto z nieba. Rożnica wieku nie przeszkadzała, bardziej artysta na początku związku odejmował sobie lat (bo urodził się 29 lutego). Poślubił ją dopiero w 1967 roku, rok wcześniej sformalizował rozwód ze swoją pierwszą żoną. 

 

Na życzenie Balthusa Setsuko nosiła kimono, najczęściej w barwach Rzymu (czerwień i pomarańcz). Kto ich widział razem, był świadkiem niecodziennego spektaklu – oboje rozkwitali. Tu urodziła się dwójka dzieci z tego związku: Fumio (1968-1970) – przeżył tylko dwa latka, zmarł na rzadką chorobę genetyczną. I Haruki – czyli wiosenny kwiat – urodzona w 1973 roku, dziś projektantka biżuterii.

 

Scuderie del Quirinale

 

O pierwszej żonie nie mówił zbyt wiele, może dlatego, że był to trudny i burzyliwy związek, a artysta próbował popełnić samobójstwo zanim ją poślubił, bo była zaręczona z innym. Antoinette de Watteville – arystokratkę z Berna poślubił w 1937 roku, choć poznali się jako dzieci, ona pozowała mu do pierwszych obrazów. Z tego związku miał dwóch synów: Thaddeusa i Stanislasa. Obaj synowie odziedziczyli po ojcu ekscentryczną naturę. Stanislas dandys, muzyk, blisko The Beatles, to on urządzał w ogrodach Villa Medici psychodeliczne wieczorki pełne narkotyków ze swoją ówczesną narzeczoną Rominą Power (nie miała nawet 16 lat), obecnie żonaty z młodą Chinką. I Thaddeus – pisarz, żonaty z Loulou de la Falaise – muzą Yves Saint Laurent – ojcem chrzestnym jego córki. Wolna miłość, wolny związek bez zobowiązań, alkohol, narkotyki. Tak wytrwali aż do śmierci Loulou na nowotwór w 2011 roku. Jego córka, a wnuczka Balthusa – Anna Klossowski również zajmuje się modą i sztuką współczesną.

 

I pierwsza kobieta w życiu Balthusa – jego matka – Elizabeth Dorothea Spiro, po mężu Kłossowska, kazała nazywać siebie Baladine (podobno od ‘Balladyny’ Słowackiego). Rosjanka, urodzona we Wrocławiu, nie do końca wiadomo o jej pochodzeniu. Biograf Balthusa Fox skłaniał się ku żydowskim korzeniom, wszak ojciec Baladine był kantorem w synagodze Pod Białym Bocianem. Balthus zaprzeczał, wskazywał na greckie pochodzenie rodziny matki. Artystka, malarka, bardzo towarzyska.

 

Ojciec – Erich Kłossowski de Rola – również malarz, krytyk sztuki, scenograf – urodzony na terenie dzisiejszego obwodu kaliningradzkiego. Pochodził z drobnej szlachty polskiej. Baltus obsesyjnie podkreślał swoje szlacheckie pochodzenie. Przypinał swój herb rodowy nawet do kimona żony.

 

Balthus przychodzi na świat w Paryżu w 1908 roku, trzy lata po swoim starszym bracie Piotrze – pisarzu i filozofie. Mieszkają w artystycznej dzielnicy Montparnasse, matka prowadzi salon towarzyski. Przez dom przewijają się najwięksi artyści: Henri Matisse, Pierre Bonnard. W takiej atmosferze dorasta młody Balthasar. Ale wybucha wojna, a rodzice ze względu na swoje niemieckie paszporty muszą opuścić Francję. Wyjeżdżają do Berlina, Szwajcarii. Tam Baladine ma długi romans z poetą Rainerem Marią Rilke aż do jego śmierci w 1926 roku. Rozstaje się definitywnie z ojcem Balthazara w 1917 roku. Młody Balthus bardzo przeżywa rozstanie rodziców, cierpi, a Rilke choć sympatyczny, nigdy nie jest w stanie zastąpić mu ojca. Ale ten sam Rilke pomaga w wydaniu pierwszych szkiców młodego Balthazara. ‘Mitsou’ publikuje mając zaledwie 12 lat. Mitsou – to imię jego ukochanej kotki, pierwszej muzy, który zaginęła. Odtąd obsesyjnie motyw kota będzie przewijał się w jego twórczości.

 

Młodego Balthusa fascynuje również ‘Alicja w krainie czarów’ C.C. Lewisa i ‘Wichrowe Wzgórza’ E. Bronte.

 

Do Paryża powracają w 1921 roku. Żyją w biedzie, pomagają im krewni i znajomi. W 1926 roku Balthus po raz pierwszy jedzie do Włoch. Rowerem objeżdża Toskanię, wtedy też zachwyci się malarstwem wczesnorenesansowym, zwłaszcza Pierem della Francesca. To określi gust artystyczny jego twórczości.

 

Obraz ‘La Rue’ (Ulica) z 1933 roku przedstawiający paryską ulicę Dzielnicy Łacińskiej otworzy mu drzwi do sławy. A w samej twórczości jak bumerang będą przewijały się postacie dojrzewających dziewczynek (obrazy pełne erotyki – oskarżano go o dryfowanie w stronę pedofilii), kotów, luster, kart.

 

Wielka retrospektywa przygotowana w Rzymie składa się z dwóch części: Scuderie prezentują 150 najważniejszych dzieł artysty, natomiast Villa Medici szkice, malowidła i fotografie z jego rzymskiego pobytu, a wśród nich słynny ‘La Chambre turque’ Pokój turecki, do którego pozowała jego młoda japońska narzeczona. Pokój turecki został udostępniony pierwszy raz publiczności z okazji tejże wystawy.

 

Po rzymskim pobycie Balthus wyjeżdża z rodziną do Szwajcarii. Jest to dla niego symboliczny powrót do dzieciństwa. Osiedla się w Rossinière. Mała Haruki chodzi do wiejskiej szkółki, uczy się francuskiego. Jako 10-latkę wysyłają ją do collegu dla bogatych, nie może się w nim odnaleźć. Długo szuka swojego miejsca w życiu. Londyn, Paryż, aż powraca do Szwajcarii jako projektantka biżuterii. Obie z matką zajmują się Fundacją Balthusa. Matka jest także ambasadorem Unesco i w pewnym sensie śmierć Balthusa dała jej drugie życie, także artystyczne.

 

Batlhus odszedł 18 lutego 2001 roku. Na pogrzeb przybył prezydent Francji Jacques Chirac, a Bono – zaśpiewał podczas uroczystości. Irlandzki muzyk przyjaźnił się z Balthusem, ma sporą kolekcję jego dzieł. I tego samego dnia został ojcem chrzestnym Setsuko. Zdecydowała się przyjąć chrzest.

 

Na stronie fundacji można obejrzeć zdjęcia z prywatnego archiwum artysty oraz chronologiczny wykaz jego prac. Na stronie Scuderie del Quirinale z kolei 14 najbardziej znaczących obrazów wystawy.

 

Wystawa potrwa do 31 stycznia 2016 roku. Wielki minus to brak jednego biletu na dwa obiekty, warto jednak zachować bilet, bo w drugim obiekcie oferują nam zniżkę, ile dokładnie, brak informacji.

 

Scuderie del Quirinale

niedziela – czwartek – 10.00 -20.00

piątek – sobota 10.00 – 22.30

bilet normalny 12

bilet ulgowy 9.50

Uwaga! 13 grudnia bezpłatny wstęp na wystawę między 19.30 a 21.30

 

Villa Medici

wtorek – niedziela 10.00 – 19.00

poniedziałek nieczynne

bilet normalny 12

bilet ulgowy 6

w każdy czwartek między 17 a 19 bezpłatne wejście na wystawę

 

Henryk Sienkiewicz i jego nieszczęśliwy 11 listopad 1893

posted in: Rzym polski | 5

Na ścianie Hotelu d’Inghilterra (Hotel Angielski) zupełnie przypadkiem zobaczyłam tablicę upamiętniającą pobyt Henryka Sienkiewicza w Rzymie w 1893 roku, ufundowaną przez rzymską Polonię w 50 rocznicę śmierci pisarza. Zainteresował mnie ten rok pobytu, zaczęłam szukać, a jak już znalazłam, to wyszła z tego historia niczym z opery mydlanej. Wielki Sienkiewicz był na ustach wszystkich.

 

Rzym 5 – gwiazdkowy Hotel d’Inghilterra

 

Hotel d’Inghilterra mieści się przy Via Bocca di Leone, 14 – w labiryncie uliczek u stóp Schodów Hiszpańskich, pełnych sklepów luksusowych marek. Od 1845 roku to jeden z najdroższych w mieście, dziś 5-gwiazdkowy luksusowy hotel. Sienkiewicz zatrzymał się w nim w marcu 1893 roku, jak pisał w swoim dzienniku, tylko dlatego, że znał portiera, bo cała polska arystokracja gościła w Hotel de Rome, a Rzym był pełen Polaków łącznie z jego narzeczoną, Marią Romanowską-Włodkowiczówną.

 

Kiedy Sienkiewicz był biedny, żadna kobieta się nim nie interesowała. Jak tylko zdobył sławę, kręciło się koło niego mnóstwo nowobogackich panienek, które w ten sposób chciały wejść na salony towarzyskie stolicy.

 

Popiersie Sienkiewicza w kościele Domine Quo Vadis

 

 

Do nich należała Maria Romanowska-Włodkowiczówna, a raczej jej matka Helena, która próbowała znaleźć dobrą partię dla swojej nieślubnej córki. I była na tyle skuteczna, że Sienkiewicz, choć świeży wdowiec z dwójką dzieci, już nie pierwszej młodości, bo miał 46 lat na karku uwierzył w tę miłość. Włodkowiczowie mieszkali w bogatej Odessie, mieli ogrom ziemi, gorzelnie, cukrownie, ale nie mieli dobrego pochodzenia. Mówiono, że to matka młodej zakochała się w Sienkiewiczu (wiekiem bardziej pasowała do pisarza) i poprzez małżeństwo córki chciała się do niego zbliżyć. A córki wcale nie kręcił starszy pan.

 

Sienkiewicz zabiera narzeczoną w podróż do Włoch. Ta jednak jest rozpieszczona, grymasi, a poza tym chciała, żeby Sienkiewicz utrzymywał również jej służącą, czemu pisarz powiedział kategorycznie nie. Jest marzec 1893 roku, okres Wielkiego Postu. Wpadają na pomysł ślubu w Wiecznym Mieście, ale nie mają kompletnej dokumentacji, brakuje tłumaczeń, są problemy z nazwiskiem na metryce chrztu dziewczyny, adoptowanej przez Konstantego Włodkowicza. Wracają do Polski. Sienkiewicz pisze list do matki panienki, uskarżając się na jej złe wychowanie. Matka, obrażona zrywa zaręczyny, ale ostatecznie interesy biorą górę. 47-letni Sienkiewicz 11 listopada 1893 roku bierze ślub w Krakowie. Jednym z gości był Tadeusz Boy-Żeleński. Ale najgorsze ma dopiero nadejść. Młodzi wyjeżdżają w podróż poślubną do Włoch: najpierw do Wenecji, potem do Nervi pod Genuą, a na końcu w Rzymie. Wracają już osobno. Małżeństwo trwa zaledwie 6 tygodni, według niektórych historyków tylko dwa. To matka młodej przyczyniła się do jego rozpadu. Dlaczego? Tak naprawdę nie wiadomo. Wybucha ogromny skandal towarzyski. Sienkiewicz jest na ustach wszystkich, a Włodkowicowa dolewa oliwy do ognia, donosząc prasie, że pisarz był impotentem. Festiwal obelg, który zrujnował i zdrowie, i koncentrację pisarza. 

 

Ostatecznie, dzięki koneksjom Włodkowicowej w Watykanie małżeństwo uniewinniono po 3 latach. Maria wyszła ponownie za mąż za jakiegoś sportowca, ale i tym razem teściowa rozbiła związek.

 

Bazylika św. Sebastiana – oryginał odcisku stóp Chrystusa

 

Domine Quo Vadis – kopia odcisku stóp Chrystusa

 

Wykończony emocjonalnie pisarz poświęca się ratowaniu zdrowia i pisarstwu. Kończy ‘Rodzinę Połanieckich’ i jako swój osobisty akt zemsty na ex-teściowej portretuje ją w powieści. A poza tym ożywają w pamięci rzymskie spacery w towarzystwie malarza Henryka Siemiradzkiego. To on pokazał mu maleńki kościółek przy Via Appia Antica – Domine Quo Vadis z kopią odcisku stóp Chrystusa – oryginał jest przechowywany w Bazylice św. Sebastiana za Murami. Sienkiewicz chwycił za pióro i … dalszy ciąg znamy wszyscy. Nobel w 1905 roku. Światowe uznanie. Ciekawe, jaka była wówczas mina pani Włodkowicowej?

 

 

Fendi sponsoruje kolejne rzymskie fontanny

Podczas inauguracji Fontanny di Trevi Dom Mody Fendi zapowiedział remont kolejnych rzymskich fontann. To jego akt miłości wobec Wiecznego Miasta. Woda to życie, w Rzymie dosłownie, kiedy ratuje życie tysiącom turystów i mieszkańców podczas letnich upałów, a włoska stolica jest chyba jedynym miastem, które oferuje wodę gratis, prosto z ulicznych fontann zwanych nasoni. Wieczne Miasto ma 6 akweduktów i ponad 550 fontann artystycznych kwalifikowanych jako zabytki, ale w odróżnieniu od ‘zwykłych’ monumentów pod gołym niebem fontanny wymagają większych nakładów finansowych.

 

Fendi w 2016 roku wesprze finansowo konserwację czterech fontann, nie byle jakich, bo pokazowych fontann akweduktów, które doprowadzają tu wodę. Przeznaczy na to 300 tys. euro. To kolejny etap jej projektu: Fendi for Fountains.

 

Fontannę Mojżesza – położoną na Piazza San Bernardo, tuż przy kościele Santa Maria della Vittoria (ze słynną Ekstazą św. Teresy Berniniego) kończącą akwedukt Acqua Felice, wzniesioną w XVI wieku na życzenie papieża Sykstusa V. Wewnątrz niej figura Mojżesza – krępa, pozbawiona proporcji, nic dziwnego, że rzymianie nazwali ją Mojżeszem ośmieszonym.

 

Rzym Fontanna Mojżesza

 

Fontannę Acqua Paola na wzgórzu Janikulum, tuż przy wejściu do parku. Zamykała akwedukt Acqua Traiana odrestaurowany z woli papieża Pawła V i nazwany jego imieniem Acqua Paola. Fontannę ukończono w 1690 roku. Ze względu na kolosalne rozmiary (w dużej mierze do jej budowy użyto fragmentów budowli pochodzących z Forum Trajana) rzymianie nazywają ją ‘er fontanone’.

 

Rzym Fontanna Acqua Paola

 

Ninfeo u stóp Pincio (Piazza del Popolo) – zamykające akwedukt Acqua Vergine (ten sam, który doprowadza wodę do Fontanny di Trevi) – dzieło Giuseppe Valadiera z początku XIX wieku. Trochę mnie zaskoczyła akurat ta fontanna, bo dopiero co została wyremontowana w 2012 roku za całkiem duże pieniądze. Być może woda w tej części miasta wymaga częstych interwencji.

 

Rzym Ninfeo del Pincio

 

Fontannę del Peschiera na Piazzale degli Eroi – tuż przy stacji metra Cipro Musei Vaticani w dzielnicy Trionfale graniczącej z Watykanem. Zbudowana w 1949 roku stanowiła główne ujście współczesnego akweduktu o tej samej nazwie (peschiera to staw rybny). Inspiracją była Fontanna Najad na Piazza Repubblica.

 

Rzym Fontanna del Peschiera foto Wikipedia

 

 

 

Babuino – największy rzymski brudas idzie pod nóż

posted in: Osobliwości rzymskie | 0

Wygląda na to, że odradza się idea mecenatu i dobrze, bo dzięki niej nawet największy rzymski brudas – Babuino za 50 dni będzie lśnił. Luksusowa marka męska Brioni, mająca swój rzymski salon przy Via del Babuino podarowała 25 tys. euro na remont tej niecodziennej fontanny.

 

Fontana del Babuino

 

Pół człowiek, pół kozioł – leży w sąsiedztwie słynnego laboratorium Canova Taddolini i kościoła S. Atanasio dei Greci. Nie grzeszy urodą, stąd ten przydomek – er babbuino – w dialekcie rzymskim małpa, ściślej pawian – tak brzydkim go widziały rzymskie damy. Pojawił się tu w 1571 roku wraz z wanną granitową należącą do bogatego kupca z Ferrary – Alessandra Grandiego, do którego należał przylegający pałac. To on w zamian za bezpośredni dopływ wody, miał się odwdzięczyć papieżowi ufundowaniem fontanny miejskiej. Z wanienki piły zwierzaki, głównie konie.

 

A Babuino szybko stał się kuzynem Pasquino, jednym z rzymskich posągów mówiących i ludzie chętnie zamieszczali tu komentarze do bieżącej sytuacji politycznej. Do końca lat 90-tych na ścianie obok Babuino malowano graffiti, a mina posągu dodawała kolorytu tym wszystkim wpisom.

 

Graffiti foto Wikipedia

 

 

Ale kiedy przeniesiono Babuino w inne miejsce, mieszkańcy zatęsknili za nim. Powrócił ostatecznie w 1957 roku, dając nazwę ulicy – Via del Babuino – luksusowej ulicy łączącej Piazza di Spagna z Piazza del Popolo, bliźniaczki Madison Avenue w Nowym Jorku.

 

Via del Babuino – Boże Narodzenie 2014

Verano – najpiękniejszy rzymski cmentarz

posted in: Perły Rzymu | 3

Cmentarz Verano – rzymskie miasto umarłych, nie jedyne w stolicy, a zupełnie nieznane turystom. Mam wrażenie, że wszyscy szturmują cmentarz protestancki na Testaccio, a Verano nikt nie odwiedza za wyjątkiem turystów z Dalekiego Wschodu. Japończycy, Koreańczycy i Chińczycy są wszędzie. A szkoda, bo Anioł Nocy jest równie piękny jak Anioł Boleści. A na cmentarz łatwo dotrzeć. Verano to kawał współczesnej historii włoskiej, a rzymskiej w szczególności. Monumentalny – 83 ha powierzchni. To prawie dwa razy więcej niż paryski Père-Lachaise. Prawdziwe muzeum pod gołym niebem. W cieniu cyprysów i pobliskiej Bazyliki San Lorenzo spoczywają aktorzy, poeci, rzeźbiarze, politycy, zamożne rody i zwykli mieszkańcy. Trudno go ogarnąć za jednym razem. Miejscowi poruszają się po cmentarzu samochodami, a w dniach pamięci o zmarłych kursuje również specjalna nawetka. 

 

 

Cmentarz Verano - Brama wejściowa
Cmentarz Verano – Brama wejściowa

 

Verano jest miejscem pochówku od blisko dwudziestu wieków, tu znajdowały się katakumby Świętej Cyriaki (Santa Ciriaca). Nazwa pochodzi z czasów republiki: il campo dei Verani. Zbudowany podczas okupacji napoleońskiej w latach 1805-1814. Zaprojektował go słynny architekt epoki Giusseppe Valadier (twórca m.in. Piazza del Popolo) w latach 1807-1821. Poświęcony w 1835 roku. Rozbudowany po zjednoczeniu Włoch pod kierownictwem Virginia Vespignaniego. To on jest twórcą bramy wejściowej ozdobionej czterema figurami przedstawiającymi Medytację, Nadzieję, Miłosierdzie i Ciszę (1880). Dzielnica San Lorenzo ucierpiała podczas bombardowania alianckiego 19 lipca 1943 roku, kiedy to Bazylika San Lorenzo (św. Wawrzyńca), oraz najstarsza część cmentarza -monumentalne i kwadratowy portyk – poniosły najdotkliwsze straty.

 

 

Na środku placu posąg Chrystusa wstępującego do nieba z łacińskim napisem: Ja jestem życiem i zmartwychwstaniem.

 

Chrystus wstępujący do nieba

 

 

Za nim widoczna Kaplica Matki Bożej Miłosiernej. A pod portykami prawdziwe dzieła sztuki.

 

 

Kwadratowy portyk

 

Mnie najbardziej urzekł Anioł Nocy (Giulio Monteverede). Ileż w nim zadumy! I piękna.

 

Anioł Nocy – Giulio Monteverde

 

Emilia Lombardi – matka, żona – tuląca swoje dziecko

 

Emilia Lombardi
Emilia Lombardi

 

oraz grób rodziny Vitali.

 

Grób rodziny Vitali
Grób rodziny Vitali

 

Zachwycone siostry zakonne nie mogły oderwać oczu od spotykanych posągów.

 

Zakonnice na Verano

 

Grobowce rodzinne wznoszone na Verano w XIX i na początku XX wieku są pełne kolorowych fotografii.

 

Grobowce rodzinne sprzed lat

 

Dziś na Verano mogą być pochowani tylko ci, którzy posiadają rodzinny grobowiec. Brak miejsc. A już od dawna grobowce zastąpiły ‘szuflady’.

 

Wiele grobów jest zlokalizowanych wzdłuż głównych alejek.

 

Groby przy drodze
Groby przy drodze

 

A niedaleko kwadratowego portyku znalazłam bardzo ‘rzymski’ grób – Goffredo Mameli – autor słów hymnu włoskiego, zmarł mając zaledwie 22 lata wskutek ran podczas obrony Republiki Rzymskiej w 1849 roku. Strzeże go wilczyca z bliźniakami.

 

Goffredo Mameli

 

Piękna nie brak i wśród znanych, i zwykłych mieszkańców.

 

Carlo Bianchi – rzeźbiarz

 

 

Ettore Petrolini – pisarz

 

Molinari

 

Wierzę, że zmartwychwstanę

 

Są wspaniałe kaplice rodowe wykorzystujące nowe trendy dekoracyjne początków XX wieku.

 

Kaplica Sant’Elia Gela Menabrea

 

wielcy aktorzy: Roberto Rossellini, Marcello Mastroianni, Alberto Sordi, Vittorio de Sica, Vittorio Gassmann.

Literaci: Giuseppe Gioacchino Belli, Trilussa, Cesare Pascarella, Alberto Moravia.

Tysiące żołnierzy poległych podczas walk o zjednoczenie Włoch, w czasie I i II wojny światowej.

 

Verano

 

 

I tysiące zwykłych mieszkańców, którzy pozostawili swój mały ślad w tym mieście. I te same chryzantemy, które zdobią polskie groby. Cięte, wstawiane do wazonów, w donicach tylko wzdłuż drogi.

 

1 listopada – aleje cmentarza rzymskiego

 

Dziś po południu, o 16.00 papież Franciszek odprawi na Verano mszę świętą. Pamiętajmy o naszych bliskich, nie tylko przy okazji Wszystkich Świętych i Dnia Zadusznych. Bo tak długo żyją, jak długo są obecni w naszych wspomnieniach.

 

Przygotowania do mszy papieskiej 1 listopada

 

 

Dojazd na cmentarz Verano: metro B (przystanek Policlinico) lub tramwajem 3 z San Giovanni in Laterano lub Piazzale Ostiense (przystanek naprzeciwko cmentarza). Wejście: Piazzale del Verano, 1.

 

1 i 2 listopada bez rezerwacji, a do końca listopada w każdą sobotę i niedzielę (po uprzedniej rezerwacji) można zwiedzać cmentarz z przewodnikiem według wybranej trasy (jest ich 11). Szczegóły na stronie cmentarza.

 

 

Zakochaj się w Coppedè

posted in: Perły Rzymu | 0

Coppedè ożyło przede wszystkim dzięki dobremu marketingowi i rosnącej popularności Halloween. Dwadzieścia lat temu nikt nie wspominał Coppedè, mało kto z mieszkańców słyszał o tym miejscu, a przecież pierwsze pałace ukończono już w 1921 roku. To specjaliści od marketingu wykreowali je na dzielnicę grozy, choć formalnie żadną dzielnicą nie jest (leży natomiast w bogatej dzielnicy Trieste), to zaledwie jeden placyk i kilka okalających go uliczek. Do tego dodano legendę o samobójczej śmierci architekta, bo to zawsze działa na wyobraźnię, choć Gino Coppedè zmarł na raka płuc. Odkurzono dawne filmy grozy, których scenerią był jeden z pałaców przy placu Mincio. I machina ruszyła dość skutecznie, bo od kilku lat Coppedè szturmują turyści. 

 

 

 

Do Coppedè pojechałam w niedzielne popołudnie pod koniec października ubiegłego roku. Było pusto, sennie, pałace przy Piazza Mincio kąpały się w promieniach jesiennego słońca. Urzekła mnie teatralność tego miejsca. Już na pierwszy rzut oka widać, że artysta lubił bawić się formą. Spodobał mi się ten eklektyzm: od antyku, poprzez średniowiecze, barok i art nouveau (Włosi nazywają ją liberty). Jest miejsce i na wysmakowane kopie antycznych herosów, i na Madonnę z Dzieciątkiem. Piękno Coppedè to piękno detali zamkniętych w kamieniu: motywów kwiatowych, geometrycznych, figur zwierząt: od orłów, żab, pająków, po skrzydlate lwy. Trzeba je smakować niespiesznie, powoli, choć zastanowiła mnie spora ilość niepokojących maszkaronów ozdabiających pałace, z grymasem na twarzy. Co właściwie artysta chciał w ten sposób wyrazić, a może zakląć smutek w kamień?

 

 

Kiedy Gino Coppedè otrzymuje to zlecenie w Rzymie, jest już uznanym architektem w Genui. Ale północ Włoch zawsze jest bliżej nowych trendów artystycznych. Rzym to papieże, to klasyka, nowe, choć wchodzi po zjednoczeniu Włoch, jest wciąż egzotyczne. I nawet realizując swój projekt w oddalonej od centrum rodzącej się dzielnicy nowej burżuazji, między Salario i Trieste, Coppedè musi nawiązać do rzymskiej tradycji. Robi to w najbardziej wyrafinowanej formie: buduje łuk triumfalny wzorem Rzymu cesarzy na skrzyżowaniu Via Tagliamento i Via Dora, a na środku Piazza Mincio umieszcza Fontannę Żab – ponoć w hołdzie Berniniemu, mając w pamięci jego wspaniałą Fontannę Żółwi. Prace zleca Società Anonima Edilizia Moderna, finansują je Cerruti i Becchi, formalnie ruszają w 1915 roku. Jako pierwszy zostaje ukończony Pałac Ambasadorów (1921) łączący łuk. Potem następne pałace i pałacyki, łącznie 45 budynków. Luigi Coppedè umiera w 1927 roku. Prace kontynuuje Paolo Emilio André.

 

 

 

I kiedy tak stoimy przed łukiem otwierającym Coppedè, wyłania się ten niesamowity żyrandol z kutego żelaza, niezwykle artystyczny, wewnątrz kolorowy i pełen niesymetrycznych elementów. Jesienno-zimowymi wieczorami i nocami pewnie groźnie brzęczy poruszany wiatrem i wtedy rzeczywiście tworzy nieziemską scenerię.

 

 

Łuk Triumfalny – Coppedè

 

 

A po drugiej stronie łuku jest już całkiem przyjemnie. Serce Coppedè to Plac Mincio otoczony trzema bajkowymi pałacykami.

 

Piazza Mincio

 

Ten najsłynniejszy, najpiękniejszy i najczęściej fotografowany to Villino delle Fate – Chatka Wróżek – przy Piazza Mincio3/Via Brenta 7, ukończony w 1924 roku. Kolorowy, pełen łuków, wieżyczek, finezyjnych ozdobień z kutego żelaza. I niedostępny dla zwiedzających, bo jest prywatnym obiektem mieszkalnym.

 

Coppedè – Villino delle Fate – Chatka Wróżek

 

Trochę szkoda, bo kto wie, jakie cuda i rozwiązania kryją się wewnątrz. Na pocieszenie pozostają trzy piękne freski w hołdzie trzem najsłynniejszym włoskim miastom.

 

Villino delle Fate – Florencja

 

 

Jest Florencja – Firenza Bella – rodzinne miasto architekta (urodzony w 1866 roku), a w niej Dante, Petrarka, w oddali kopuła baptysterium i wieża Palazzo Vecchio.

 

 

Villino delle Fate – Wenecja

 

 

Jest dumna Wenecja ze skrzydlatymi lwami świętego Marka i swoją flotą.

 

Villino delle Fate – Rzym

 

 

Wreszcie Rzym z nieśmiertelną wilczycą, Romulusem i Remusem.

 

Zdumiewa mnóstwo wyrafinowanych detali ogrodzenia, a nawet zegar słoneczny na ścianie ogrodu, widoczny jeśli bramy są otwarte i ktoś z lokatorów opuszcza właśnie posesję.

 

 

Fontanna Żab – Fontana delle Rane – pełna żab, na samej górze osiem, pod spodem potwory z ludzka twarzą. Niemalże do znudzenia każdy przewodnik przywołuje kąpiel Beatlesów w 1965 roku, kiedy koncertowali w pobliskim klubie Piper. Wtedy było to szokujące, dziś Anglicy i Amerykanie nie oszczędzają żadnej fontanny Wiecznego Miasta, bezwstydnie wchodzą nocą nawet do Fontanny Czterech Rzek na Piazza Navona.

 

 

Przy Piazza Mincio, 4 – Palazzina del Ragno – Pałacyk Pająka budowany w latach 1920-24. Hołd złożony pracy w postaci pająka – symbolu pracowitości, a na samej górze, powyżej balkoniku rycerza z napisem łacińskim Labor.

 

 

I wreszcie pałac przy Piazza Mincio, 2. Bezimienny, choć mieszkańcy nazywają go Hospes Salve – od motta umieszczonego przez Gino Coppedè. 

‘Ingredere has aedes quisquis es: amicus eris. Hospitem sospito’

Entra in questa casa, chiunque tu sia: sarai un amico. Io proteggo l’ospite.

Odwiedź ten dom, kimkolwiek jesteś: będziesz przyjacielem, a ja chronię gościa.

 

Ulubione miejsce włoskich horrorów.

 

Ma świetnie udekorowany przedsionek, a monumentalne wejście robi wrażenie.

 

 

Coppedè to nie tylko Piazza Mincio. To ambasady i budynki prywatne rozlokowane przy Via Brenta, Via Serchio, Via Clitunno. Warto przejść się tymi uliczkami, aby w pełni docenić talent mistrza Coppedè. Wiele mieszkań jest wystawionych na sprzedaż, a są to olbrzymie ponad 100-metrowe pomieszczenia, często wysokie na 4 metry. Stoją puste, kto wie, dlaczego?

 

 

Zapada wieczór. Pora pożegnać Coppedè. O zmroku przypomina bardziej londyńską Baker Street niż rzymskie zaułki. Może zza rogu wyłoni się jakiś Sherlock Holmes?

 

Coppedè o zmroku

 

 

Dojazd – z Termini autobus 92 – przystanek Piazza Buenos Aires lub metrem B – przystanek Policlinico i dalej tramwajem nr 3 lub 19 – również wysiadka na Piazza Buenos Aires. Wejście tuż za kościołem Santa Maria Addolorata – róg Via Tagliamento i Via Dora. 

 

Santa Maria Addolorata – kościół narodowy Argentyńczyków

 

Można powrócić Corso Trieste, mijając słynne rzymskie liceum Giulio Cesare, aż do stacji metra Sant’Agnese/Annibaliano – linia metra B1.

  • Przygotowania do Niedzieli Palmowej
  • Bazylika św. Piotra

O tym, jak liguryjskie palmy zagościły w Watykanie

Na jednej ze ścian Palazzo degli Uffici w dzielnicy EUR zobaczyłam piękny, marmurowy fryz z 1939 roku autorstwa Publio Morbiducciego, przedstawiający najważniejsze wydarzenia z dziejów Rzymu poprzez zabytki.  Rzucił mi się w oczy ten znany całemu światu obelisk zdobiący dziś Plac św. Piotra, a w zasadzie moment jego podnoszenia, bo w tym dniu na placu panowała grobowa cisza, jakiej nigdy przedtem nie doświadczono.

 

Podnoszenie obelisku na Placu św. Piotra : Publio Morbiducci

 

10 września 1586 roku, tłum wiernych i gapiów oczekuje punktu kulminacyjnego prac, które trwały już od czterech miesięcy. Domenico Fontanie – architektowi kierującemu tą delikatną operacją podnoszenia obelisku przywiezionego z Egiptu przez cesarza Kaligulę też nie jest do śmiechu. Wszak jego przyszłość i kariera zależy od tego nieszczęsnego obelisku. No i ten zawzięty papież Sykstus V, (il papa tosto), dobrze płaci, ale ledwie zasiadł na Stolicy Piotrowej, już porządkuje cały Rzym. Dlaczego tak bardzo zależy mu na tym blisko 26-metrowym kawałku? A jeśli się nie uda, trzeba będzie uciekać, bo inaczej zginę, na wszelki wypadek umieściłem konie w bramach watykańskich.

 

Biada temu, kto wypowie choć jedno słowo. Papież zapowiedział karę śmierci. Stąd ta cisza. I już machina ruszyła. 900 robotników, 140 koni, 44 kołowrotów, 350 ton do podniesienia. Ale w pewnym momencie liny podtrzymujące obelisk są tak napięte i rozgrzane, że lada moment pękną. Już widać nadchodzącą katastrofę. I wtedy z głębi placu padają te słowa wypowiedziane w dialekcie liguryjskim: Aiga ae corde – acqua alle corde, czyli polejcie sznury wodą. Kto ośmielił się złamać papieski? To kapitan Benedetto Bresca, z miasteczka Bordighera (niektórzy twierdzą, że z San Remo). Doświadczony marynarz, wie, co mówi, wie, ze liny wykonane z konopi, zmoczone zimną wodą, chłodzą się, unikając w ten sposób postrzępienia włókien, a w konsekwencji pęknięcia. I tak kapitan ratuje chyba najtrudniejszą technicznie operację w Watykanie. Obelisk zostaje postawiony ku uciesze papieża. Cieszy się również Domenico Fontana (wkrótce podniesie jeszcze dwa inne obeliski: na Lateranie i przed Bazyliką Santa Maria Maggiore).

 

A co z karą śmierci, wszak kapitan złamał papieski zakaz?

 

Papież jest w doskonałym humorze, spełniło się jego marzenie. Nie tylko uchyla swój zakaz, dziękuje osobiście kapitanowi i każe mu wybrać sobie nagrodę. Kapitan Bresca jest skromny i ku zaskoczeniu papieża prosi go jedynie o dożywotni przywilej dla siebie i swoich potomków dostarczania papieżowi palm na Niedzielę Palmową.

 

I tak co roku, od wieków dwa miasteczka liguryjskie San Remo & Bordighera wysyłają do Watykanu tysiące palm na uroczystość Niedzieli Palmowej. W tym roku ponad 2000 tysiące kompozycji, w tym 100 palm około metrowej wysokości zostanie podarowanych kardynałom, a ta największa i najpiękniejsza  z palm – samemu papieżowi Franciszkowi.

 

Parmureli  – bo tak nazywają się te palmy – są wyjątkowe, mają niespotykany, jasny kolor, momentami przypominający kość słoniową. I od wieków wyplata się je ręcznie – trzy liście palmowe tworzące kompozycję symbolizują Trójcę Świętą.

 

A w tym roku po raz pierwszy palmy wyruszą też do Pragi. Zamówił je kościół Matki Bożej Zwycięskiej (tam, gdzie znajduje się cudowna figurka Dzieciątka Jezus).

 

Co roku Plac św. Piotra zdobią również drzewka oliwne, a wierni w rzymskich kościołach także trzymają gałązki oliwne, które później zabierają do domów. W tym roku, podobnie jak rok temu podarowała je Watykanowi Apulia – ziemia pokoju (przynajmniej tak się reklamuje).

 

I wreszcie sama Niedziela Palmowa – 29 marca 2015. 

 

 

 

Apoteoza kobiecości – Galleria Sciarra

posted in: Perły Rzymu | 4

Galleria Sciarra – jest mała, lecz oszałamia swym pięknem. Nieznana nawet miejscowym, choć znajduje się dwa kroki od najsłynniejszej rzymskiej fontanny. To perła Art Nouveau czy jak kto woli Liberty (włoska odmiana Art Nouveau) i wspaniały hymn na cześć kobiecości.

Galleria Sciarra – bo o niej mowa – narodziła się jako dziedziniec wewnętrzny Pałacu Sciarra Colonna di Carbognano. Kiedy Rzym został stolicą zjednoczonych Włoch, potrzebował świeżego oddechu. Po pierwsze musiał przyjąć ponad pół miliona nowych mieszkańców – głównie klasy rządzącej. Budowało się wiele w tych latach. Również jego dotychczasowi mieszkańcy zapragnęli odświeżyć swoje pałace w duchu nowej epoki. Wiele z nich stało się salonami intelektualnymi miasta, a Palazzo Sciarra i dołączona do niego Galleria Sciarra z pewnością błyszczały pod koniec XIX wieku. Książę Maffeo Ducoli Sciarra powierzył prace dwóm wspaniałym osobom: architektowi Giulio de Angelis, o którym mówiło się: najbardziej niespokojny, intrygujący, dociekliwy i odważny ze wszystkich architektów tuż po zjednoczeniu Włoch (oprócz Galerii Sciarra zaprojektował il Teatro Quirino, il Palazzo Rinascente – pierwszy nowoczesny dom handlowy w stolicy przy Via del Corso – dziś przylega do Galerii Alberto Sordi) oraz malarzowi Giuseppe Celliniemu

Budynek powstał w 1885 roku , freski w latach 1886-1888. Duet: de Angelis – Cellini stworzył jeden z najpiękniejszych obiektów Wiecznego Miasta, klejnot Art Nouveau, na szczęście nie zadeptany jeszcze przez turystów.

Początkowo Galleria Sciarra miała być centrum handlowym (mieściły się tu m.in. słynne sklepy Bocconi – przeniesione później do wspomnianego wcześniej Pałacu Rinascente), lecz szybko stała się siedzibą pisma kulturalnego ‘Cronaca Bizantina’ (‘Kronika Bizantyjska’), które należało do księcia Maffeo i którym kierował poeta Gabriele D’Annunzio.

Galeria była innowacyjna pod każdym względem. Pokryta szklaną kopułą, zbudowana przy użyciu nowych materiałów takich jak żelazo czy cement, pierwsza galeria dla pieszych.

W jej wnętrzu zwracają uwagę cztery jednakowe fasady, bardzo harmonijne, żadna się nie wyróżnia. Jakże to odmienne od tradycyjnych rzymskich pałaców, gdzie zazwyczaj dominowała główna fasada. Do tego biel i czerwień – hołd złożony Etruskom i Rzymianom. Czuć również ducha Bizancjum. Wyrafinowanie i klasa sama w sobie! 

Cellini namalował dwa rzędy kobiet na dwóch przeciwległych fasadach: w wyższym pasie – 12 personifikacji pożądanych cnót kobiety idealnej, w niższym 12 scen z życia kobiety w różnych fazach jej życia. To gloryfikacja kobiety końca XIX wieku. Podręcznik cnót, katalog zajęć, słowem całe spectrum życia typowej przedstawicielki burżuazji.

Kobieta jako narzeczona, panna młoda, matka i opiekunka ogniska domowego:

W niższym pasie scenki rodzajowe, wyżej personifikacje cnót:

od lewej: Uprzejma rozmowa i Dbałość o wygląd – kobieta powinna być uprzejma, życzliwa (La Benigna) oraz zachowywać się jak dama (La Signora). Tylko dlaczego pośród tych anielskich kobiet sportretowano Gabriele D’Annunzio – tego, który postrzegał kobietę jako niszczące piękno i pożeraczkę męskich serc?

w środku: Zaślubiny – jako żona kochająca  (L’Amabile) i wierna (La Fedele)

po prawej: Wychowanie dzieci – jako matka wyrozumiała (La Misericordia) i sprawiedliwa (La Giusta).

 

Kobieta w scenach z życia codziennego:

W niższym pasie scenki rodzajowe, wyżej personifikacje cnót:

od lewej: Pielęgnowanie ogrodu i Rozmowa – pewnie bardziej w rozmowie wstydliwa (La Pudica) i wstrzemięźliwa (La Sobria)

w środku: Obiad rodzinny – cierpliwa (La Paziente) i silna (La Forte)

po prawej:  Miłe spędzanie czasu na koncertach i Działalność charytatywna – pokorna (L’Umile) i rozważna (La Prudente).

Przy wejściu do galerii po obu stronach zobaczymy pozostałości szyldów sklepowych oraz herb rodzinny z inicjałami księcia MS – Maffeo Sciarra. Gdzieś na tarczy można również dostrzec inicjały matki księcia CCS – Carolina Colonna Sciarra.

Zatem, podążając w stronę Fontanny di Trevi odbijcie nieco z tradycyjnego szlaku, zwłaszcza z zadeptanej Via delle Muratte i wstąpcie tutaj. Jest cisza, latem przyjemny chłód i cień, często przygrywa jakiś młodzieniec. Podziwiajcie ten ukryty klejnot nie znany nawet samym mieszkańcom. A potem przez Piazzetta dell’Oratorio i Via dell’Umiltà pomknijcie w stronę Pałacu Prezydenckiego i Fontanny di Trevi.

Via Menghetti 9/10

Uwaga! Galleria Sciarra jest zamknięta w soboty i niedziele.

Most Czterech Głów

Okazuje się, że umiejętność pracy zespołowej była ceniona już od dawien dawna. Stare polskie przysłowie mówi: Gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta. A co dopiero, kiedy spotkają się cztery silne osobowości, w dodatku notorycznie kłócące się?

 

Przy wejściu na Most Fabrycjusza (Ponte Fabricio) – prowadzącym na Wyspę Tybrową (l’Isola Tiberina) od strony synagogi – witają nas po obu jego stronach dwa kamienne słupy z czterema głowami dookoła. Wiadomo, co dwie głowy, to nie jedna, ale cztery, a właściwie osiem? Cóż, historia jest smutna i pokazuje, do czego prowadzi pycha. Ale po kolei.

 

Most Czterech Głów

 

Otóż, kiedy na Stolicy Apostolskiej zasiadł papież Sykstus V (1585-1590) – znany jako papież urbanista, obiecał, że w ciągu pięciu lat zbuduje 5 dróg, 5 fontann i 5 mostów. U progu piątego roku pontyfikatu zlecił remont Mostu Fabrycjusza czterem najlepszym architektom miejskim. I to był jego wielki błąd. Rywalizacja, pycha i nienawiść między architektami doprowadziły bowiem do tragedii. Pod koniec prac papież pogratulował wykonawcom efektów pracy. A w nagrodę skazał wszystkich czterech na karę śmierci za mało chrześcijańskie zachowanie (od plotek huczał bowiem cały Rzym). Samemu papieżowi  również można pogratulować ‘iście chrześcijańskiej’ postawy (note bene zmarł w tym samym roku)! Według rzymskiej legendy architekci zostali ścięci w miejscu pracy. Na pamiątkę tego incydentu umieszczono na moście dwa kamienne slupy z czterema symbolicznymi głowami restauratorów. I odtąd ci, którzy nienawidzili się wzajemnie, muszą na zawsze dzielić te sama przestrzeń. Czyż to nie ironia losu?

 

A Rzymianie potocznie nazywają ten most Ponte Quattro Capi (Mostem Czterech Głów).

 

Most Czterech Głów

 

Ponte Fabricio (Most Fabrycjusza) jest najstarszym czynnym mostem rzymskim. Dużo starszy jest Ponte Milvio (Most Milvio – istniejący już około 207 p.n.e.) czy jeszcze starszy Ponte Sublicio znany już około 600 p.n.e.). Oba jednak przeszły gruntowne restauracje i w rezultacie to Ponte Fabricio  pozostał jedynym, który w ciągu 2000 lat utrzymał swoją oryginalną strukturę.

 

Ponte Fabricio

 

Most wybudował w 62 roku p.n.e. Lucio Fabricio – znany budowniczy dróg i mostów. Należy dodać, że w tym okresie mostów było niewiele, a wody Tybru często wzbierały, stąd budowa mostów była zajęciem nobilitującym, a ich budowniczy powszechnie szanowani. W 23 r. p.n.e. Tyber znowu wylał, niszcząc wspomniany wcześniej Ponte Sublicio. Ucierpiał nieco i Ponte Fabricio – odrestaurowany w 21 r. p.n.e. przez konsula Emilio Lepido (stąd inna nazwa mostu: Lapideo). Nazywano go też Pons Judaeorum (Mostem Żydowskim), z powodu sąsiedztwa społeczności żydowskiej.

 

Ponte Fabricio

 

 

Horacy wspominał, że Ponte Fabricio był ulubionym mostem samobójców, to stąd spektakularnie rzucali się w nurty Tybru.

 

Dziś to całkiem przyjemny most: 57 metrów długości, 5 metrów szerokości i z pewnością i most, jak i sama Wyspa Tybrowa są warte odwiedzin (i powrócimy tu jeszcze), choćby ze względu na fakt, iż w tutejszym klasztorze przebywał św. Wojciech – patron Polski (dziś kościół św. Bartłomieja, który przez wiele wieków przechowywał jego relikwie). Na wyspie działa też szpital bonifratrów (Ospedale Fatebenfratelli) – z bardzo dobrym oddziałem ginekologiczym oraz szpital żydowski przylegający do kościoła św. Bartłomieja.

 

 

Widok na Ponte Fabricio

 

 

 

 

 

 

Mimozami wiosna się zaczyna – Dzień Kobiet we Włoszech

posted in: Osobliwości rzymskie | 2

”Mimoza czyni ludzi szczęśliwymi. Zapach kwiatów mimozy przynosi radość i witalność. I gasi smutek” – to Cristina Caboni we wspaniałej książce ‘Il sentiero dei profumi’. Sekretny język kwiatów i perfum, a w tle niebanalna historia miłosna rozpięta między Florencją a Paryżem. 8 marca gałązką mimozy obdarowuje się włoskie kobiety, choć ponad 60 % z nich nie lubi ani tego kwiatu, ani samego zwyczaju.

Tuwim pisał: Mimozami jesień się zaczyna. A we Włoszech mimozami wiosna się zaczyna … To piękne drzewo przywiezione do Europy z Australii pod koniec XIX wieku zaczyna kwitnąć na żółto pod koniec lutego. Zimową szarzyznę zamienia w wiosenną radość.

Według Indian północnoamerykańskich kwiaty mimozy symbolizują siłę i kobiecość. I coś jest na rzeczy, ponieważ to kwiatem mimozy upamiętniono śmierć 129 pracownic firmy Cotton, które zginęły w pożarze fabryki w Nowym Jorku 8 Marca 1908 roku. Dodajmy, że wszystkie kobiety tejże fabryki ogłosiły wcześniej strajk, protestując przeciwko nieludzkim warunkom pracy.

W 1946 roku Związek Włoskich Kobiet (Unione Donne Italiane) wybrał mimozę jako kwiat najlepiej symbolizujący Dzień Kobiet (bo czerwone goździki zostały zarezerwowane wcześniej na obchody pierwszomajowe). Kwiaty te były niedrogie, a więc powszechnie dostępne, a poza tym rozkwitały w okolicach 8 marca.

Ciasto mimoza

W cukierniach można spotkać także ciasto mimoza – dostępne przez cały rok – to lekki tort biszkoptowy przełożony kremem i posypany kawałkami tego samego biszkoptu, tak, aby imitować drzewko obsypane kwiatami.

W przedszkolu śpiewaliśmy: Zapamiętaj sobie, dzisiaj jest Dzień Kobiet!

Cóż! Te kwiatki, śpiewy, ciasteczka i inne błyskotki niewiele znaczą, jeśli nie ma szacunku na co dzień.  

Życzę każdej kobiecie, aby czuła się Muzą przez 365 dni w roku, a nie tylko od wielkiego dzwonu: w domu, w pracy, w polityce, gdziekolwiek …