To był piękny, sobotni poranek. 27 września 2014. Zmęczeni kilkugodzinnym poszukiwaniem kasku po całym Rzymie, wylądowaliśmy w końcu w sklepie motoryzacyjnym przy Via Appia Nuova. Kasku oczywiście nie znaleźliśmy, ale spacerując, zobaczyłam TOOOO! Tort z cukierni Napoleoni. Jestem ciekawskim łasuchem, czy mogłabym odpuścić taką okazję, tym bardziej, że sprzedają na porcje. Nie wiem, jak to wygląda w innych włoskich zakątkach, ale w Rzymie o to trudno, za wyjątkiem doskonałej, ale bardzo drogiej cukierni austriackiej w getcie. Na rzymskich stołach zwykle dominują pasticcini mignon, czyli pojedyncze ciasteczka, kupowane na wagę. Są smaczne, różnorodne, z kremami, z owocami, ale mnie nie satysfakcjonują i od czasu do czasu marzę o porządnym kawałku polskiego ciasta. I powiem nieskromnie – jedynie Austriacy są w stanie konkurować z naszymi wyrobami cukierniczymi!

 

 

Tort Napoleoni

 

Już po pierwszym kęsie poczułam dreszcze, prawie jak Aureliano Buendia ze ‘Stu lat samotności’ Marqueza, kiedy po raz pierwszy dotknął lodu. Odnalazłam ‘polskość’ w objęciach śródziemnomorskich. Pocałunek Północy i Południa – aksamitny krem budyniowy, poziomki  – przecież to rarytas w Rzymie, soczyste brzoskwinie, smakowitą czekoladę, a na koniec sycylijskie pistacje. Rzeczywiście, tym razem reklama nie kłamie – zaskakująca harmonia smaków!

 

Cukiernię Napoleoni założył Ugo Cavalieri i jego żona Maria Napoleoni, którzy w 1957 roku przeprowadzili się do Rzymu z pobliskiego Genzano. Mają również duży wybór ciast dla osób na diecie bezglutenowej. Znajduje się przy Via Appia Nuova, 592 – blisko stacji metra Colli Albani – linia A i w pobliżu wejścia do Valle della Caffarella, będącej częścią Parco Regionale Appia Antica.

 

Cukiernia Napoleoni

 

A wracając do toru – porcja wygląda niewinnie (€3.5), ale to bomba kaloryczna, jest sycąca i w zupełności zaspokoi nawet dwie osoby. Można go wykonać w domu, bo dla Polek to żadne wyzwanie, a każda z Pań z pewnością ma swoje wypróbowane przepisy. Liczy się pomysł.

Wystarczy sporej wielkości biszkopt (tak, aby dało się go pokroić na trzy części. Oddzielnie gotujemy krem budyniowy, który później dzielimy na połowę. Do jednej części dodajemy pokrojone poziomki i brzoskwinie (mogą być z puszki). Do drugiej około 150 gr rozpuszczonej czekolady.

Pierwszy krążek ciasta nasączamy sokiem z ananasu (sokiem musimy nasączyć wszystkie warstwy). Nakładamy warstwę kremu budyniowego z owocami, potem kolejny krążek biszkoptu nasączony ananasem. Następnie warstwę kremu czekoladowego i ostatni krążek biszkoptu nasączamy ananasem. 

Całość dekorujemy ubitą śmietaną kremówką (ok 500 ml) i posypujemy posiekanymi pistacjami. Chłodzimy przez noc.

W wersji bardzo kreatywnej poziomki można zastąpić malinami, a – moim zdaniem – będzie jeszcze ciekawszy smak. Jak brakuje pistacji, są orzechy.