Kiedy w sierpniu pada śnieg – Matka Boska Śnieżna

Było ich dwóch: jeden miał pieniądze, drugi władzę. Obojgu przyśniła się Madonna tej samej nocy, z 4 na 5 sierpnia 358 roku prosząc o budowę świątyni w miejscu, w którym nazajutrz ujrzą świeży śnieg. A jeśli w Rzymie w sierpniu pada śnieg, to może być tylko cud. Patrycjusz rzymski – Giovanni i ówczesny papież Liberiusz doskonale odczytali prośbę Maryi i już wkrótce stanęła w tym miejscu świątynia, choć tak naprawdę mało wzmianek dotyczących Bazyliki Liberiańskiej. Dopiero papież Sykstus III, rok po soborze w Efezie (431 rok), na którym uznano Maryję Matką Bożą, rozpoczął budowę najważniejszej świątyni dedykowanej Matce Bożej, stąd wezwanie Santa Maria Maggiore – Matka Boska Większa.

 

Pięknie namalował to Jacopo Zucchi, główny współpracownik Giorgio Vasariego. ‘Cud śniegu’ – ‘Miracolo della Neve’ można podziwiać w Pinakotece Watykańskiej. 

 

Jacopo Zucchi – Miracolo della Neve – Pinakoteka Watykańska

 

Co roku, od 1983 roku, 5 sierpnia wieczorem wierni i turyści gromadzą się na placu przed bazyliką, aby uczestniczyć w spektaklu: światło i dźwięk zakończonym ’opadami sztucznego śniegu’. To wydarzenie wręcz wrosło w rzymską tradycję. Matka Boska Śnieżna – Santa Maria ad Nives. Ileż kościółków pod takim wezwaniem można spotkać, przemierzając górskie szlaki.

 

Madonna della Neve – Matka Boska Śnieżna

 

 

madonna della neve 3

 

 

Spektakl ma charakter religijny: śpiewy są przeplatane wspomnieniami kolejnych papieży: od Jana XXIII po papieża Franciszka. Ale i tak największe wrażenie robią opady śniegu.

 

 

 


 

 

Wewnątrz bazyliki, w Kaplicy Paulińskiej (zwanej także Borghese) – prawdziwym klejnocie architektury, ponad cudowną ikoną Salus Populi Romani znajduje się płaskorzeźba, na której papież Liberiusz wyznacza na śniegu granice świątyni.

 

 

A wcześniej, podczas głównej uroczystości w bazylice o godzinie 10.00 i podczas wieczornych nieszporów o 17.00 deszcz białych płatków róż (bo ten kolor jest dedykowany Madonnie) spadających z kasetonowego sufitu upamiętnia ‘cud śniegu’. 

 


 

Początek spektaklu:  Matka Boska Śnieżna 5 sierpnia na Piazza Santa Maria Maggiore o godzinie 20.30.

 

  • Palazzo del Freddo

Miłość o smaku lodów pistacjowych – Palazzo del Freddo

Ona, kobieta pełna fantazji, wymyśliła lód na patyku, który nazwala ”ninetto”, tak czule zwracała się do swojego męża. On odwdzięczył się i dedykował jej lody pistacjowe (cassata Giuseppina). Razem stworzyli imperium lodowe i pierwszą fabrykę lodów we Włoszech – il Palazzo del Freddo.

 

Palazzo del Freddo – najstarsza włoska wytwórnia lodów

 

A wszystko zaczęło się od przedsiębiorczego Giacomo Fassi rodem z Saluzzo w prowincji Cuneo, który postanowił spróbować szczęścia w nowej stolicy, ale wcześniej przybył na Sycylię. Tam poznał kobietę swojego życia, rezolutną Giuseppinę z Palermo. Poślubił ją i z niewielkim kapitałem przybyli do stolicy w 1876 roku. Rzym przypominał wtedy jeden wielki plac budowy, rozkwitały zwłaszcza nowe, modne dzielnice takie jak: Eskwilin, Wiminał i Kwirynał. Warto tylko dodać, że w 1870 roku ludność Wiecznego Miasta liczyła 200 tys. mieszkańców, na początku XX wieku już ponad 600 tys. Intuicja podpowiedziała Giacomo otworzyć lokal właśnie w jednej z nich, w pobliżu Kwirynału – siedziby władz królewskich.

To właśnie przy Via IV Novembre, ruchliwej arterii, którą codziennie pomykały karoce, w 1880 roku spełnił swoje marzenia ( pod numerem 155, na rogu Via IV Novembre i Via Tre Cannelle, dziś znajduje się tam sklep skórzany, po drugiej stronie ulicy jest wejście na Forum Trajana). Sycylijski płomień i piemoncka solidność. To musiało się udać! I rzeczywiście interes kwitł. Sprzedawano w nim pokruszony lód (słynny rzymski napój grattachecca) z dodatkiem świeżych owoców oraz piwo Peroni, przeżywające wówczas złoty okres produkcji. Czy coś mogło lepiej gasić pragnienie w upalne, rzymskie dni?  Sukces był ogromny. Lokal szybko zyskał renomę, przychodzili tu urzędnicy Kwirynału i pracownicy dworu królewskiego, a ponieważ mały Giovanni, drugi syn pary (urodził się w 1880 roku) od dziecka pomagał rodzicom w sklepiku, zaskarbił sobie sympatię kucharzy królewskich i już w 1900 roku rozpoczął staż jako cukiernik i lodziarz na dworze króla Wiktora Emanuela III.

 

 

 

Wszelkiego rodzaju sorbety, a potem lody były zarezerwowane tylko dla podniebień królewskich i arystokracji. Lód kosztował fortunę. Magazynowano śnieg w górach (najlepszy pochodził z okolic Monteflavio, u stóp Monte Pelecchia, powyżej 1300 m. n.p.m.). Przechowywano go w specjalnych pieczarach wyścielonych słomą. A stamtąd w specjalnych dzbankach glinianych transportowano do Rzymu, rocznie około 250 ton. Okoliczni mieszkańcy modlili się do Matki Boskiej Śnieżnej o jak najlepsze opady śniegu, bo dawał im utrzymanie.

 

Giovanni szybko zdobył sławę wyrafinowanego rzemieślnika i cieszył się już wówczas tak ogromnym uznaniem na dworze królewskim, że z powodzeniem mógł utrzymać cala rodzinę przez kilka pokoleń.  W 1902 roku zmarł nagle ojciec, Giacomo, mając zaledwie 52 lata. Matka przejęła stery w firmie. Rok później jednak wyszedł dekret królewski, nakazujący całemu personelowi kuchennemu zgolenie wąsów i brody ze względów higienicznych. A Giovanni kochał swoje wąsy i nie chciał się ich pozbyć! Zrezygnował więc z intratnej posady królewskiej i razem z matką i starszym bratem otworzył lokal przy Piazza Navona – ”Nino all’agonale”. I znów mieli nosa do interesów, albowiem do kawiarni i lodziarni ściągali senatorowie z pobliskiego Palazzo Madama. Ale Giovanniego nosiło. Zostawił dobrze prosperujący lokal bratu, a sam wyruszył w poszukiwaniu nowych smaków i technologii.

 

Piazza Navona

 

I powrócił, w 1910 roku z nowym lokalem – ”Grande Gelateria Elettrica Siciliana” przy Via Piave 9/11/13 w poblizu Piazza Fiume, do dziś bardzo eleganckiej dzielnicy Rzymu, w pobliżu Via XX Settembre. W wielkim stylu, bo z chłodziarkami elektrycznymi, prototypami lodówek. Tego nie mial jeszcze nikt. Elektryczność pojawiła się w Rzymie około 1907 roku i rodzina Fassi miała ją jako jedna z pierwszych. Maszyny pochodziły z Niemiec, kosztowały fortunę. Zapłaciła za nie firma Peroni, producent piwa, dając kredyt zaufania Giovanniemu, który zresztą wcześniej spłacił im długi pozostawione przez ojca.

 

Mózgiem lokalu były dwie kobiety, dwie Giuseppiny: matka i żona Giovanniego. Żona wymyśliła słynne ”Ninetto” – lód na patyku (Ninetto to zdrobnienie od Giovanniego). Giovanni z kolei dedykował jej lody o smaku pistacjowym (słynna ‘cassata Giuseppina’). To wielki hołd złożony sycylijskiej żonie, bo lody pistacjowe to do dziś ulubione lody Włochów. A Bronte na Sycylii jest światową stolicą pistacji.

 

Giovanni doceniał kobiety, ich intuicję, pracowitość. W ofercie lokalu znalazły się również ‘‘le Caterinette” – dedykowane emancypantkom  z Turynu, przedsiębiorczym krawcowym, nazywanym tak na cześć ich patronki, świętej Katarzyny. Giovanni jako pierwszy wprowadził rożki, na wynos, a wewnątrz lokalu lody serwowano w szklanych pucharkach Słowem lody zeszły z wyżyn, stały się bardziej dostępne, choć nadal był to towar ekskluzywny.

 

Giovanni Fassi znalazł swoją bezpieczną przystań przy Via Piave. W 1913 roku zmarła matka, rok później wybuchła wojna. Rodzina Fassi organizowała wiele imprez dobroczynnych na rzecz rodzin żołnierzy przebywających na froncie. Po wojnie lokal stał się modny: odwiedzali go wpływowi poeci: Gabriele d’Annunzio, Trilussa. Ale Giovanni i Giuseppina nie spoczęli na laurach.

 

 

Okazja nadarzyła się w 1924 roku. Za 700 tys. lirów (ogromną sumę jak na tamte czasy) kupili kompleks przy Via Principe Eugenio, 65-67. 700 metrów kwadratowych dawnej stajni wojskowej, w której stacjonowały karoce i konie. Zatrudnili znakomitego architekta Gustava Vanniniego, który wybudował pałac zgodnie z trendami liberty. Wnętrza wypełniły marmury z Pietrasanta. Ogółem remont pochłonął ponad 2 mln lirów. Sprowadzono nowe maszyny do produkcji lodów, kontuary, lodówki. A w 1927 rok Fassi wynalazł telegelato Giuseppina – pierwsze lody na wynos. W końcu w 15 rocznicę śmierci swojej mamy, 11 maja 1928 roku wraz z żoną zainaugurował swoje imperium – Palazzo del Freddo. Lokal przy Via Piave przekazał młodszej siostrze – Annunziacie. Zaglądał tam nawet kardynał Eugenio Pacelli, przyszły papież Pius XII.

 

 

Palazzo del Freddo
Palazzo del Freddo

 

Nazwą marketingowo trafił w dziesiątkę, Pałac Zimna, każdy marzył o chłodzie w rzymskie, upalne dni. Na fasadzie budynku widnieje 1880 rok – rok urodzin Giovanniego.

 

Telegelato Giuseppina stało się sztandarowym produktem firmy. Tele – czyli lontano, daleko od lodu, słowem pierwsze lody konfecjonowane, które mogły przeżyć bez lodówki. Sprzedawano je w całych Włoszech, a ówczesny minister sil powietrznych – Italo Balbo sprowadzał je do Libii.

 

Po lody wpadał często kierowca Mussoliniego, albowiem dzieci Mussoliniego szalały za nimi. W 1938 roku Hitler odwiedził Rzym. Jeszcze raz Giovanni powrócił na królewski dwór. Po latach zwierzał się synowi: Wyszedłem stamtąd  jako niewolnik, powróciłem jako pan. Hitlera podjął trójkolorowym tortem lodowym, ozdobionym truskawkami, śmietaną i swastyką ułożoną z ziaren kawy.

 

 

Telegelato Giuseppina – Palazzo del Freddo

 

 

Ale dobre czasy skończyły się wraz z wybuchem wojny. Brat Salvatore poszedł na front. Zaczęło się zaciskanie pasa, brakowało żywności, nikt nie myślał o lodach, można było je robić tylko z owoców. W 1942 roku ostatecznie zamknięto lodziarnię. Rok później, w lipcu 1943 roku naziści zbombardowali dzielnice San Lorenzo i Tibutrino. Palazzo del Freddo zamienił się w skład żywności dla ludzi pozbawionych dachów nad głową. W dniu wyzwolenia Rzymu wygłodniały tłum rzucił się na jedzenie. 4 czerwca 1944 roku do Rzymu wkroczyły wojska amerykańskie. Na rogu Via Principe Eugenio płonął wóz pozostawiony przez uciekających Niemców. Giovanni z 12-letnim synkiem Leonidą poszli obejrzeć go. Tę ciekawość Giovanni mógł przypłacić życiem. Odprysk z wybuchu auta trafił prosto w niego, na szczęście odbił się od medalika zawieszonego na szyi. Syn traktował ten medalik niczym relikwię. W 1944 roku Fassi wynajął lokal amerykańskiemu Czerwonemu Krzyżowi. Amerykanie podłączyli elektrykę do pobliskich drutów tramwajowych i zaczęli produkować lody śmietankowe i czekoladowe. Byli tu dwa lata, do 1946 roku. Potem Giovanni powrócił, maszyny do produkcji przemysłowej sprzedał Alfredowi Wisnerowi, kierownikowi administracyjnemu amerykańskiego Czerwonego Krzyża, który rok później otworzył  pracownię w dzielnicy Pigneto i gorąco namawiał Giovanniego do przystąpienia do produkcji lodów przemysłowych. Ten odmówił, ale posłał tam swojego przyjaciela i byłego pracownika – Italo Barbianiego. Razem stworzyli lody Algida – markę znaną dziś na całym świecie.

 

Lodowe smaki w Palazzo Freddo

 

Po wojnie, w 1961 roku firmę przejął syn Giovanniego Leonida. Zarządzał nią do 1991 roku. Giovanni Fassi zmarł w 1977 roku, w wieku 97 lat, jego żona przeżyła go o 5 lat. Fabrizio Fassi w latach 70-tych wylansował jeszcze jeden sławny produkt, tak bardzo kojarzący się z rzymską tradycją – sanpietrini. Kostkę brukową, która pokrywa Rzym znają wszyscy. Sanpietrini to pracownicy fabryki opiekującej się Bazyliką św. Piotra. Należał do nich ojciec Arturo Mari – słynnego fotografa Jana Pawła II.

 

Sanpietrini są znakomite. Klasyczne, pokryte czekoladą lub kolorowe. Wewnątrz lody o różnych smakach. Warte grzechu! (0.80 centów za sztukę).

 

 

Ostatni zarządzający firmą,  Andrea w 2014 roku sprzedał lokal Koreańczykom (na drzwiach wejściowych widnieje napis Roma Seoul), to oni mają licencję na otwieranie nowych lodziarni w Korei, Stanach Zjednoczonych i Szanghaju. Globalizacja dotarła i tutaj. Rzymianie narzekają, że zamiast inwestować w jakość lodów, Fassi sprzedali je obcym. To wciąż są lody dobrej jakości, o czym świadczą również tłumy miejscowych, z dobrą ceną, co jest doceniane wśród galopującej mody na lodziarnie bio, gdzie cena zwala z nóg (czasem ponad 3,5 euro za małą porcję), a jakość pozostawia wiele do życzenia).

 

 

Palazzo del Freddo – obecnie wlasnosc Koreanczykow

 

Po dawnych czasach pozostał wystrój, przepiękne grafiki i plakaty na ścianach. W rogu stoją dawne urządzenia, m.in. do ubijania śmietany. Fabrykę zresztą można zwiedzać grupowo (min. 10 osób).

 

 

A siostra Annunziata z powodzeniem prowadziła kawiarnię przy Piazza Fiume. To był elegancki lokal, doskonale znany szachistom, którzy wpadali tu na małą partyjkę. Działał do 1989 roku, kiedy to książę Torlonia wyeksmitował ich stąd. Prawnuczka Annunziaty żyje w Australii. Potomkowie w Rzymie otworzyli wkrótce Cafè Fassi przy Via Nomentana, 25 ale już nie utrzymała dawnej klasy. Niewiele osób tu zagląda, a ci, którzy przyjdą, nie wracają, bo uskarżają się na opryskliwy personel.

 

Jeśli znajdziecie się w pobliżu Bazyliki Santa Maria Maggiore, odwiedźcie Palazzo del Freddo. To piękna karta najnowszej historii Rzymu. Pokolenia rzymian wychowały się na lodach Fassi.

 

Palazzo del Freddo

Via Principe Eugenio, 65

 

otwarty przez cały rok

od marca do października

poniedziałek – nieczynny

wtorek – czwartek 12.00 – 00.00

piątek – sobota 12.00 – 00.30

niedziela 10.00 – 00.00

 

 

Kawałek Betlejem w Rzymie – Santa Maria Maggiore

 5 deszczułek z drzewa klonowego rodem z Palestyny. Zamknięte w srebrno – kryształowej urnie z figurką Dzieciątka od VII wieku są metą pielgrzymów z całego świata. To Relikwie Żłóbka Pańskiego, znane jako Sacra Culla (Święta Kołyska), przechowywane w miejscu od zawsze związanym z tradycją Bożego Narodzenia. To tu papieże celebrowali pierwsze uroczyste Pasterki i tu papież Sykstus III w 432 roku (a więc na długo przed świętym Franciszkiem) zbudował pierwszą Grotę Narodzin identyczną jak ta betlejemska, a sam kościół otrzymał wezwanie Santa Maria ad Praesepem (Matki Bożej przy Szopce). Mowa o papieskiej  Bazylice Santa Maria Maggiore (Matki Boskiej Większej) na Eskwilinie, najważniejszym rzymskim kościele poświęconym Maryi.
 
Bazylika Santa Maria Maggiore
 
Według tradycji to święta Helena, matka cesarza Konstantyna odnalazła kilka deseczek w miejscu, w którym Maryja złożyła swoje nowo narodzone dzieciątko (a swoją drogą zastanawia mnie fakt, że to zawsze Helena odnajdywała najcenniejsze relikwie). Kiedy papieżem został Teodor I rodem z Palestyny, ówczesny patriarcha Jerozolimy, święty Sofroniusz z bólem serca przekazał je papieżowi, aby ten wywiózł je do Rzymu, gdyż tu mogli je skraść muzułmanie, wszak czasy były niespokojne. I tak oto w 642 roku przyjechały do Rzymu, od 650 roku są w Bazylice Santa Maria Maggiore.
 
 

Relikwie Żłóbka Pańskiego – Santa Maria Maggiore
 
Relikwie długo wędrowały po samej bazylice, zanim dotarły do obecnego miejsca spoczynku.  Papież Grzegorz XI (XIV wiek) umieścił je w specjalnym oratorium, potem papież Sykstus V (XVI wiek), wielki budowniczy przeniósł relikwie wraz z pierwszym w historii żłóbkiem wykonanym w kamieniu przez Arnolfo di Cambio w 1291 roku do Kaplicy Sykstyńskiej bazyliki (na prawo od ołtarza, kaplica z kopułą).  
 
Kamienny żłóbek Arnolfa di Cambio w Muzeum Bazyliki Santa Maria Maggiore
 
Potem w czasie zawieruchy napoleońskiej relikwiarz zaginął, ale odnalazł się za czasów Piusa IX (XIX wiek). Ten z kolei znalazł sponsora w osobie ambasadorowej portugalskiej Marii Emanueli Pignatelli, zlecił Giuseppe Valadier wykonanie kryształowo-srebrnej urny i umieścił ją wraz z relikwiami w krypcie pod ołtarzem głównym, gdzie spoczywają do dziś.
 
Krypta z relikwiami Żłóbka Pańskiego – Santa Maria Maggiore
 
Co roku tłumy wiernych adorowały relikwie Żłóbka wystawione w okresie Bożego Narodzenia w ołtarzu głównym. W 2007 roku Monsignor Franco Gualdrini, prefekt zakrystii Santa Maria Maggiore poinformował media o złym stanie relikwii (wiele osób paradoksalnie po raz pierwszy dowiedziało się o ich istnieniu). Relikwie wystawione nawet na kilka dni były narażone na działanie światła, temperatury oraz odtąd rzecz jasna złodziei. Tego roku nie wystawiono ich nawet podczas Pasterki. Pozostały w krypcie, a zaraz potem przeszły renowację, Potwierdzono wiek (I wiek), materiał i miejsce ich pochodzenia (Palestyna) (4 deseczki 70-centymetrowe i jedna 80-centymetrowa). 
 
Dziś są wystawione w ołtarzu głównym tylko w noc wigilijną podczas Pasterki.
 
Relikwie Żłóbka Pańskiego w okresie bożonarodzeniowym