Marzec 2017 w Rzymie – praktyczny poradnik dla odwiedzających Wieczne Miasto

posted in: Marzec, Rok w Rzymie | 0

Marzec w Rzymie to dobry początek wiosny. Obfituje w szereg imprez, które przybliżą Wam nieznane dotąd oblicze Wiecznego Miasta.

 

1 marca – 16.30 – papież Franciszek zgodnie z dawną tradycją przybędzie na Awentyn, aby w Bazylice św. Sabiny celebrować liturgię Środy Popielcowej. Wejściówki nie są wymagane.

 

Bazylika św. Sabiny na Awentynie

 

Święta Sabina – perła Awentynu

 

5 marca – pierwsza niedziela miesiąca – wstęp do muzeów państwowych gratis.

 

 

 

8 marca – Mimozy już kwitną, to znak, że zbliża się Dzień Kobiet – Festa della Donna – wstęp gratis dla Pań – wszystkie muzea państwowe i zniżki do MAXXI.

 

Dzień Kobiet

 

Mimozami wiosna się zaczyna

 

9 marca – święto patronki Rzymu – jedyny raz w roku możliwość odwiedzenia klasztoru oblatek Tor de’Specchi, w którym pracowała i mieszkała Santa Francesca Romana. I podziwiania fresków oratorium o niezwyklej wartości artystycznej.

Via del Teatro Marcello, 32, 9-11.30 i 14.30-18.00. Spodziewajcie się ogromnej kolejki, przychodzą tłumy chętnych.

 

Tor de’Specchi

 

Santa Francesca Romana  – ukochana patronka rzymian – freski oratorium

 

15 marca – Largo di Torre Argentina – Idy marcowe o 15.00 – genialna inscenizacja zabójstwa Juliusza Cezara prezentowana przez Gruppo Storico Romano.

 

Idy marcowe na Largo di Torre Argentina

 

 

Idy marcowe na Largo di Torre Argentina

 

16 marca – Palazzo Massimo alle Colonne – 7.00 – 13.00 – Corso Vittorio Emanuele II, 141

Tylko raz w roku można zwiedzić dziedziniec i Kaplicę św. Filipa Neri na drugim piętrze pałacu, za wstawiennictwem którego 16 marca 1583 roku cudownie wyzdrowiał Paolo Massimo. 

 

17 marca – Dzień św. Patryka – o 21.00 Koloseum zapali się na zielono, a w irlandzkich pubach obecnych w stolicy poleje się Guinness.

 

 

 

Fiddler’s Elbow – najstarszy irlandzki pub w Rzymie – Via dell’Olmata, 43 – niedaleko Santa Maria Maggiore

Finnegan’s – Via Leonina, 66 – dzielnica Monti, blisko stacji metra Cavour – linia B

Scholars Lounge – Via del Plebiscito, 101 – blisko Piazza Venezia

Druid’s Den – Via di San Martino ai Monti, 28 – dzielnica Monti

 

 

19 marca – Dzień Ojca – z tej okazji piecze się bignè i zeppole di San Giuseppe.

 

Zeppole di San Giuseppe

 

Święty Józef – patron ojców i nie tylko

 

25-26 marca – Giornate FAI di Primavera – co roku na wiosnę wolontariusze FAI oprowadzają po niedostępnych na co dzień obiektach, w tym roku już po raz 25. Szczegółowy program od 14 marca na ich stronie internetowej www.giornatefai.it. W Rzymie prawdopodobnie będzie można odwiedzić Domus Aurea i klasztor Trinità dei Monti, na oficjalne potwierdzenie musimy jeszcze poczekać.

 

 

26 marca – ostatnia niedziela miesiąca – wstęp do Muzeów Watykańskich gratis – wstęp od 9.00 do 12.30.

 

Muzea Watykańskie – Rafael – Stanza della Segnatura

 

W każdą sobotę aż do 25 marca od 20.00 do 24.00 wstęp do Muzeów Kapitolińskich kosztuje €1.

 

Wilczyca Kapitolińska

 

 

WARTO OBEJRZEĆ – Wystawa miesiąca – Artemisia Gentileschi i jej czas w Palazzo Braschi przy Piazza Navona, 2 do 7 maja 2017 roku.

 

Artemisia Gentileschi – wystawa w Palazzo Braschi

 

Wspaniała artystka, pierwsza kobieta, która studiowała w Akademii Sztuk Pięknych, wielbicielka Caravaggia – przyjaciela swego ojca, również malarza. Zgwałcona przez kolegę ojca i tenże gwałt w młodzieńczym wieku naznaczył całą jej twórczość. 

Wtorek – niedziela 10.00 – 19.00, bilet €11.00, audioprzewodnik €4.00. 

 

WARTO POSŁUCHAĆIdan Raichel  – genialny artysta z Tel Awiwu 15 marca o 21.00 w Audytorium Parco della Musica, bilety €20, €15.

 

 

Shalom, I am Idan Raichel

 

WYJĄTKOWA OKAZJA – codziennie od 10.00 do 20.00 do 16 lipca wystawa prac turyńskiego rzeźbiarza Giuseppe Penone i jedyna okazja, aby zobaczyć Kwadratowe Koloseum – obecnie siedzibę Domu Mody Fendi w dzielnicy EUR. Wstęp wolny.

 

W Ogrodzie Pomarańczy

posted in: Awentyn, Perły Rzymu | 0

Ogród Pomarańczy (Giardino degli Aranci) na Awentynie, oficjalnie znany jako Parco Savelli przyciąga tłumy fotografujące się na tle tarasu widokowego. Mnie osobiście męczą banały w stylu romantyczny, zapierający dech w piersiach, bajkowy etc, bo bez wątpienia najbardziej fascynujące spojrzenie na Rzym oferuje nam Janikulum, ale Ogrodowi Pomarańczy nie sposób odmówić elegancji. Mało kto wie, że zawdzięczamy go faszystom. To za Mussoliniego powstał ogromny plan modernizacji Wiecznego Miasta. Wiele z tych inwestycji przetrwało do dziś i nadal służy mieszkańcom. A bez wątpienia udostępnienie publiczności tego malowniczego zakątka było strzałem w dziesiątkę.

 

Pomarańcze w Ogrodzie Pomarańczy

 

Wcześniej wzgórze awentyńskie od strony rzeki ukrywało swoje piękno podzielone między Zakon Kawalerów Maltańskich (do dziś jest strefą niedostępną, ogrody i kościół można zwiedzić raz lub dwa do roku za słoną opłatą rzędu €25-€30), benedyktynów (w ogrodzie przy kościele św. Aleksego mieścił się szpital zakaźny, dziś kościołem opiekują się ojcowie somascy) i dominikanów.

 

Ogród Pomarańczy zaprojektował w 1932 roku jeden z najlepszych architektów epoki, specjalizujący się w ogrodach, Raffaele de Vico. Na miejscu dawnego ogrodu warzywnego dominikanów posadził drzewka pomarańczowe. W hołdzie Dominikowi, jak mówią. To odmiana gorzkiej pomarańczy, tej niejadalnej (istnieją także gorzkie pomarańcze jadalne, z których robi się marmoladę). Tylko zagraniczni turyści czasem rzucają się na owoce. Te prawdziwe drzewka pomarańczowe z jadalnymi owocami i pniem po pierwszym drzewku zasadzonym przez św. Dominika można obejrzeć przez magiczną dziurkę w pobliskiej bazylice św. Sabiny. 

 

Drzewka pomarańczowe targane wiatrem

 

 

Do ogrodu od strony Piazza d’Illiria prowadzi brama przywieziona tu z Villa Balestra przy Via Flaminia. Obok niej wzdłuż ściany pręży się oblicze Okeanosa – ma bujne wąsy i zmarszczone brwi i powędrował sobie po Rzymie, zanim dotarł w to miejsce. 

 

Wejście do Ogrodu Pomarańczy

 

 

Tuż za wejściem podziwiamy elegancką sylwetkę świętej Sabiny, jej koronkowe okna – dla mnie osobiście jednej z najpiękniejszych i najbardziej fascynujących rzymskich świątyń.

 

Sylwetka św. Sabiny

 

 

Po chwili dochodzimy do głównej alei Nino Manfredi – dedykowanej wspaniałemu aktorowi włoskiemu, który uwielbiał odpoczywać w parku. Na Awentynie mieszkają również inni znani: Roberto Benigni, Giuseppe Tornatore.

 

Panorama Ogrodu Pomarańczy

 

I dopiero tu dostrzegamy talent architekta – drzewa posadzone symetrycznie po obu stronach alei tworzą niezwykłą scenerię dla niej – oto przed nami wspaniała kopuła San Pietro, która kusi i wabi, aby pójść dalej, aż do końca, na sam taras – belweder (bel vedere – z wł. piękny widok). Im bardziej przybliżamy się, tym wydaje się mniejsza, ot takie oszustwo dla oczu. Przed nami Zatybrze, inne rzymskie wzgórza od Janikulum po Monte Mario i niezliczone kopuły od tej Piotrowej po synagogę. A w dole wije się Tyber zmieniający kolory w zależności od pory roku. Jeszcze rzut oka na mury okalające ogród – pozostałości po XIII-wiecznej twierdzy rodu Savellich (możecie je w pełni podziwiać, wspinając się na wzgórze awentyńskie wzdłuż Clivo di Rocca Savella).

 

Ogród Pomarańczy bierze udział w pilotażowym programie miasta. Zaadoptował go inwestor prywatny – grupa Sorgente i to ona odpowiada za codzienne utrzymanie parku. Jeśli program się sprawdzi, być może i inne miejsca w Rzymie zyskają swojego opiekuna. Park przeszedł gruntowny remont i z wielką pompą otworzono go 21 kwietnia na urodziny Rzymu.

 

Widok z tarasu Ogrodu Pomarańczy

 

 

Z pewnością rzymski zachód słońca oglądany w tym miejscu przyprawia o bicie serca. To dawka piękna, którą powinien podarować sobie każdy odwiedzający włoską stolicę.

 

A nocą pozostaje jedynie zdjęcie zza bramy. I ta magiczna kopuła Bazyliki św. Piotra w oddali. Tak daleko, tak blisko …

 

Ogród Pomarańczy nocą

 

Parco Savello (Giardino degli Aranci)

Piazza Pietro d’Illiria

Otwarty

październik – luty 7.00 – 18.00 
marzec – wrzesień 7.00 – 20.00
kwiecień – sierpień 7.00 – 21.00

 

 

 

 

San Saba i magiczne średniowiecze

posted in: Perły Rzymu | 0

Kościół San Saba chciałam zobaczyć ze względu na przepiękny średniowieczny fresk przedstawiający historię świętego Mikołaja. Oprócz tego pogłębiłam moją wiedzę o imieniu Saba, bo dotychczas wyjątkowo kojarzyło mi się z psami: a to Saba Nel z ‘W pustyni i w puszczy’, a to Saba Ludwika Dorna – najsłynniejszy pies IV RP Saba, czy Saba Aleksandra Kwaśniewskiego. Pamiętacie zapewne, jak byly prezydent grzmiał: Jarosławie Kaczyński! Lechu Kaczyński! Ludwiku Dorn i Sabo! – nie idźcie tą drogą! San Saba to również miejsce bliskie papieżowi Franciszkowi, bywał tu często jako kardynał u swoich współbraci jezuitów.

 

San Saba – atrium kościoła

 

Na zboczach Awentynu, w miejscu zwanym małym Awentynem, dawnej Remurii, czyli miasta Remusa (upamiętnia go plac o tej nazwie – Remuria), a według niektórych historyków to tu, a nie na Palatynie Romulus zamordował Remusa, wznosi się przepiękna bazylika, która między VIII a X wiekiem była najważniejszym klasztorem Rzymu, pośredniczącym między Wiecznym Miastem a Konstantynopolem.  A wszystko za sprawą świętego Saby pochodzącego z Jerozolimy, który w 645 roku uciekł do Rzymu wraz ze swoimi współbraćmi z islamizującej się Palestyny. Wcześniej znajdowały się tu koszary, które przejęła święta Sylwia, matka Grzegorza Wielkiego i zamieniła je na oratorium. Do XI wieku klasztor należał do mnichów greckich, po Schizmie Wschodniej przeszedł w ręce benedyktynów najpierw z Monte Cassino, potem z Cluny, następnie zarządzali nim cystersi, a dziś należy do Kolegium Węgiersko-Niemieckiego prowadzonego przez jezuitów.

 

San Saba – wnętrze kościoła

 

Do trójnawowego wnętrza prowadzi atrium pełne pamiątek z przeszłości. Po wejściu odsłania się naszym oczom dość skromne pomieszczenie, odrestaurowane w latach 20-tych XX wieku, kiedy powstała tu dzielnica San Saba, a bazylika stała się jej sercem. Zachwyca jednak oryginalna posadzka braci Kosmatów i 14  kolumn antycznych zakończonych różnymi kapitelami (porządek joński, koryncki). Do ściany prawej nawy przyczepiono pozostałości scholi cantorum (czyli miejscu przeznaczonemu dla osób zajmujących się oprawą muzyczną nabożeństw) również z początków XX wieku.

 

Pozostałość po scholi cantorum

 

Kieruję się jednak od razu na lewo, gdzie istnieje coś w rodzaju czwartej nawy, jak ją nazywają źródła – być może to jest to pozostałość po oryginalnym portyku. To pod nim kryją się prawdziwe skarby: trzy oryginalne XIII-wieczne freski – autorstwa prawdopodobnie Maestro di San Saba.

 

San Saba – ‘czwarta nawa’

 

Sklepienie dawnego portyku

 

Fresk przedstawiający historię świętego Mikołaja

 

Piękna i wzruszająca historia świętego Mikołaja z Bari (choć on rodem z Turcji). Trzy młode, nagie dziewczyny śpią w łóżku obok swojego ojca (temat trzeba przyznać mało stosowny do świętych wnętrz).  Rodzina jest biedna, ale uczciwa. Ojciec obawia się o przyszłość swoich córek, bo choć dziewczyny są urodziwe, to bieda może sprowadzić je na złą drogę. Zatroskany ojciec modli się do świętego Mikołaja, a ten, poruszony jego dramatyczną historią, nocą wrzuca przez okno sakiewkę pełną złotych monet. Od tej pory święty Mikołaj przynosi dzieciom prezenty w nocy z 5 na 6 grudnia.

 

Fresk – Madonna z Dzieciątkiem na tronie, towarzyszą jej San Saba i Sant’Andrea

 

Obok inny fresk przedstawiający Madonnę z Dzieciątkiem na tronie, której towarzyszą San Saba i Sant’Andrea (święty Andrzej – patron Kościoła Wschodniego).

 

San Saba swieci

 

I wreszcie trzeci fresk – na którym widać papieża (prawdopodobnie jest to Grzegorz Wielki) między dwoma świętymi: Sabą i Andrzejem.

 

 

San Saba oltarz glowny

 

W apsydzie między cyborium – XIV wieczne ukrzyżowanie Chrystusa, po jego bokach stoi Matka Boska i święty Jan. Powyżej freski apsydy datowane na 1575 rok: Madonna z Dzieciątkiem na tronie w otoczeniu 12 apostołów, Grzegorza XIII i świętych. Jeszcze wyżej Baranek mistyczny, baranki i na samej górze Chrystus między świętym Sabą i świętym Andrzejem. A w trójkącie ponad absydą – przepiękne zwiastowanie NMP.

 

Dzielnicę San Saba zaprojektował Quadrio Pirani, podobnie jak sąsiadujące z nią Testaccio. Powstała w 1921 roku dla piemonckich urzędników przybyłych wraz ze zjednoczeniem Włoch. Ma bukoliczny charakter. Dominują tu niskie, nie przekraczające czterech pięter kamienice, szerokie wysadzone drzewami ulice, małe wille z ogrodami przeznaczone dla dwóch rodzin ze słonecznymi wnętrzami i obszernymi dziedzińcami. Blisko Term Karakalli. Ulice noszą nazwy znanych artystów: Borrominiego, Palladia czy Gian Lorenzo Berniniego – plac jego imienia na tyłach kościoła to ulubione miejsce spotkań mieszkańców. Przychodzą tu poczytać sobie poranną gazetę na ławeczce czy  poplotkować z sąsiadami.

 

26 maja 2013 tuż przed wieczorną mszą świętą uzbrojony gang napadł na kościół. Rabusie najpierw obezwładnili sekretarkę, potem udali się na piętro, gdzie powiązali trzech jezuitów z Ameryki Południowej, przykładając im pistolet do skroni zrabowali ponad 6 tysięcy euro uzbieranych tego dnia podczas pierwszej komunii i podzielonych w workach na rożne cele (ojcowie co poniedziałek rozdają worki z żywnością najbardziej potrzebującym). Niestety, takie barbarzyńskie napady na kościoły w okresie komunijnym zdarzają się coraz częściej.

 

Basilica di San Saba,

Piazza Gian Lorenzo Bernini, 20

stacja metra B Circo Massimo – położona niedaleko siedziby FAO

(wejście po schodach) od Via di San Saba

dni powszednie 8.00 – 12.00 i 16.00-19.10

dni świąteczne 9.30 – 13.00 16.00-19.30

 

www.sansaba.it

przy Via di San Saba, 11 – Queen Makeda – pierwszy pub stolicy z prawdziwego zdarzenia, duży wybór piw i nieźle karmią. 

 

 

 

28

Przywitaj wiosnę z FAI – 19 i 20 marca 2016

 

FAI (Fondo Ambiente Italiano) to instytucja, która zajmuje się ochroną włoskiego dziedzictwa narodowego, rozumianego jako symbioza natury, sztuki, historii, tradycji. Działają od 1975 roku i od tego czasu udało im się odrestaurować i udostępnić publiczności wiele obiektów kulturalnych, ale również parków czy ogrodów. Co roku na powitanie wiosny przy wsparciu tysięcy wolontariuszy otwierają swe podwoje miejsca wyłączone z ruchu turystycznego, a więc na co dzień niedostępne zwykłym śmiertelnikom. Pracownicy FAI dbają o ich dobór. To niebywała okazja, aby zajrzeć tam, gdzie wzrok nie sięga.

 

Tegoroczna manifestacja odbędzie się 19 i 20 marca.

 

Rzym proponuje następujące obiekty:

 

Willę Zakonu Kawalerów Maltańskich na Awentynie – słynną dziurkę od klucza znają prawie wszyscy. A co się kryje po drugiej stronie? Ogrody, kościół zakonu przebudowany przez genialnego Piranesiego i wspaniałe widoki na Watykan, Zatybrze i Testaccio. Bez wątpienia będzie to atrakcja nr 1.

 

Siedziba Zakonu Kawalerów Maltańskich – Rzym

 

 

Palazzo Boncompagni-Coros

Via del Governo Vecchio, 3, na tyłach Oratorium św. Filipa Neri. 

Grzegorz XIII – papież, który zreformował kalendarz, wywodził się z rodu Boncompagni. Coros – to z kolei bogata rodzina kupców żydowskich, którzy przeszli na katolicyzm i przyjęli to nazwisko. 

Pałac wystrojem przypomina Galerię dei Carracci Palazzo Farnese (siedziba Ambasady Francji).

 

Palazzo Caetani

Via delle Botteghe Oscure, 32

Pałac bogatej rodziny rodem z południowego Lacjum. Do nich należała m.in. Sermoneta i wspaniały ogród Ninfa. Rzymski pałac zaprojektował pierwszy architekt Villi Medici – Nanni di Baccio Bigio. Pałac był salonem towarzyskim Wiecznego Miasta, bywali tu Walter Scott, Franciszek Liszt, Chateaubriand, Gregorovius.

 

Spacer od Forum Trajana do Forum Cezara i Forum Pokoju. 

 

Widok na Kolumnę Trajana

 

Na co dzień fora te można podziwiać jedynie z daleka, choć Forum Cezara jest dostępne od końca kwietnia do końca października po wykupieniu biletu na wieczorny spektakl multimedialny. Rewelacja! Polecam!

 

Juliusz Cezar i jego forum

 

Muzeum Włoskiej Inżynierii Wojskowej

Lungotevere della Vittoria, 31

 

Wstępy do wszystkich obiektów:

sobota 19 marca – 10.00 – 18.00 – wyłącznie dla posiadaczy członków FAI (można się zapisać na ich stronie)

niedziela 20 marca – 10.00 – 18.00 – dla wszystkich z pierwszeństwem wejścia dla członków FAI

 

W przypadku olbrzymich kolejek organizatorzy zastrzegają sobie prawo do ich zamknięcia godzinę przed planowanym zamknięciem. Kto zatem ma ochotę uczestniczyć, powinien pójść jak najwcześniej.

Mój Rzym – magiczny Awentyn

Drodzy Czytelnicy!

Witam po wakacyjnej przerwie. Rzym jeszcze nie odpoczął po letnich żarach. Upały afrykańskie nie odpuszczają. Ale już za chwilę nadejdzie październik – najpiękniejszy rzymski miesiąc. Widok Wiecznego Miasta skąpanego promieniami jesiennego słońca nie ma sobie równych. ,,Mój Rzym” – to nowy cykl na blogu. Rzym widziany oczami czytelników. To Wasze miejsce. Jestem niezmiernie ciekawa, jakie macie wspomnienia z Rzymu. Co Was zaskoczyło, co urzekło, co zniechęciło. A jeśli jeszcze nie byliście, o jakim Rzymie marzycie? Zachęcam do zwierzeń.

 

Cykl rozpoczynam wspomnieniami mojej przyjaciółki Joli. Jola odpoczywała we Włoszech na przełomie czerwca i lipca. Znalazła chwilkę czasu, aby odwiedzić mnie w Rzymie, za co jej niezmiernie dziękuję, bo wypad do Wiecznego Miasta znad Morza Tyrreńskiego z dwójką małych dzieci i w rozpoczynających się właśnie upałach to nie lada wyzwanie :). Dziewczynki spisały się na medal i przeżyły jeden dzień w Rzymie. Pomogły lody, magiczne fontanny, z których można pić wodę i kolorowanie Rzymu na Schodach Hiszpańskich. A także mąż i siostra, którzy zaopiekowali się dziećmi, dzięki czemu drugi dzień miałyśmy tylko dla siebie. Czas na spacer poza utartymi szlakami, plotki i kawusię. Odwiedziłyśmy Awentyn, rzymskie getto, Gallerię Spada z perspektywą Borrominiego, magiczną Via Giulia, oczywiście Campo dei Fiori i cudne mozaiki u św. Praksedy oraz w Bazylice Santa Maria Maggiore. A oto relacja Joli:

 

 

Dwa dni to za mało, żeby dobrze poznać Rzym, ale wystarczająco dużo, żeby zobaczyć najważniejsze miejsca, napić się pysznej, włoskiej kawy i postanowić, żeby znowu tu wrócić 🙂

 

 

Bazylika Santa Maria in Ara Coeli na Kapitolu

 

 

To, co zwraca uwagę od razu to fakt, że na każdym kroku dosłownie „potykasz” się o zabytek. Patrzysz na imponujące Koloseum, na Forum Romanum, na Panteon – jeden z najlepiej zachowanych zabytków starożytnego Rzymu i myślisz: no tak, to Wieczne Miasto…

 

 

Wrażenie robi niezliczona liczba kościołów – pięknych, bogato zdobionych, i pewnie kryjących wiele tajemnic… A w każdym tyle dzieł sztuki, tyle ciekawostek, jak również niespotykane nagromadzenie relikwii… Kilka wymienię:

 

czaszka św. Agnieszki w kościele św. Agnieszki przy Piazza Navona

żłóbek betlejemski w Bazylice Santa Maria Maggiore

część szaty ojca Pio w kościele San Salvatore in Lauro

 

San Salvatore in Lauro

 

Urzekło mnie Wzgórze Awentyńskie z dwoma kościołami: świętego Aleksego i świętej Sabiny. Kto nie pamięta z liceum wiersza o św. Aleksym, siedzącym pod schodami, czyniącym cuda? Otóż te schody (a raczej pewną ich część) można zobaczyć (oczywiście, kolejna relikwia).

 

 

To właśnie w tym miejscu znajduje się „dziurka na Awentynie”, o której mało chyba kto wie. Kto przez nią zerknie, zobaczy Bazylikę św. Piotra. Dziurka znajduje się w bramie siedziby Kawalerów Maltańskich.

 

 

 

Plac Kawalerów Maltańskich

 

 

 

Uroczo wygląda Ogród Pomarańczy, a dodatkową atrakcją jest piękny widok na panoramę Zatybrza. Na wzgórzu panuje spokój, nie ma zbyt dużo turystów. To mała enklawa ciszy i spokoju, o co raczej trudno w Rzymie.

 

 

Jola w Ogrodzie Pomarańczy

 

 

To, co jest przytłaczające w Rzymie, to zbyt duży ruch samochodowo-skuterowy, hałas, chaos i nieustanny pęd. Wszyscy biegną, trąbią, o dziwo – mało jest wypadków. W tym pozornym, ulicznym  chaosie panują jednak jakieś zasady. Dla mnie jednak było to męczące – ciągła uwaga, aby nie zostać stratowanym przez lawinę skuterów. Być kierowcą w Rzymie to wyzwanie 🙂

 

 

 

A co mają Włosi najlepszego? Oczywiście lody i kawę. Różnorodne smaki, nigdzie indziej nie spotykane, a poza tym to są chyba największe lody na świecie. Codzienna porcja lodów obowiązkowo  🙂

 

Kawa również smakowała inaczej. Nowy rodzaj, jaki piłam, to granita al caffè. To napitek idealny na upały, oziębiony, o stałej konsystencji i z bitą śmietaną.

 

Granita al caffè
Granita al caffè – rzymska specjalność – najlepsza w Tazza d’Oro

 

Kolejny rodzaj pysznej kawy – niestety, bardzo kaloryczny – to iced coffee (mrożona kawa) wypity w kultowej Sant’Eustachio Caffè.

 

Z nowości kulinarnych, które polecam, to smażone kwiaty cukinii. Po prostu delicje!

 

Rzym kusi zabytkami, kusi kuchnią, jednak nie polecam uleganiu tej pokusie w lipcu (tak jak my to uczyniliśmy). Za gorąco. Za tłoczno. Następnym razem pojedziemy tam późną jesienią.

 

* Zdjęcia pochodzą z prywatnego archiwum Joli oraz z archiwum Voice of Rome

 

 

  • Kaplica świętego Aleksego
  • Kaplica świętego Aleksego
  • Santi Bonifacio e Alessio - ulubiony kościół nowożeńców
  • Santi Bonifacio e Alessio - sklepienie
  • Studnia z domu Aleksego
  • Studnia z domu Aleksego

Święty Aleksy z Awentynu

Mówią, że 17 zawładnęła jego życiem: 17 lat spędzonych w Edessie, 17 lat w domu ojca w przebraniu żebraka i 17 lipca – dzień jego śmierci. Święty Aleksy – bogacz z Awentynu, który został żebrakiem na własne życzenie. Szaleniec czy człowiek wielkiej wiary? 

 

Kościół świętego Bonifacego i świętego Aleksego na Awentynie

 

Najpiękniejsze są poranki, kiedy puste wnętrze świątyni wypełniają śpiewy wschodnie – wszak pierwszy patron to święty Bonifacy, szczególnie czczony na Wschodzie. Nie ma tu średniowiecza pobliskiej świętej Sabiny, choć początki kościoła sięgają V wieku. Jedynie romańska dzwonnica przywołuje dawne czasy. Jest za to barok, ale bardzo dyskretny. Dużo światła i ten przepiękny niebieski, który tak bardzo uspokaja.

 

To jeden z ulubionych kościołów nowożeńców – właściwie dekoracje ślubne nie znikają, choć ślub Aleksego do szczęśliwych nie należał. Okazuje się, że uciekający pan młody to nie specjalność naszych czasów. Aleksy – syn bogatego senatora rzymskiego Eufemiana zostawił swoją dopiero co poślubioną wybrankę o wdzięcznym imieniu Adriatica już w noc poślubną, nawet nie skonsumowawszy małżeństwa, mało tego, nakłonił i ją do życia w czystości. A sam uciekł do Edessy w Syrii (dzisiejsza Sanliurfa w Turcji), gdzie spędził 17 lat, żebrząc, a co zarobił, rozdawał biedakom. 

 

 

Edessa zrobiła się jednak zbyt ciasna dla niego i kiedy poszukując nowego miejsca pokuty wsiadł na okręt, burza przywiała go do wybrzeży Ostii. Odczytał to jako znak i w przebraniu nędzarza udał się do ojcowskiego domu, gdzie nie rozpoznany przez najbliższych, żył pod schodami przez kolejne 17 lat.

 

 

Kaplica świętego Aleksego

 

Kiedy poczuł, że zbliża się jego koniec, poprosił o kawałek papieru, na którym wyjawił swoją tożsamość. W momencie jego śmierci rozległy się dzwony w całym Rzymie. Odnaleziono ciało Aleksego ze zwojem papieru w ręce, lecz tylko papież był w stanie odczytać pozostawioną wiadomość. Tak oto i ojciec, i cały Rzym odkrył heroiczną drogę Aleksego. Tyle legendy, a sam Aleksy szybko stał się świętym, bo kościół potrzebował takich przykładów świętości jeszcze za życia. Wszak Aleksy to z greckiego: protektor, obrońca.

 

Pochowano go w tym samym kościele w V wieku, w przybliżeniu między 401-17 rokiem. Ale relikwie zostały przeniesione do ołtarza głównego dopiero w 1217 roku za papieża Honoriusza III z rodu Savellich (którzy posiadali ogromną fortecę na wzgórzu awentyńskim), gdzie już dużo wcześniej spoczęły relikwie świętego Bonifacego. To dzięki jego kultowi legenda o świętym Aleksym – słudze Bożym rozpowszechniła się na Wschodzie, szczególnie w Syrii, by ostatecznie przyjąć zachodni kształt, m.in. w ‘Złotej legendzie’ Jakuba de Voragine. W 986 roku dodano wezwanie świętego Aleksego. Warto dodać, że biskup praski Adalbertus – święty Wojciech pomieszkiwał tutaj, bo kościół powierzono benedyktynom. Dziś świątynią opiekują się ojcowie Somascy – opiekunowie sierot i ubogich. 

 

SS. Bonifacio e Alessio – ołtarz główny – relikwie obu świętych

 

 

Z dawnego kościoła prawie nic się nie zachowało, ale z domu Aleksego znajdującego się obok już tak.  Po lewej stronie od wejścia mieści się najbardziej okazała kaplica dedykowana świętemu Aleksemu

 

 

kryształowej gablocie można obejrzeć kilka schodów, pod którymi żebrał Aleksy. Poniżej  umierający Aleksy w pielgrzymim ubraniu. Bardzo elegancka ta kaplica, zachowuje równowagę pomiędzy złotem, niebem i aniołami ze stiuku, które schodzą po duszę Aleksego. Wykonał ją Andrea Bergondi – kontynuator szkoły Berniniego, co widać chociażby w samym przedstawieniu Aleksego, przypomina nieco Ludovikę Albertoni Berniniego z kościoła San Francesco a Ripa na Zatybrzu.

 

 

 

A niedaleko kaplicy studnia z domu ojcowego. Makietę całego kompleksu można zobaczyć tuż za ołtarzem głównym.

 

 

SS. Bonifacio e Alessio – makieta kościoła – w środku widoczna studnia

 

 

Jest jeszcze jedno miejsce otaczane w tej bazylice szczególnym kultem.

 

Madonna di Sant’ Alessio foto © beniculturali

 

 

To Madonna świętego Aleksego – bizantyjska ikona datowana na XIII wiek, ciekawa, bo Madonna nie ma Dzieciątka na ręku, ma nieco pochylony biust, tak jakby dźwigała jakiś ciężar, z ręką uniesioną w geście nadziei udzielanej tym, którzy szukają jej wstawiennictwa. Tę ikonę cudami słynącą czci się już od V wieku w Konstantynopolu (dzisiejszym Stambule) w kościele Chalkoprateia – w dzielnicy wytwórców miedzi. Historycy sztuki nazywają ten typ ikony Haghiosoritissa (czyli święta szkatułka), od nazwy szkatułki, w której jest przechowywany pasek Maryi w tej samej świątyni.

 

Kaplica z ikoną zwaną Madonną świętego Aleksego

 

 

Bazylika świętych: Bonifacego i Aleksego na Awentynie

Piazza Sant’Alessio, 23

Dojazd metrem B – przystanek Circo Massimo

otwarta 9-12 16-18

 

 

 

  • Roseto Awentyn
  • Roseto Awentyn

Róża niejedno ma imię – ogród różany na Awentynie

posted in: Osobliwości rzymskie | 8

Nie byłoby tego miejsca, gdyby nie pasja i upór Mary Gayley Senni. Ta dzielna Amerykanka z pochodzenia, a Włoszka z wyboru podarowała Wiecznemu Miastu jedno z najbardziej romantycznych miejsc – przepiękny ogród różany, początkowo na wzgórzu Oppio, po wojnie przeniesiony na zbocza Awentynu.

 

Ogród różany Awentyn

 

Mary Gayley urodziła się w zamożnej rodzinie w Pensylwanii, w 1884 roku, ale całe młode życie spędziła w Nowym Jorku, gdzie jej ojciec James dorobił się majątku na handlu i produkcji stali. Rodzinie wiodło się znakomicie, podróżowali po świecie. Tak oto 20-letnia Mary w 1904 roku po raz pierwszy przybyła do Rzymu. Oszołomiło ją nie tylko piękno Wiecznego Miasta, ale i pewien młodzieniec, hrabia Giulio Senni z bogatego toskańskiego rodu, którego wuj miał posiadłość w Grottaferrata niedaleko Rzymu. Na efekty nie trzeba było długo czekać, bo już w 1907 roku młodzi wzięli ślub w Nowym Jorku, a po wystawnym przyjęciu, o którym długo rozpisywały się nowojorskie gazety, wsiedli na parowiec i odpłynęli do Europy. Zamieszkali w Grottaferracie, Mary przyjęła tytuł hrabiny i nazwisko męża, ale nie to było dla niej najważniejsze. 

 

Mary Gayley Senni © Francesca Senni

 

W tym samym roku odwiedziła Paryż i ogrody Bagatelles niedaleko Lasku Bulońskiego. Tam zupełnie niedawno, bo w 1905 roku otwarto pierwszy na świecie publiczny ogród różany, choć sam ogród założyła Maria Antonina wraz ze swym kochankiem księciem d’Artois na krótko przed rewolucją francuską. W 1907 roku zorganizowano tu pierwszy międzynarodowy konkurs dla hodowców róż. To tu narodziła się wielka miłość Mary do ogrodnictwa, w szczególności do róż i irysów. Od tej pory marzyła o podobnym ogrodzie różanym w Rzymie, ale póki co eksperymentowała w swoim przydomowym ogrodzie. Pierwsza okazja by spełnić marzenie nadarzyła się w 1924 roku. Mary podarowała Rzymowi dwie róże z własnej hodowli. Zarząd ogrodów miejskich posadził je jednak w miejscu najmniej odpowiednim dla róż, na wzgórzu Pincio, gdzie marniały. Mary, rozwścieczona ignorancją urzędników, kazała zwrócić jej kwiaty. Wprawdzie nie pozbyła się marzeń o publicznym rosarium, ale więcej czasu poświęcała wymyślaniu nowych gatunków róż i pisaniu specjalistycznych artykułów dla pracy amerykańskiej. Nowymi różami obdarowała m.in. papieskie ogrody w Castel Gandolfo, rosną tam do dziś.

 

 

W końcu głównym zarządcą miasta został książę Francesco Boncompagni Ludovisi, który znalazł godną oprawę dla róż Mary, na wzgórzu Oppio, naprzeciwko Koloseum, w sąsiedztwie pozostałości Złotego Domu Nerona. W 1932 roku otworzyli tam pierwszy publiczny ogród różany z ponad 300 sadzonkami róż. Rok później Mary zainicjowała pierwszy międzynarodowy konkurs dla hodowców róż Premio Roma, który ważnością ustępował jedynie temu paryskiemu. Hrabina Senni była rzecz jasna jedną z jurorek.

 

 

Złoty Dom Nerona

 

Ale radość nie trwała długo, wybuchła II wojna światowa. Ogród został zdewastowany, ludzie z głodu sadzili warzywa na każdym skrawku ziemi. Sama Mary doświadczyła wojennej zawieruchy. W jej willi w Grottaferracie biwakowali najpierw Niemcy, potem wojska amerykańskie. Z pięknych trawników pozostało tylko wspomnienie, zniszczono jej kwiaty, drzewa, w tym pigwy, klony kanadyjskie, wiśnie japońskie. Ogrody zostały usłane kośćmi i skórą zabijanych zwierząt. Mało tego, zaginął jej drugi syn, pilot (miała siedmioro dzieci). Po wojnie podjęła decyzję o budowie nowego domu i ogrodu, nowej Villi Senni. Szukała również dobrego miejsca na nowy ogród publiczny, bo powrót na Oppio był niemożliwy. Nowy dyrektor rzymskich ogrodów Elvezio Ricci znalazł teren na zboczach Awentynu, porośnięty chwastami i nieużytkowany od lat. Szczęśliwe miejsce, a w dodatku w starożytności wznosiło się tu sanktuarium Flory – rzymskiej bogini kwiatów i wiosny, którą czczono co roku pod koniec kwietnia podczas Floraliów.

 

Roseto tablica

 

 

Ziemie te należały do rzymskiej gminy żydowskiej, w latach 1645 – 1934 był tu cmentarz żydowski, choć Żydów grzebano tu tylko do 1895 roku. Potem rozpoczęto pochówki na Cmentarzu Verano, bo do 1870 roku papieże nie wyrażali zgody, a sam cmentarz na Awentynie pogardliwie nazywali ortaccio, gorzej niż ogród warzywny. Ale stare nagrobki pozostały i kiedy w 1934 roku zbudowano Via di Valle Murcia, przecinającą cmentarz na dwie części, rozpoczęto przenoszenie grobów żydowskich na Verano. Gmina żydowska zaakceptowała propozycję miasta, ale zażądała, aby ogrody zostały zaprojektowane w kształcie menory – siedmioramiennego żydowskiego świecznika, a przy wejściach do obu części ogrodu umieszczono kamienne tablice Mojżeszowe w jidisz.

 

Roseto tablica mojzeszowa 

 

Ogród różany ruszył już w 1951 roku. Został podzielony na dwie części. Na obszerniejszej, na wzgórzu, otwieranej symbolicznie, 21 kwietnia, w dniu urodzin Rzymu, rosną róże z całego świata:  od Dalekiego Wschodu, poprzez Nowa Zelandię, RPA, obie Ameryki na starym kontynencie skończywszy. Od gatunków róż uprawianych w starożytności po współczesne odmiany.

 

 

 

Z lotu ptaka doskonale widać kształt obu części ogrodu: i aleje w formie świecznika, i owalne centrum w drugiej części ogrodu.

 

Ogród różany z lotu ptaka

 

A druga część ogrodu, położona po drugiej stronie ulicy gości wyłącznie uczestniczki i zwyciężczynie konkursu Premio Roma (te ostatnie są prezentowane w owalu widocznym na poprzednim zdjęciu). Konkurs odbywa się tradycyjnie w trzecią niedzielę maja i dopiero potem ta część ogrodu jest udostępniana publiczności.

 

To nie ogród Małego Księcia, tu każda z róż czuje się królową. Ma swoje imię, rok uczestniczenia w konkursie, kraj pochodzenia.

 

Cały świat spotkał się w jednym ogrodzie, także róże z Polski.

 

Kolory, zapachy godne królowej kwiatów.

 

A sama Mary przez wiele lat była członkiem jury i dobrą duszą całego przedsięwzięcia. Nie odmawiała porad żadnemu z hodowców, chętnie dzieliła się wiedzą i doświadczeniem i cieszyła się jak dziecko, widząc co roku nowe gatunki. Oprócz róż eksperymentowała z irysami. Hodowała je na toskańskich wzgórzach, po czym przesadzała do własnego, domowego ogrodu. A we Florencji wraz z innymi pasjonatkami założyła nowy ogród, tym razem królestwo irysów.

 

 Mary Gayley Senni marła w 1971 roku. Została pochowana wraz z mężem Giulio na rzymskim cmentarzu Prima Porta przy Via Flaminia.

 

Roseto Comunale

Via di Valle Murcia, 6

W 2016 roku otwarty codziennie od 21 kwietnia do 19 czerwca (nieczynny jedynie 21 maja, kiedy to odbywa się finał konkursu Premio Roma) od 8.30 do 19.30

dojazd metrem B, stacja Circo Massimo

 

 

  • Kościół św. Bartłomieja na Wyspie Tybrowej
  • Studzienka wewnątrz kościoła św. Bartłomieja z wizerunkiem św. Wojciecha
  • Kaplica św. Wojciecha
  • Relikwiarz św. Wojciecha - kaplica w kościele św. Bartłomieja
  • San Giorgio in Velabro

Wojciech i Jerzy – ich ślady w Rzymie

 Wojciech i Jerzy – dwa popularne imiona w Polsce, święci dość odlegli w czasie, inne zawody: jeden duchowny, drugi wojownik, ale podobna męczeńska śmierć w tym samym dniu, 23 kwietnia. Wojciecha zamordowali toporem i włóczniami pogańscy Prusowie, kiedy próbował nawracać ich na chrześcijaństwo, Jerzy został ścięty mieczem z polecenia cesarza Dioklecjana, kiedy zaczął publicznie krytykować prześladowania chrześcijan. W Rzymie kościoły przechowujące pamięć o nich, znajdują się stosunkowo blisko siebie.

 

Zaczniemy od Wojciecha, bo to patron Polski i apostoł Słowian.

 

Spokojny kościółek św. Bartłomieja pośrodku Wyspy Tybrowej (l’Isola Tiberina). W porze obiadowej na stopniach obelisku młodzi ludzie posilają się kanapkami na wolnym powietrzu (czego nie mogą robić np. na Schodach Hiszpańskich, bo grozi to grzywną). Zbudowany na miejscu dawnej świątyni Eskulapa – opiekuna medycyny. Wierzono, że woda wydobywająca się ze źródła – ma leczniczą moc, zamknięto je dopiero w średniowieczu, bo woda zamiast uzdrawiać ludzi, uśmiercała ich (została zakażona). Na jednej ze ścian studzienki (pokrywającej dawne źródełko), znajdującej się u stóp ołtarza głównego, widzimy postać Wojciecha z pastorałem, jego surową, pełną niezadowolenia twarz. To prawdopodobnie najstarsze przedstawienie świętego (choć nie do końca wiadomo czy to św. Wojciech czy może św. Paulin z Noli, którego ciało sprzedano cesarzowi Ottonowi mówiąc, że jest to ciało świętego Bartłomieja). Co go łączyło z Rzymem? 

 

 

Adalbert – pod takim imieniem św. Wojciech jest znany w historii Kościoła, imieniem przyjętym podczas bierzmowania z rąk biskupa Adalberta w Moguncji, gdzie kształcił się do stanu duchownego. A więc hołd oddany swojemu mistrzowi. Biskup Pragi od 983 roku, pierwszy Czech z pochodzenia. Wszedł do miasta boso, ku zgorszeniu miejscowego duchowieństwa, pławiącego się w luksusach. Bo Wojciech, choć arystokratycznego pochodzenia, był skromny, pomagał biedakom, odwiedzał więźniów, słowem daleko mu było do powszechnej rozpusty, jaka panowała w jego biskupstwie. Sodoma i gomora, wielożeństwo, cudzołóstwo i zbytek – niełatwo pracować w takim otoczeniu. Wytrzymał 5 lat. Potem poprosił papieża Jana XV o zwolnienie go z obowiązków biskupich i przyjechał do Rzymu, gdzie po odwiedzeniu opactwa na Monte Cassino i opactwa św. Nila w Grottaferrata (w pobliżu Rzymu) ostatecznie wstąpił do klasztoru benedyktynów na Awentynie (dzisiejszy kościół św. Bonifacego i Aleksego, ten, w którym znajdują się schody św. Aleksego – znamy go ze szkoły średniej – z ‘Legendy o św. Aleksym’). Przebywał tam trzy lata (989-992). 

 

 

Ale w Pradze znów zawrzało i papież nakazał mu powrót do swojego biskupstwa. Adalbert wrócił i założył opactwo benedyktyńskie w Brzewnowie pod Pragą. Niedługo nacieszył się tym pobytem, bo oto w 995 roku na zamku należącym do rodziny Werszowców jedna z mężatek dopuściła się cudzołóstwa. Kiedy to odkryto, musiała uciekać z Pragi i to Wojciech udzielił jej schronienia. Rozwścieczona rodzina nie tylko odnalazła kobietę, wywlokła ją z pomieszczeń zakonnych i zamordowała na oczach wszystkich. Zemściła się również na Wojciechu, mordując członków jego rodziny i paląc rodzinne włości. Wojciech musiał uciekać, chcąc ratować swoje życie. Z pomocą przyszli mu współbracia z Awentynu. Ale to było tylko tymczasowe lokum, bo jego powrót do Pragi był niemożliwy, a w Rzymie też nie mógł pozostać, bo biskup Moguncji uznał go za zbiega. Wojciech pojechał więc do Moguncji i tam oczekiwał ostatecznej decyzji, w międzyczasie podróżując po Europie, tylko cesarz mógł go zmusić do powrotu, a ten miał inne problemy na głowie. Decyzja przyszła w 996 roku. Czesi, a precyzyjniej duchowieństwo niemieckie w Pradze odmówiło jego powrotu. Wojciech zaczął wtedy opowiadać cesarzowi Ottonowi III o swoich planach chrystianizacji pogan. Nie tylko otrzymał cesarską zgodę, ale też zaprzyjaźnił się z Ottonem III. W 996 roku pojechał więc do Polski, do księcia Chrobrego. A stamtąd wyruszył na Prusy z misją nawracania pogan na chrześcijaństwo.

 

 

 

Pomimo ochrony przydzielonej mu przez Chrobrego, Wojciech zginął z rąk Prusów w Świętym Gaju, 23 kwietnia 997 roku. Jeden z pogan uderzył go wiosłem, inni przebili włóczniami, a jeszcze inny odrąbał głowę toporem (stąd wiosło i włócznie są częstym atrybutem świętego, widoczne również na relikwiarzu). Głowę biskupa nadziano na pal, czyste barbarzyństwo. Zaczął się handel ciałem zamordowanego. Chrobry zapłacił fortunę za głowę i ciało świętego. 

 

Dzięki staraniom cesarza Ottona III Wojciech zostaje kanonizowany dwa lata po śmierci, w 999 roku przez papieża Sylwestra II. Chce wybudować kościół dedykowany przyjacielowi, ale nie ma w nim żadnych relikwii. Jedzie więc w 1000 roku do Chrobrego w nadziei, że przywiezie ciało przyjaciela. Chrobry nie chce jednak wydać ciała. W zamian ofiaruje cesarzowi ramię świętego, którego część trafia do Akwizgranu, a część do Rzymu – dwóch najważniejszych wówczas metropolii chrześcijańskich. Ramię spoczęło w relikwiarzu w kościele dedykowanym Adalbertowi. Kiedy w 1180 roku sprowadzono tu ciało św. Bartłomieja, ówczesny papież Aleksander III zmienił wezwanie kościoła, dedykując go tylko Bartłomiejowi.

 

 

Fragment ramienia św. Wojciecha przechowywano w Rzymie aż do 1928 roku. Relikwia powróciła do Gniezna na prośbę prymasa Hlonda po tym, jak skradziono w 1923 roku czaszkę świętego. Czy ciało świętego spoczywa w Pradze czy w Gnieźnie – nawet historycy są podzieleni, po tym jak Czesi złupili Gniezno w 1038 roku. Czaszka się odnalazła około 1127 roku, a ciało? Wiele pytań, brak stuprocentowej pewności, gdzie jest. A tymczasem w centrum rzymskiej kaplicy dedykowanej świętemu (po lewej stronie ołtarza głównego) możemy podziwiać Wniebowstąpienie Najświętszej Marii Panny, któremu przyglądają się św. Wojciech i św. Paulin z Noli. Na ołtarzu ikona z wizerunkiem św. Wojciecha – podarowana Janowi Pawłowi II przez Gniezno, a pod ołtarzem już pusty relikwiarz. Polacy rzadko tu zaglądają, a szkoda.

 

 

Ikona z wizerunkiem św. Wojciecha – dar Gniezna

 

 

Jerzy nie miał tak bogatego życiorysu. Urodził się i zginął w Kapadocji (dzisiejsza Turcja). Był żołnierzem w służbie cesarskiej tak jak jego ojciec i musiał mordować chrześcijan, choć wcale tego nie popierał. Kiedy ośmielił się publicznie skrytykować cesarza Dioklecjana, zapłacił za to głową. Został ścięty mieczem 23 kwietnia około 303 – 305 roku. Dokładny rok nie jest znany. Jest pochowany w miejscowości Lod koło Tel Awiwu (starożytna Lydda –  jego mama była Żydówką), ale głowa pozostała w Kapadocji, bo właśnie stamtąd sprowadził ją w VIII wieku do Rzymu papież Zachariasz, Grek z pochodzenia (pontyfikat w latach 741-752). Spoczęła w kościele San Giorgio in Velabro, obok Łuku Janusa i Piazza della Bocca della Verità. Velabrum to bagno, od Forum Romanum aż po Tyber rozciągała się Dolina Bagna – la Valle del Velabro, na miejscu tego kościoła według tradycji legendarna wilczyca znalazła kosz z bliźniętami Romulusem i Remusem). Cenną relikwię okryto złotym welonem – velarum – niektórzy w ten sposób interpretują wezwanie kościoła. Znajduje się ona w ołtarzu głównym wraz z mieczem świętego i fragmentem jego ubrania.

 

 

W apsydzie  fresk autorstwa Pietro Cavalliniego (1295) przedstawiający Chrystusa błogosławiącego światu: po lewej stronie patrząc na fresk Matka Boska i św. Jerzy na białym koniu, po prawej i św. Piotr i św. Sebastian. 

 

Święty Jerzy jest patronem Anglii, jest również czczony w Kościołach Wschodnich. Polski kościół obchodzi jego święto dzień później, 24 kwietnia, ustępując pierwszeństwa św. Wojciechowi.

 

Miejsce spokojne, może nawet za bardzo, dlatego Cosa Nostra wybrała je sobie na miejsce zamachu. 28 lipca 1993 roku, tuż po północy wybuchła bomba, 100 kilogramów ładunku umieszczonego w samochodzie w pobliżu świątyni zniszczyło portyk kościoła,  XII-wieczna dzwonnica na szczęście ocalała.

 

A Wojciechom, Wojtkom i Wojtusiom oraz Jerzym, Jurkom i Jurusiom składamy najlepsze życzenia imieninowe.

  • Motywy geometryczne

Święta Sabina – perła Awentynu

Ukryta pomiędzy drzewkami pomarańczowymi a cyprysami, na najbardziej magicznym wzgórzu rzymskim. Święta Sabina – perła Awentynu. Urzeka swoją prostotą i wyrafinowaniem. I ciszą, jaką trudno odnaleźć w zgiełku Wiecznego Miasta. To tu od VII wieku papieże celebrują obrzęd posypania głów popiołem podczas Środy Popielcowej. To tu święty Dominik znalazł swój rzymski azyl po licznych europejskich podróżach.

 

Święta Sabina – atrium

 

Świętą Sabinę odwiedziłam już kilka razy, lecz nigdy nie widziałam jej tak pięknej, skąpanej promieniami porannego słońca, wdzierającego się przez ciepłe, alabastrowe okna. Jeden z dominikanów dopiero co otworzył bramy bazyliki. Z daleka dobiegały głosy dzieci odprowadzanych do szkoły, a wewnątrz bazyliki powitała mnie cisza, przejmująca cisza. Byłam sama. I pomyślałam sobie, że św. Dominik musiał się tu dobrze czuć. Zieleń, spokój, nieziemski widok ze wzgórza na Wieczne Miasto. Miał czas na przemyślenia i spisanie reguł dominikańskich.

 

Święta Sabina – wnętrze

 

Bazylika świętej Sabiny na Awentynie to najważniejszy kościół dominikański na świecie, główna siedziba jednego z najbardziej intelektualnych zgromadzeń zakonnych w historii Kościoła.

 

Wnętrze świętej Sabiny

 

Ale zanim przybył tu św. Dominik, ziemia ta należała do Sabiny, bogatej patrycjuszki rzymskiej i jej męża Walentego, albowiem Awentyn od czasów cesarskich zamieszkiwała arystokracja rzymska. Sabina została ścięta w latach 20-tych II wieku, po tym jak nakryto ją w katakumbach wraz ze swoją chrześcijańską niewolnicą. W bazylice można zobaczyć fragment kolumny i schodów pochodzących z jej domu. Kościół czci świętą Sabinę 29 sierpnia.

 

Kolumna z domu Sabiny
Kolumna z domu Sabiny

 

 

 

Kiedy chrześcijaństwo zostało uznane oficjalnie, tu na ruinach domu świętej Sabiny Piotr z Illyrii (dzisiejszej Chorwacji) ufundował kościół. Bazylikę budowano w l. 422 – 432, ukończono w 435 roku za panowania Sykstusa III. 

 

 

Była jedną z najważniejszych bazylik wczesnochrześcijańskich, jedną z nielicznych, która posiadała chrzcielnicę, a więc odbywały się tu ceremonie chrztu. Z oryginalnej bazyliki pozostało niewiele: 24 kolumny prawdopodobnie z antycznej świątyni Junony Królowej lub Diany, wspaniałe drzwi z cedru bądź cyprysu oraz motywy geometryczne ponad kolumnami nawy głównej przypominające kielichy lub zamglone lustra. Oryginalna jest również mozaika ponad głównymi drzwiami kościoła. Dwie matrony uosabiają Pismo Święte: ta po prawej stronie Nowy Testament (kojarzona także ze św. Pawłem z Tarsu i kościołem chrześcijańskim), ta po lewej Stary Testament (kojarzona ze św. Piotrem i kościołem żydowskim). Inskrypcja wspomina fundatora kościoła oraz sobór w Efezie, na którym najkrócej mówiąc uznano, że Maryja jest Bożą Rodzicielką.

 

Inskrypcja z V wieku
Inskrypcja z V wieku

 

Drewniane drzwi to majstersztyk. Nie do końca wiadomo, czy są wykonane z cedru czy z cyprysu, choć wiele przemawia za cedrem, który podobno jest tak mocny jak metal. Z 28 paneli ze scenami staro-  i nowotestamentowymi przetrwało 18, w tym najstarsze w ikonografii przedstawienie ukrzyżowanego Chrystusa, jeszcze bez znajomości perspektywy, ale wcześniej Kościół w ogóle nie pozwalał przedstawiać sceny ukrzyżowania. To pierwszy kwadrat w lewym górnym rogu.

 

Ukrzyżowanie Chrystusa – pierwsze w historii ikonografii

 

 

Na którymś z paneli jest również głowa Napoleona zamiast tonącego faraona w scenie przejścia Żydów przez Morze Czerwone, pamiątka po okupacji Rzymu przez wojska francuskie. Mówią, że artysta, który restaurował ten panel w 1836 roku nienawidził Napoleona i to była jego mała zemsta. choć Napoleon zmarł 15 lat wcześniej.

 

Drewniane drzwi z V wieku

 

 

Papież Grzegorz Wielki po raz pierwszy odprawiał tu liturgię Środy Popielcowej (w VII wieku). Uroczysta procesja pokutna podążała aż z kościoła świętej Anastazji na Palatynie. Tradycję rozpoczęcia Wielkiego Postu właśnie u świętej Sabiny kontynuowano przez wieki, choć z małymi przerwami. Wróciła na dobre za pontyfikatu Jana XXIII. Papież Franciszek też tu przybędzie dzisiaj, 18 lutego.

 

 

 

 

Ale tak naprawdę święta Sabina oddycha św. Dominikiem. Jest tu obecny na każdym kroku, we wspomnieniach: tych realnych i legendarnych.

 

 

św. Dominik
św. Dominik

 

Papież Honoriusz III w 1216 roku wydaje zgodę na założenie zakonu dominikanów, a w 1221 roku przekazuje Dominikowi di Guzman Bazylikę świętej Sabiny. Dominik przebywa w bazylice zaledwie sześć miesięcy (wcześniej dominikanie mieszkali w klasztorze San Sisto Vecchio, a po ich wyprowadzce stamtąd przekazał ten klasztor pierwszemu żeńskiemu zgromadzeniu dominikanek). Potem wyjeżdża do Bolonii i tam umiera, w tym samym roku. Bardzo szybko, bo już w 1234 roku zostaje kanonizowany.

 

św. Dominik
św. Dominik

 

 

Ale te rzymskie miesiące są bardzo płodne. Dominik sadzi drzewko pomarańczowe w klasztornym ogrodzie, według tradycji pierwsze na ziemi włoskiej. To druga ‘słynna dziurka’ na Awentynie zlokalizowana w murze naprzeciwko drewnianych drzwi. Zakonnicy chętnie opowiadają, jak święta Katarzyna ze Sieny ugotowała marmoladę z 5 pierwszych pomarańczy z drzewka dominikowego i wysłała ją papieżom przebywającym w niewoli awiniońskiej, kusząc ich do powrotu. To pomarańcza słodka, jadalna, w odróżnieniu od  Ogrodu Pomarańczy pełnego gorzkich pomarańczy. A drzewko pomarańczowe oglądane przez dziurkę wyrosło ze szczepki pochodzącej z pierwszego drzewka Dominika. Uschnięty pień wciąż wypuszcza nowe pędy, dając życie nowym drzewkom (drzewko pomarańczowe średnio rośnie około 60 lat). I tak już od kilku wieków ozdabiają klasztorny wirydarz. 

 

 

Pozostałości po drzewku pomarańczowym zasadzonym przez św. Dominika

 

 

Dominik modlił się gorliwie za grzeszników rozciągnięty na kamiennej płycie posadzki bazyliki. Raz nawet zirytował Szatana, który próbował go zabić, celując w niego kamieniem. Nie udało się. Pozostały jednak rysy na posadzce. W rzeczywistości są to uszkodzenia po restauracji kościoła w XVI wieku, powstałe podczas przesuwania grobów męczenników. A czarny, bazaltowy kamień z trzema dziurami to prawdopodobnie odważnik antycznej wagi odnaleziony w podziemiach (znajduje się w rogu, po lewej stronie głównych drzwi, tuż obok wizerunku św. Dominika).

 

 

 

Jest i polski akcent w przedsionku kościoła, obok słynnych drewnianych drzwi: tablica poświęcona Jackowi Odrowążowi, który w tym klasztorze odebrał habit z rąk samego Dominika.

 

Tablica poświęcona Jackowi Odrowążowi

 

 

A w samym centrum bazyliki zwraca uwagę płyta nagrobna generała dominikanów:  to Munoz de Zamora, zmarły w 1300 roku. 

 

Generał dominikanów – Munoz de Zamora

 

 

Całość dekoracji dopełnia apsyda z XVI-wiecznym freskiem autorstwa Taddeo Zuccari. Fresk odwzorowuje pierwotną mozaikę z V wieku: Chrystusa wśród apostołów i świętych: u jego stóp baranki symbolizują Jerozolimę i Betlejem – typowy motyw sztuki wczesnochrześcijańskiej.

 

Apsyda bazyliki

 

 

 

I przepiękna Schola cantorum odnowiona w XX wieku – miejsce, które służyło śpiewakom podczas codziennych modlitw.

 

Schola cantorum
Schola cantorum

 

Bazylika świętej Sabiny na Awentynie 

Piazza Pietro d’Illiria, 1

otwarta zwykle: 8.15 – 12.30/15.30-18.00 (uwaga: godziny otwarcia mogą ulec zmianie)

Można też zwiedzać muzeum klasztorne i celę św. Dominika po wcześniejszym, telefonicznym zgłoszeniu tel: +39 327 975 8869