Gdzie wino płynęło strumieniami …

posted in: Osobliwości rzymskie, Zatybrze | 0

Hulaj dusza piekła nie ma – chciałoby się zakrzyknąć, spoglądając na tę piękną fontannę Pietra Lombardiego z 1927 roku. Fontanna Beczki doskonale oddaje klimat Zatybrza – dzielnicy pełnej gospód, w której od wieków kwitł handel winem, a i samo wino lało się strumieniami.

 

Fontanna Beczki

 

 

Takimi baryłkami transportowano dawniej wino z pobliskich castelli romani – podrzymskich miasteczek położonych na wzgórzach, słynących z upraw winorośli i produkcji wina.

Po obu stronach beczułki stoją dwa dzbany litrowej wielkości – najczęściej serwowane lokalnej klienteli.

 

Winne uroki Zatybrza

 

 

Obyczaj picia wina w gospodach przywędrował wraz z papieżami po Roku Świętym 1300, kiedy to tłumy pielgrzymów powróciły do Rzymu po latach zapomnienia. Wino piło się wówczas w metalowych bądź porcelitowych naczyniach, tak aby nikt nie zobaczył zawartości kielicha sąsiada. Kres tej tradycji położył Sykstus V, który w 1580 roku zlecił przedsiębiorcy żydowskiemu Meierowi produkcję naczyń szklanych. Wraz z nimi narodziły się tradycyjne miary stosowane później przez wieki w rzymskich gospodach:

 

najmniejsza  – 1/10 litra czyli odpowiednik lampki wina, nazywano ją sospiro lub sottovoce (oddech lub szept), gdyż wina było tak mało, że podobno wzdychało się ze wstydu, że nie starczyło pieniędzy na więcej

1/5 litra zwana chirichetto (dosłownie: ministrant), czyli ilość wina używana do mszy (a na pewno popijana przez ministrantów)

1/4 litra – quartino – kwarta

1/2 litra – foglietta lub fojetta w dialekcie rzymskim –  pół litra wina

1 litr  – tubo bądź tubbo (dosłownie: rura)

2 litri  – barzilai – od nazwiska polityka Barzilai (1860 – 1939), który podczas kampanii wyborczej oferował darmowe wino w dwulitrowych dzbanach w zamian za glosy, skąd my to znamy.

 

Winny zaułek Zatybrza

 

 

Gospody wyrastały w Rzymie jak grzyby po deszczu, ale to Zatybrze było ich prawdziwym zagłębiem, około 1800 roku naliczono ich tutaj aż 537. Stały się ważną częścią tradycji rzymskiej. Przychodziło się tu tłumnie nie tylko wypić, ale i zjeść, podyskutować, potańczyć, pograć w karty, pomimo iż chytrzy papieże wciąż podnosili podatki na wino.

 

Często jednak pod wpływem alkoholu dochodziło do bójek, zadźgań nożem i morderstw, dlatego też papież Leon XII (1823-1829) zabronił spożywania wina w gospodach, czym oburzył mieszkańców i przyjezdnych.

 

W dzikim winie zaplątani …

 

 

Ale sprytni rzymianie znaleźli sposób na obejście papieskiego zakazu. Zapragnęli świętować tak, jak ich antyczni przodkowie oddający niegdyś cześć Bachusowi – rzymskiemu bogowi wina podczas bachanaliów. I tak oto narodziły się słynne ottobrate romane, czyli październikowe niedzielne wypady poza bramy miasta na zakończenie winobrania, połączone z hucznymi tańcami przy dźwiękach mandoliny lub gitary, przy suto zastawionym stole, na którym nie brakowało nigdy klusek, flaków, jagnięciny, drobiu.

 

Podróżowali wszyscy: zarówno szlachetnie urodzeni, jak i lud. Najbardziej popularnymi metami były: Testaccio, wsie wokół Ponte Milvio, winnice pomiędzy Monte Verde a Porta San Pancrazio czy wreszcie wsie poza Porta San Giovanni i Porta Pia.

 

Słynne ottobrate romane

 

Zwyczaj ten przetrwał do początków XX wieku i pozostawił swój ślad w języku, bo dzisiaj, kiedy październik obdarowuje mieszkańców pięknymi, słonecznymi dniami, rzymianie mówią: che bella ottobrata.

 

W latach powojennych aż do końca lat 70-tych bardzo popularne były winiarnie, które serwowały tylko wino, prowiant przynosiło się z domu, a wino piło się przy stolikach wystawionych na zewnątrz (jak na załączonym zdjęciu).

 

Dawnych winiarni czar …

 

 

Cóż, in vino veritas! Szkoda tylko, że tych tradycji już nie ma, bo na pewno integrowały ludzi. Dziś są snobistyczne winiarnie ( po włosku: enoteca), są kursy sommeliera za grube pieniądze, a gdzieś umknęła prawdziwa radość i zabawa z dawnych lat.

 

Fontanna Beczki (Fontana della Botte) znajduje się przy via della Cisterna, w pobliżu bazyliki Santa Maria in Trastevere.

  • Piramida dawniej
  • Piramida dzis

Blondynka w Rzymie – Piramida Gajusza Cestiusza

posted in: Osobliwości rzymskie | 0

Mój ulubiony kolor to biel – powiedział japoński biznesmen Yuzo Yagi – magnat mody – szef firmy Yagi Tsusho Limited z siedzibą w Osace, zajmującej się dystrybucją luksusowych marek odzieżowych. Chciałbym zobaczyć tę piramidę w swej oryginalnej bieli sprzed dwóch tysięcy lat – dodał urzeczony zabytkiem. Przekazuję milion euro na jej restaurację. Ale szybko okazało się, że milion nie wystarczy. Hojny Yagi dołożył jeszcze jeden milion i Piramida Gajusza Cestiusza odzyskała swój blask. Mało tego, prace zakończono wcześniej niż przewidywano, co jest ewenementem we Włoszech. Dwie dzielne kobiety: Rita Paris – archeolog i Maria Grazia Filettici – architekt nadzorowały całość przedsięwzięcia. Dziś najpiękniejsza blondynka Wiecznego Miasta zaprasza do swoich wnętrz. 

 

 

Gajusz Cestiusz Epulon był nie tylko sędzią, lecz również członkiem kolegium kapłanów, które co roku organizowało bankiet zwany epulo, w rocznicę inauguracji świątyni Jowisza Kapitolińskiego. Było to ważne i dobrze opłacane stanowisko, stąd miał fundusze na sfinansowanie piramidy jako swojego ostatniego miejsca spoczynku. W testamencie zastrzegł, że piramida ma być zbudowana w ciągu 330 dni (napis na frontowej ścianie zabytku informuje o tym).

 

Piramida dawniej
Piramida dawniej

 

 

Piramida powstała między 18 a 12 rokiem przed Chrystusem na fali mody na Egipt. Nie była więc jedyną tego typu budowlą w Rzymie, ale jako jedyna przetrwała dzięki włączeniu jej w obręb Murów Aureliańskich (w latach 272-279). Miała świetną pozycję strategiczną, bo usytuowano ją przy Via Ostiense – ruchliwej arterii prowadzącej do rzymskiego portu – Ostii. 

 

 

 

Piramida dziś

 

 

Pech chciał, że właśnie w 18 r. p.n.e. weszło w życie prawo zabraniające umieszczania w grobowcach luksusowych przedmiotów. W zamian na zewnątrz pomników można było umieścić posągi z brązu przedstawiające zmarłego. Wewnątrz, komorę grobową zdobiły wspaniałe freski. Kilka z nich przetrwało. Przestawiają m.in. skrzydlate Wiktorie trzymające w ręku koronę i wstęgę. Zachowały się również wizerunki nimf. Na środku sklepienia prawdopodobnie namalowano scenę gloryfikującą właściciela grobu. Całość mierzyła 36.40 metrów wysokości i 29.50 metrów u podstawy. Na zewnątrz została pokryta marmurami z Luny (niedaleko Carrary).

 

 

 

Urna z prochami Gajusza Cestiusza nigdy nie zostala odnaleziona. Prawdopodobnie ukradziono ją w średniowieczu. Archeolodzy nie są do końca przekonani o istnieniu tylko jednej komory grobowej. Ostatniej restauracji dokonał papież Aleksander VII w 1663 roku. Potrzeba było japońskich pieniędzy, aby przywrócić splendor temu niezwykłemu zabytkowi.

 

 

Sponsor – Yagi Tsusho Limited

 

 

Piramidę otwarto 20 kwietnia tego roku. Zdjęcia z inauguracji piramidy oraz jej wnętrze możecie zobaczyć tutaj. Warto dodać, ze japoński biznesmen nie miał żadnych ulg finansowych ani korzyści materialnych z tytułu sponsoringu. Skromnie poprosił, aby jego imię i nazwisko zostało wzmiankowane w dokumentach. Rozochoceni dziennikarze pytali, czy przewiduje kolejne darowizny. Niewykluczone – odpowiedział – ale w tej chwili lista oczekujących w Japonii po trzęsieniu ziemi jest tak długa, że skoncentruję się na pomocy w moim kraju. 

 

 

Piramidę można zwiedzić:

 

  1. w 1 i 3 sobotę miesiąca o 10.30 po wizycie w Museo della Via Ostiense mieszczącym się w Porta San Paolo (Brama św. Pawła) – wtedy płacimy tylko koszt rezerwacji (obowiązkowa) – około €2, bo muzeum jest bezpłatne – tel 06 5743193
  2. w 2 i 4 sobotę miesiąca (od czerwca 2015 także w 2 i 4 niedzielę) – rezerwacja obowiązkowa poprzez Coopculture – tel. 06 3996770 – koszt €5.50 plus koszty rezerwacji €2.

 

Dojazd: metro B – przystanek Piramide

 

 

L’Arco dei Banchi – perełka renesansowego biznesu

posted in: Osobliwości rzymskie | 4

L’Arco dei Banchi – to łuk, który połączył posiadłość Chigi z największą ulicą biznesu tamtych czasów –  Via del Banco di Santo Spirito zlokalizowaną w pobliżu Mostu Świętego Anioła. Gwieździsty korytarz prowadzi na dziedziniec dawnej siedziby banku i prywatnej rezydencji najsłynniejszego renesansowego bankiera – sienieńczyka Agostina Chigiego, znanego z pożyczek udzielanych papieżom.

Wnętrze odrestaurowanego l’Arco dei Banchi

To papieże rządzili Wiecznym Miastem, a zatem banki, kancelarie notarialne, firmy handlowe wyrastały jak grzyby po deszczu w pobliżu Watykanu. O tej posiadłości niewiele osób dziś pamięta, bardziej znana jest Villa Farnesina – ostatnia siedziba bankiera. Łuk kryje jednak inną ciekawostkę.

Otóż na ścianie tuż przy wejściu znajduje się najstarsza zachowana tablica (napisana po łacinie) upamiętniająca wylew Tybru 7 listopada 1277 roku. Tyber wylewał od niepamiętnych czasów, ale wiele pamiątek po powodziach zabrała wielka woda. Ta ocalała.

Pamiątka po wylewie Tybru w 1277 roku
Pamiątka po wylewie Tybru w 1277 roku

A obok obraz Matki Boskiej Łuku, który w XVIII wieku zastąpił drewnianą figurkę Madonny czczoną tutaj od XVI wieku.

Madonna wewnątrz przejścia

Wejście do l’Arco dei Banchi: od strony Via del Banco di Santo Spirito – między numerem 46 – 47.

Najszczęśliwsze rzymskie fontanny

Wyobraźcie sobie mieszkanie nie remontowane 25 lat. Tyle bowiem czekały na swoją kolejną szansę cztery urocze fontanny ze słynnego rzymskiego skrzyżowania o tej samej nazwie. Aż znalazł się sponsor, słynny dom mody Fendi, który w ramach projektu ‘Fendi for fountains’ obejmującego również restaurację Fontanny di Trevi, wyłożył na ten cel 320 tysięcy euro. Zapomniane fontanny w ciągu 9 miesięcy odzyskały swój dawny blask i od marca cieszą oko. Takie mądre inwestowanie w kulturę ma sens.

 

 

Cztery Fontanny – Junona i Tyber- w tle San Carlo alle Quattro Fontane i Via del Quirinale prowadząca do Pałacu Prezydenckiego

 

 

Są dumne, leniwie wygrzewają się na słońcu, mam wrażenie, że twarze również znudzone. Cóż, podobno ich wykonawca nie był rzeźbiarzem najwyższych lotów, nie znamy nawet jego nazwiska. Ale pomysł umieszczenia czerech gigantycznych posągów na ruchliwym skrzyżowaniu był nowatorski jak na tamte czasy.

 

A wszystko zaczęło się od papieża Sykstusa V – wielkiego budowniczego. To on zaledwie w ciągu pięciu lat swojego pontyfikatu postawił Rzym na nogi, porządkując, co tylko się da. I kiedy jego ulubiony architekt – Domenico Fontana poustawiał porzucone starożytne obeliski, papieża olśniło. A może by tak połączyć je drogą. Kiedy staniecie na szczycie Schodów Hiszpańskich, w oddali widać obelisk przed Bazyliką Santa Maria Maggiore. Szczęśliwy papież (jego imię przyjęte na chrzcie to Felice – czyli szczęśliwy) wybudował  szczęśliwą ulicę – Via Felice (dzisiejsze Via Sistina i Via delle Quattro Fontane). A skrzyżowała się ona z Via Pia (dzisiejsze Via del Quirinale i Via XX Settembre), która połączyła Kwirynał z Porta Pia – bramą wykonaną przez Michała Anioła. Z Pincio do Bazyliki Santa Croce in Gerusalemme  piechotą to ponad 3 kilometry, ale papież nieprzypadkowo wybrał ten trakt, bo między Santa Maria Maggiore a Santa Croce in Gerusalemme znajdowała się jego willa rodowa – Villa Montalto.

 

 Aby dodać splendoru temu skrzyżowaniu Sykstus V zapragnął ujrzeć figurki świętych na każdym rogu skrzyżowania. Szczęśliwie Fontana odwiódł go od tego pomysłu, proponując w zamian fontanny. Z doprowadzeniem wody nie było problemu, gdyż tenże papież właśnie wybudował akwedukt Acqua Felice, a wraz z nim sieć fontann miejskich rozprowadzających wodę. 

 

 

Nie wiadomo, kto zaprojektował posągi, podobno Pietro da Cortona, ale nie ma 100% pewności. Szkice były doskonałe, wykonanie dużo gorsze. Powstały w przeciągu dwóch lat: od 1588 do 1590 roku. Dwie boginie i dwa bóstwa rzeczne wzorowane na podobnych posągach kapitolińskich.

 

 

Cztery Fontanny – Junona

 

Najdumniejsza jest Junona – symbol siły – widzimy bogatą kobietę z atrybutami władzy królewskiej: koroną  i lwią głową. Odpoczywa sobie pod drzewem palmowym w towarzystwie gęsi, zapewne kapitolińskiej.

 

Cztery Fontanny – Tyber

 

Po drugiej stronie ulicy pod dębowym drzewem towarzyszy jej rozleniwiony Tyber, który trzyma w ręku róg obfitości pełen owoców.  W XX wieku dodano wilczycę, wychodzącą z groty tak, aby łatwiej zidentyfikować Tyber. 

 

Cztery Fontanny – Diana

 

W kolejnym narożniku smacznie śpi Diana – symbol wierności – towarzyszy jej wierny pies. Trzyma w ręku trzy gruszki (identyfikowane z herbem rodowym Sykstusa V), a we włosach podobno ma ukryty półksiężyc.

 

Cztery Fontanny – Arno

 

 

Czwarty towarzysz odpoczynku to Arno – bóstwo uosabiające florencką rzekę, kryje się za nim lew (jest w herbie Florencji). Najbardziej umordowany posąg.

 

A powyżej niego loggia z wizerunkiem Madonny dekorującym Palazzo Albani del Drago. Pałac ten należał do kardynała Albano, bibliofila. Jego księgozbiór liczył ponad 40 tysięcy tomów, niestety większość zbiorów przepadła podczas inwazji napoleońskiej w 1798 roku.

 

Palazzo Albani del Drago – loggia z Madonna

 

 

Skrzyżowanie jest bardzo ruchliwe i niebezpieczne. Uważajcie podczas robienia zdjęć. Łatwo tu trafić, wystarczy podejść od Piazza Barberini (stacja metra), mijając po drodze piękny Pałac Barberini z ‘Fornariną’ Rafaela. A w okolicy, idąc w kierunku Via Nazionale spotkacie malutkie kino Quattro Fontane prezentujące bardzo ambitny repertuar. 

 

Fornarina

 

 

Palazzo Barberini

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jeszcze jeden sen nocy letniej – Szekspir w Villa Borghese

Genialny aktor Gigi Proietti – dyrektor artystyczny Silvano Toti Globe Theatre do końca walczył jak lew o pieniądze na sezon letni 2015. Kibicowały mu tysiące Włochów, którzy pokochali Szekspira, pokochali ten wspaniały teatr i tego lata ponownie pragnęli przeżyć jeszcze jeden sen nocy letniej. A miasto na kilka dni przed startem oznajmiło, że nie ma pieniędzy na teatr, który nie tylko wrósł w tradycję Wiecznego Miasta, ale jako jedyny letni teatr przynosi dochody i gromadzi prawie komplet widzów na każdym przedstawieniu. Wygrał Szekspir, wygrała sztuka. Silvano Toti Globe Theatre powraca 2 lipca.

 

Globe Theatre Roma Villa Borghese

 

Jesteście wielcy! Bez Was nie ma rzymskiego lata! Któż z aktorów nie chciałby usłyszeć takich słów! To tylko niektóre podziękowania internautów. Dzięki wsparciu widzów po długiej batalii z urzędnikami, którzy bez podania konkretnych powodów ucięli dotacje, Gigi Proietti wygrał (wielki włoski aktor, w tym roku obchodzi 50-lecie pracy artystycznej). Co prawda teatr musiał podnieść ceny o €1, ale widzowie zgodnym chórem powiedzieli: zapłacimy! Nie odbierajcie ludziom tego, co piękne! To wzruszające, bo dawno nie widziałam takiej solidarności. A przychodzą tu wszyscy: od młodzieży po najstarszych, bo i ceny są na każdą kieszeń, a też żaden inny dramaturg nie uwodzi tak jak Szekspir! W jego sztukach jest życie: miłość, nienawiść, żądza władzy, zemsta. zbrodnia – słowem całe spektrum duszy ludzkiej. Mnie Szekspir zauroczył jako dziecko, do dziś pamiętam ‘Opowieść zimową’ wyprodukowaną przez BBC, a wyemitowaną w Telewizji Polskiej, nie miałam nawet 7 lat, a wciąż widzę przed oczami posąg, który ożywa. A potem były doskonałe tłumaczenia Stanisława Barańczaka poznańskiego wydawnictwa ‘W drodze’.

 

Gigi Proietti – dyrektor artystyczny © Silvano Toti Globe Theatre

 

Był rok 2003. Villa Borghese świętowała właśnie swoje 100-lecie jako park publiczny. I wtedy Gigi Proietti – aktor obdarzony niesamowitą intuicją wpadł na pomysł, aby otworzyć w niej letni teatr, który wystawiałby sztuki Szekspira. Pomysł spodobał się zarówno władzom Rzymu, jak i rodzinie Toti – przedsiębiorcom i mecenasom sztuki (odrestaurowali m.in. Galerię Colonna, zwaną też Galerią Alberto Sordi , w samym centrum Rzymu. naprzeciwko parlamentu), którzy postanowili zainwestować swoje pieniądze.

 

To jedyny teatr elżbietański we Włoszech. Wybudowano go w rekordowym tempie – trzech miesięcy, zainaugurowano 27 września przedstawieniem ‘Romea i Julii’. Wszystko jest tu jak w londyńskim Globie – cylindryczny kształt budynku, drewniana scena i widownia wykonane z solidnego dębowego drewna. Brakuje dachu, ale to nikomu nie przeszkadza, bo rzadko pada, a kiedy gasną światła i księżyc dodatkowo oświetla scenę, może być tylko magicznie.

 

Globe Theatre Roma Villa Borghese – scena

 

A widzowie? Szybko pokochali ten teatr i przychodzą tu tłumnie, z własnymi poduszkami do siedzenia, a najodważniejsi, głównie młodzi ludzie siedzą po turecku tuż przed sceną (to najtańsze bilety – 420 miejsc). Teatr może pomieścić ogółem 1250 osób.

 

Globe Theatre Roma Villa Borghese – publika

 

Przez tych kilkanaście lat działalności zaprezentowano imponujący repertuar: od komedii po tragedie: ‘Romeo i Julia’, ‘Sen nocy letniej’, ‘Wiele hałasu o nic’, ‘Poskromienie złośnicy’, ‘Wesołe kumoszki z Windsoru’, ‘Kupiec wenecki’, ‘Jak wam się podoba’, ‘Stracone zachody miłości’, ‘Burza’, ‘Dwaj panowie z Werony’, ‘Otello’, ‘Król Lear’, ‘Ryszard III’, ‘Juliusz Cezar’. Może doczekamy się ‘Hamleta’i ‘Makbeta’.

 

Sen Nocy Letniej
‘Sen nocy letniej’ – Szekspir © Silvano Toti Globe Theatre

 

Zachęcam wszystkich do odwiedzenia tego miejsca. Naprawdę warto! Spektakle są po włosku, ale wystarczy przeczytać wcześniej tekst sztuki, a znając treść, nie będzie problemów z jej odbiorem.

 

Program na lato 2015

 

2-12 lipca 21:15 ‘Sen nocy letniej’ – Sogno di una notte di mezza estate

16 lipca – 2 sierpnia 21:15 ‘Król Lear’ – Re Lear

5-30 sierpnia 21:15 ‘Wiele hałasu o nic’ – Molto rumore per nulla

3-20 wrzesnia 21:00 ‘Otello’

24-27 wrzesnia 21:00 ‘Komedia omyłek’ – The Comedy of Errors – po raz pierwszy po angielsku – wystawi ją The Bedouin Shakespeare Company

 

Nowość to spektakl poświęcony sonetom miłosnym Szekspira, prawdopodobnie po południu w cenie €3, a kto zakupi taki bilet, ma prawo do zniżki na wieczorny spektakl tego samego dnia.

 

Więcej informacji na temat biletów (w sprzedaży od 22 czerwca) i rezerwacja na: www.globetheatreroma.com

Teatr mieści się przy Largo Acqua Felix (Piazza di Siena) – Villa Borghese.

 

A oto program na lato 2016 – (bilety w sprzedaży od 18 czerwca) i rezerwacja na: www.globetheatreroma.com

 

Globe Theatre 2016

 

 

  • Infiorata Genzano di Roma
  • Genzano
  • Genzano Matisse

Dywan z Genzano

Dziś wieczorem prawie 500 tys. kwiatów pokryje jeden z najwspanialszych dywanów kwiatowych na świecie. To dzięki Infioracie (dosłownie: udekorowanie kwiatami) sława Genzano już dawno przekroczyła granice Włoch.

 

Genzano

 

Tegoroczna Infiorata 13-15 czerwca to hołd złożony mediolańskiemu Expo (główny motyw to żywienie planety). Genzano apeluje o pokój poprzez ochronę życia ludzkiego i przyrody zaniedbywanych w świecie, którym rządzi pieniądz i wyzysk ekonomiczny biednych krajów (szczegółowy program Infioraty 2015).

 

 

Infiorata 2015

 

 

Każda Infiorata w tym uroczym miasteczku jest wyjątkowa i zawsze blisko aktualnych wydarzeń.

 

Infioratę wymyślił w 1625 roku Benedetto Drei – szef florystów Bazyliki św. Piotra. Chcąc dodać splendoru świętu patronów miasta, obchodzonemu co roku 29 czerwca, wpadł na pomysł udekorowania rzymskiej bazyliki wspaniałymi kwiatami ułożonymi w mozaiki. Zwyczaj ten szybko rozprzestrzenił się, zwłaszcza w Lacjum i Umbrii. Dywany kwiatowe organizowano z okazji Bożego Ciała. Do Genzano dotarł w 1778 roku i odtąd był przekazywany z pokolenia na pokolenie. 

 

Genzano – praca wre

 

Do Genzano przyjeżdżamy wczesnym niedzielnym przedpołudniem, motorem. To strzał w dziesiątkę, bo ulice już są zamknięte dla ruchu, a z parkingiem kłopot, choć główne uroczystości odbywają się dopiero wieczorem. Upał daje się we znaki. Przed naszymi oczami fantastyczny widok: 250 metrowy, sięgający aż po szczyt kościoła Santa Maria della Cima dywan kwiatowy. Gdyby nie ostatnie poprawki dekoratorów, można by pomyśleć, że to prawdziwy kobierzec. 1890 metrów kwadratowych,14 obrazów: 7m x 14m, pokrywających Via Italo Belardi. Oddziela je od chodnika łańcuch z mirtu.

 

Genzano – podlewanie dywanu

 

Na jednym z pałaców zaproszenie burmistrza na Infioratę: po włosku, francusku i angielsku. Z pewnością bliskość Rzymu, a także uroczego Nemi pomogła w promocji tego święta. Dywanem z Genzano zachwycał się sam Gogol.

 

genzano sindaco

 

 

Przygotowania zaczynają się już w lutym, wtedy ogłasza się temat Infioraty, a zainteresowani mistrzowie kwiatowi zgłaszają projekty dywanów. Szczęśliwców wybiera się na początku kwietnia, a wraz z nadejściem wiosny, rozpoczyna się zbiór kwiatów, które potem przechowywane są w piwnicach aż do soboty poprzedzającej niedzielną procesję. Odnajdziemy tu całą paletę barw malarskich, od żółci żarnowca po czerwień goździków i zieleń lasów czy dzikiego kopru. Tym razem jednak maluje natura. Co roku zaprasza się również artystę o międzynarodowej sławie, który realizuje jeden z dywanów, a dodatkowo wystawia swoje prace w Palazzo Sforza Cesarini. W 2014 gościł Mimmo Paladino, w tym roku będzie Vincenzo Balsamo.

 

 

 

”Matka” – Mimmo Paladino

 

Sobota to dzień przygotowań, aż do zmroku zwycięzcy artyści szkicują obrazy wzdłuż ulicy, a te gotowe powoli zaczynają się wypełniać kwiatami. Tematyka obrazów harmonizuje z motywem przewodnim Infioraty. Ta ubiegłoroczna niosła przesłanie pokoju i miłości.

 

Genzano Pokój i miłość

 

 

Był Matisse.

 

Genzano Matisse

 

I Degas.

 

Genzano Degas

A także Anioł Pokoju i św. Franciszek.

Oraz dama symbolizująca miłość mieszkańców Genzano do tej pięknej tradycji.

 

Genzano hołd mieszkańców

 

 

I mnóstwo kwiatów, wszak te trzy dni należą do nich. 

 

Wędrówkę umilały bułeczki z winem muszkatowym pieczone na tę właśnie okazję, a Genzano reklamuje się jako miasto wina i chleba.

 

Dziwnym zbiegiem okoliczności męska część zatrzymywała się przy tej nagiej kobiecie Mattisse’a: i z boku,

 

Genzano – Matisse, w tle Trattoria Myśliwych

 

i z góry, nie powstrzymał ich nawet aromat dziczyzny wydobywający się z najsłynniejszego lokalu serwującego dziczyznę (Trattoria dei Cacciatori).

 

Genzano – dywan kwiatowy widziany z góry

 

 

A w dole miasteczka jarmark.

 

Genzano – jarmark

 

Warto podejść na taras z widokiem na Jezioro Nemi.

 

Genzano – Jezioro Nemi i widok na Nemi

 

 

Kulminacją obchodów jest wieczorna procesja, ale tylko kapłan z pomocnikami podążają dywanem kwiatowym, reszta wiernych i gości stoi wzdłuż chodników.  Kiedy w 1857 roku zaproponowano Garibaldiemu spacer po dywanie, odpowiedział: ‘Niektórych rzeczy boskich nie należy deptać’. 

 

Poniedziałek to ostatni dzień uroczystości, odbywają się pokazy folklorystyczne, a na koniec tradycyjnie dzieci zbiegają z góry, ‘zmiatając’ wspaniały dywan.

 

 

 

 

 

Genzano zaprasza, a smakoszom polecam osterię A casa di Nino.

 

 

Dojazd do Genzano:

autobus Cotral ze stacji metra A Roma Anagnina w kierunku Velletri

 

 

  • Roseto Awentyn
  • Roseto Awentyn

Róża niejedno ma imię – ogród różany na Awentynie

posted in: Osobliwości rzymskie | 8

Nie byłoby tego miejsca, gdyby nie pasja i upór Mary Gayley Senni. Ta dzielna Amerykanka z pochodzenia, a Włoszka z wyboru podarowała Wiecznemu Miastu jedno z najbardziej romantycznych miejsc – przepiękny ogród różany, początkowo na wzgórzu Oppio, po wojnie przeniesiony na zbocza Awentynu.

 

Ogród różany Awentyn

 

Mary Gayley urodziła się w zamożnej rodzinie w Pensylwanii, w 1884 roku, ale całe młode życie spędziła w Nowym Jorku, gdzie jej ojciec James dorobił się majątku na handlu i produkcji stali. Rodzinie wiodło się znakomicie, podróżowali po świecie. Tak oto 20-letnia Mary w 1904 roku po raz pierwszy przybyła do Rzymu. Oszołomiło ją nie tylko piękno Wiecznego Miasta, ale i pewien młodzieniec, hrabia Giulio Senni z bogatego toskańskiego rodu, którego wuj miał posiadłość w Grottaferrata niedaleko Rzymu. Na efekty nie trzeba było długo czekać, bo już w 1907 roku młodzi wzięli ślub w Nowym Jorku, a po wystawnym przyjęciu, o którym długo rozpisywały się nowojorskie gazety, wsiedli na parowiec i odpłynęli do Europy. Zamieszkali w Grottaferracie, Mary przyjęła tytuł hrabiny i nazwisko męża, ale nie to było dla niej najważniejsze. 

 

Mary Gayley Senni © Francesca Senni

 

W tym samym roku odwiedziła Paryż i ogrody Bagatelles niedaleko Lasku Bulońskiego. Tam zupełnie niedawno, bo w 1905 roku otwarto pierwszy na świecie publiczny ogród różany, choć sam ogród założyła Maria Antonina wraz ze swym kochankiem księciem d’Artois na krótko przed rewolucją francuską. W 1907 roku zorganizowano tu pierwszy międzynarodowy konkurs dla hodowców róż. To tu narodziła się wielka miłość Mary do ogrodnictwa, w szczególności do róż i irysów. Od tej pory marzyła o podobnym ogrodzie różanym w Rzymie, ale póki co eksperymentowała w swoim przydomowym ogrodzie. Pierwsza okazja by spełnić marzenie nadarzyła się w 1924 roku. Mary podarowała Rzymowi dwie róże z własnej hodowli. Zarząd ogrodów miejskich posadził je jednak w miejscu najmniej odpowiednim dla róż, na wzgórzu Pincio, gdzie marniały. Mary, rozwścieczona ignorancją urzędników, kazała zwrócić jej kwiaty. Wprawdzie nie pozbyła się marzeń o publicznym rosarium, ale więcej czasu poświęcała wymyślaniu nowych gatunków róż i pisaniu specjalistycznych artykułów dla pracy amerykańskiej. Nowymi różami obdarowała m.in. papieskie ogrody w Castel Gandolfo, rosną tam do dziś.

 

 

W końcu głównym zarządcą miasta został książę Francesco Boncompagni Ludovisi, który znalazł godną oprawę dla róż Mary, na wzgórzu Oppio, naprzeciwko Koloseum, w sąsiedztwie pozostałości Złotego Domu Nerona. W 1932 roku otworzyli tam pierwszy publiczny ogród różany z ponad 300 sadzonkami róż. Rok później Mary zainicjowała pierwszy międzynarodowy konkurs dla hodowców róż Premio Roma, który ważnością ustępował jedynie temu paryskiemu. Hrabina Senni była rzecz jasna jedną z jurorek.

 

 

Złoty Dom Nerona

 

Ale radość nie trwała długo, wybuchła II wojna światowa. Ogród został zdewastowany, ludzie z głodu sadzili warzywa na każdym skrawku ziemi. Sama Mary doświadczyła wojennej zawieruchy. W jej willi w Grottaferracie biwakowali najpierw Niemcy, potem wojska amerykańskie. Z pięknych trawników pozostało tylko wspomnienie, zniszczono jej kwiaty, drzewa, w tym pigwy, klony kanadyjskie, wiśnie japońskie. Ogrody zostały usłane kośćmi i skórą zabijanych zwierząt. Mało tego, zaginął jej drugi syn, pilot (miała siedmioro dzieci). Po wojnie podjęła decyzję o budowie nowego domu i ogrodu, nowej Villi Senni. Szukała również dobrego miejsca na nowy ogród publiczny, bo powrót na Oppio był niemożliwy. Nowy dyrektor rzymskich ogrodów Elvezio Ricci znalazł teren na zboczach Awentynu, porośnięty chwastami i nieużytkowany od lat. Szczęśliwe miejsce, a w dodatku w starożytności wznosiło się tu sanktuarium Flory – rzymskiej bogini kwiatów i wiosny, którą czczono co roku pod koniec kwietnia podczas Floraliów.

 

Roseto tablica

 

 

Ziemie te należały do rzymskiej gminy żydowskiej, w latach 1645 – 1934 był tu cmentarz żydowski, choć Żydów grzebano tu tylko do 1895 roku. Potem rozpoczęto pochówki na Cmentarzu Verano, bo do 1870 roku papieże nie wyrażali zgody, a sam cmentarz na Awentynie pogardliwie nazywali ortaccio, gorzej niż ogród warzywny. Ale stare nagrobki pozostały i kiedy w 1934 roku zbudowano Via di Valle Murcia, przecinającą cmentarz na dwie części, rozpoczęto przenoszenie grobów żydowskich na Verano. Gmina żydowska zaakceptowała propozycję miasta, ale zażądała, aby ogrody zostały zaprojektowane w kształcie menory – siedmioramiennego żydowskiego świecznika, a przy wejściach do obu części ogrodu umieszczono kamienne tablice Mojżeszowe w jidisz.

 

Roseto tablica mojzeszowa 

 

Ogród różany ruszył już w 1951 roku. Został podzielony na dwie części. Na obszerniejszej, na wzgórzu, otwieranej symbolicznie, 21 kwietnia, w dniu urodzin Rzymu, rosną róże z całego świata:  od Dalekiego Wschodu, poprzez Nowa Zelandię, RPA, obie Ameryki na starym kontynencie skończywszy. Od gatunków róż uprawianych w starożytności po współczesne odmiany.

 

 

 

Z lotu ptaka doskonale widać kształt obu części ogrodu: i aleje w formie świecznika, i owalne centrum w drugiej części ogrodu.

 

Ogród różany z lotu ptaka

 

A druga część ogrodu, położona po drugiej stronie ulicy gości wyłącznie uczestniczki i zwyciężczynie konkursu Premio Roma (te ostatnie są prezentowane w owalu widocznym na poprzednim zdjęciu). Konkurs odbywa się tradycyjnie w trzecią niedzielę maja i dopiero potem ta część ogrodu jest udostępniana publiczności.

 

To nie ogród Małego Księcia, tu każda z róż czuje się królową. Ma swoje imię, rok uczestniczenia w konkursie, kraj pochodzenia.

 

Cały świat spotkał się w jednym ogrodzie, także róże z Polski.

 

Kolory, zapachy godne królowej kwiatów.

 

A sama Mary przez wiele lat była członkiem jury i dobrą duszą całego przedsięwzięcia. Nie odmawiała porad żadnemu z hodowców, chętnie dzieliła się wiedzą i doświadczeniem i cieszyła się jak dziecko, widząc co roku nowe gatunki. Oprócz róż eksperymentowała z irysami. Hodowała je na toskańskich wzgórzach, po czym przesadzała do własnego, domowego ogrodu. A we Florencji wraz z innymi pasjonatkami założyła nowy ogród, tym razem królestwo irysów.

 

 Mary Gayley Senni marła w 1971 roku. Została pochowana wraz z mężem Giulio na rzymskim cmentarzu Prima Porta przy Via Flaminia.

 

Roseto Comunale

Via di Valle Murcia, 6

W 2016 roku otwarty codziennie od 21 kwietnia do 19 czerwca (nieczynny jedynie 21 maja, kiedy to odbywa się finał konkursu Premio Roma) od 8.30 do 19.30

dojazd metrem B, stacja Circo Massimo

 

 

  • Widok na Kwadratowe Koloseum od strony Bazyliki SS Piotra i Pawla

Kwadratowe Koloseum, projekt E-42 i kod Mussoliniego

posted in: EUR, Osobliwości rzymskie | 2

Mussolini czuł się spadkobiercą rzymskich cesarzy. Marzył o budowie nowego Rzymu, który połączyłby wielkie sukcesy faszystów ze wspaniałym dziedzictwem Wiecznego Miasta. Expo zaplanowane na 1942 rok było wielką szansą na zrealizowanie tego snu, a sercem ‘nowego miasta’ uczyniono Kwadratowe Koloseum, czyli il Palazzo della Civiltà Italiana (Pałac Cywilizacji Włoskiej). 

 

 

Okazja nadarzyła się w 1935 roku, kiedy ówczesny burmistrz Rzymu Giuseppe Bottai zaproponował Mussoliniemu zgłoszenie kandydatury stolicy na gospodarza wystawy światowej, odpowiednika dzisiejszego expo. Propozycję zaakceptowano rok później, a wystawę wyznaczono na 1941 rok, ale ‘il Duce’ poprosił o przesunięcie jej na 1942 rok, chcąc w ten sposób świętować 20-lecie marszu faszystów na Rzym. W taki oto sposób narodził się projekt E-42, do którego Mussolini zapalił się jak nigdy, bo oto jego wielki sen spełniał się i już 26 kwietnia 1937 roku sam posadził pierwsze drzewko piniowe na terenach przyszłego expo.

 

Poszukiwano terenów od Term Karakalli w stronę morza. Wybór padł na strefę Tre Fontane – Trzy Fontanny. Pracami koordynował wielki architekt tej epoki Marcello Piacentini (jego autorstwa jest m.in. Via della Conciliazione prowadząca na Plac św. Piotra). Dzielnicę EUR – czyli Esposizione Universale Roma (Wystawa Powszechna Rzym) – budowano z wielką pompą. Pałace, ponad 70 ha przeznaczonych na parki i ogrody – zielone płuca Rzymu. Nowy Rzym ze starym połączyła La Vecchia Via Imperiale (dzisiejsza Via Cristoforo Colombo), którą miał wieńczyć łuk triumfalny (a jakże) – l’Arco dell’Acqua e della Luce (Łuk Wody i Światła).

 

Ale symbolem EUR i całej przygotowywanej ekspozycji stał się Pałac Cywilizacji Włoskiej – Il Palazzo della Civiltà Italiana. Kwadratowe Koloseum, bo tak jest nazywane w potocznym języku wznosi się w najwyższym punkcie dzielnicy. 68 metrów wysokości. Wystawa wewnątrz miała prezentować geniusz włoskiej cywilizacji na przestrzeni wieków. Pracowali nad nim trzej architekci: Giovanni Guerrini, Ernesto Bruno La Padula i Mario Romano (w latach 1938 – 1943).

 

Kwadratowe Koloseum EUR

 

Kiedy stajemy przed fasadą pałacu, rzuca się w oczy wielki napis (powtórzony zresztą na każdym boku budowli):

Un popolo – naród

di poeti – poetów

di artisti – artystów

di eroi – bohaterów

di santi – świętych

di pensatori – myślicieli

di scienzati – uczonych

di navigatori – żeglarzy

di trasmigratori – migrantów (w latach 30-tych to pojęcie odnosiło się do pierwszych lotów międzykontynentalnych)

 

I regularne łuki, jak w oryginalnym Koloseum. Jest ich 216. 6 rzędów horyzontalnie, 9 wertykalnie – 54 łuki na każdej ścianie. To nie przypadek, lecz wyreżyserowana całość:

 

B E N I T O – 6 liter jak 6 rzędów poziomych

M U S S O L I N I – 9 liter jak 9 rzędów pionowych

 

Imię i nazwisko wodza zaszyfrowane w łukach. Na zawsze. Genialne, magiczne? Raczej megalomania posunięta do granic możliwości, oryginalny projekt zakładał jednak większą ilość łuków, więc najprawdopodobniej ‘ il Duce’ wymusił na architektach te zmiany.

 

Z daleka niektórym budynek ten przypomina dziury szwajcarskiego sera gruyere (stąd inna nazwa pałacu: Palazzo del Groviera).

 

W niszach pałacowych umieszczono 28 marmurowych posągów  – alegorie sztuk i zawodów.

 

A przed budynkiem witają nas posągi Dioskurów. Tak, znamy je, z centrum Rzymu, z Kapitolu i Kwirynału. Ci są jednak toporni niczym nasze komunistyczne posągi, faszyści jak widać mieli podobny gust. Nie mają takiej lekkości jak ich antyczne pierwowzory, ale reprezentują męskość, wojowniczość i siłę. Nie mogło ich tu zabraknąć.

 

 

 

Przypomnijmy: Kastor i Polluks, bliźniacy, synowie Zeusa i Ledy (wraz z dwiema bliźniaczymi siostrami: Heleną i Klitajmestrą) wyszli z jajka, które zniosła ich matka, zamieniona w łabędzia, Nierozłączni, sprawni wojownicy, strzelali z łuku, świetnie ujeżdżali konie (stąd zawsze są przedstawiani w ich asyście). Kastor był jednak śmiertelny i zginął w walce któregoś dnia. Polluks zrzekł się nieśmiertelności i poprosił Zeusa, aby ten na zawsze połączył go z bratem. Odtąd świecą na niebie jako gwiazdozbiór Bliźniąt. Opiekują się żeglarzami i rycerzami.

 

Plany i apetyty związane z E-42 były ogromne i bardzo obiecujące. Niestety, udaremniła je wojna. Kwadratowe Koloseum w 1943 roku zamieniło się w fortecę Niemców, a ci na parterze mieli warsztat naprawy części do aut. Podczas bombardowania miasta 4 granaty trafiły również w fasady budynku. Potem biwakowali tu alianci i ewakuowana ludność cywilna, która straciła dach nad głową. Aż do 1953 roku pozostało opuszczone i zaniedbane.

 

I Kwadratowe Koloseum, i EUR uratowała olimpiada w 1960 roku. To ona przyniosła mnóstwo nowych inwestycji i rewitalizację tej części miasta. Powstało wiele biurowców, przeniosło się tu sporo ministerstw i agend rządowych. Tam, gdzie Mussolini planował wielki łuk triumfalny, stanął Pałac Sportu (Palazzo dello Sport). A EUR wyrosła na dzielnicę biznesu, rzymskie city. Jest dogodnie połączona z centrum miasta linią metra B, a także leży blisko lotniska Fiumicino i nowych terenów targowych.

 

 

Samo Kwadratowe Koloseum w latach włoskiego neorealizmu miało w sobie jakąś magię, która przyciągała filmowców, kręcił tu i Fellini (‘8 i pół’), i Antonioni (‘Zaćmienie’). A ostatnio arkady, które widać na zdjęciu po lewej stronie będą udawać Cmentarz Verano w najnowszym Bondzie (bo ekipa filmowa nie dostała pozwolenia na kręcenie zdjęć na historycznym cmentarzu rzymskim).

 

U stóp Kwadratowego Koloseum jest jeszcze inna ikona dawnych lat – Caffè Palombini. Bywali w niej wszyscy, kawa nadal dobra, ale mieszkańcy użalają się na gburowatych i nieuprzejmych kelnerów. Dawny czar gdzieś uleciał …

 

Na początku tego roku media grzmiały: Eurospa – agenda państwowa, która zarządza pałacami w EUR jest bankrutem i wystawi na sprzedaż il Palazzo della Civiltà Italiana, aby przetrwać. Pałacu nie sprzedano, ale niesmak pozostał, tym bardziej, że miliarder francuski Bernard Arnault od sierpnia 2013 roku wynajmuje cały pałac, płacąc spółce bajońskie sumy, 240 tys. euro miesięcznie. Pytanie, co u licha robi agenda Eurspa zrobiła z taką ilością pieniędzy? Bernard Arnault, którego majątek jest szacowany na 41 mld dolarów, został umieszczony przez Forbers na czwartym miejscu wśród najbogatszych na świecie. To on, właściciel imperium Louis Vuitton i kilku włoskich marek, takich jak: Bulgari czy Fendi, remontuje pałac na główną siedzibę domu mody Fendi. Otwarcie lada moment, a na parterze ma zagościć na stałe wystawa ‘Made in Italy’ (wyprodukowane we Włoszech).  Może i szkoda, że Francuz go nie kupił, bo to poważny inwestor. Dodam, że Fendi przeznaczyło 2 mln 180 tys. euro na remont Fontanny di Trevi oraz 320 tys. euro na remont skrzyżowania alle Quatro Fontane. To drugie jest już wyremontowane, Fontanna di Trevi pięknieje z dnia na dzień. 

 

Do EUR nie zaglądają turyści, czasem trafią się jacyś zabłąkani Japończycy. Jest spokój, a dzielnica ma swój urok. W weekend biurowce i ministerstwa wyludniają się i jest jeszcze spokojniej. Mieszkańcy relaksują się nad sztucznym jeziorkiem (Laghetto di EUR). Jeszcze tu powrócimy na dłuższy spacer, bo warto.

 

 

Dojazd: linia metra B: stacja EUR Magliana lub EUR Palasport 

Święto Pasquino

Londyńczycy mają Hyde Park, a w nim Kącik Mówcy (Speakers’ Corner), gdzie w niedzielne poranki każdy może stanąć i przemówić na każdy temat. Rzymianie, odkąd pojawił się Pasquino, też mogli dać upust swoim żalom, najczęściej pod adresem papieża, kurii i wysoko urodzonych, tyle że musieli to robić anonimowo i pod osłoną nocy. Biada temu, kto jednak został nakryty lub zidentyfikowany jako autor. Karano surowo, nawet szubienicą.

 

Na rogu Palazzo Braschi (dzisiejszej siedziby Muzeum Rzymu), dwa kroki od Piazza Navona, na Piazza di Pasquino spotkacie ulubieńca rzymian – Pasquino – najsłynniejszy rzymski ‘posąg mówiący’ (bo przemawiał w imieniu ludu). 

 

Jesteśmy na początku XVI wieku, a dokładnie w 1501 roku. Kardynał Oliviero Carafa kupuje posiadłość od rodziny Orsinich (dzisiejszy Palazzo Braschi). Podczas remontu robotnicy wyciągają z błota jakąś dziwną rzeźbę. Nie jest ona specjalnie piękna, jest mocno uszkodzona, a w dodatku nie wiadomo nawet, kogo przedstawia, może Menelaosa podtrzymującego zmarłego Patroklosa, może Ajaksa, a może innego bohatera ‘Wojny trojańskiej’ – do dziś tego nie rozstrzygnięto. Ustalono jedynie, że ten hellenistyczny posąg pochodzi z III wieku przed Chrystusem. Kardynał Carafa jest wielkim miłośnikiem antyku i każe postawić rzeźbę na piedestale, w miejscu, w którym stoi do dziś. Jeszcze nie zdaje sobie sprawy z tego, że oto wprowadził ‘konia trojańskiego’ do Rzymu.

 

Dzielnica Parione, w której staje Pasquino, to najbardziej zaludniona dzielnica w tym czasie, to pulsujące serce miasta. Campo dei Fiori, Piazza Navona tętnią życiem od rana do wieczora, na Piazza Navona odbywają się również festyny ludowe. Nie omijają jej również orszaki papieskie podążające do i z Watykanu, prawie zawsze się tu zatrzymują.

 

Pasquino

 

A rzymianie przyglądają się tej rzeźbie, przyglądają z zainteresowaniem, bo kogoś im przypomina i oto ‘eureka’. Czyż to nie nasz krawiec Pasquino, który miał warsztat w pobliżu? Już nie żyje, ale to przecież z jego ust wychodziły ostre, zjadliwe satyry tak trafnie komentujące rzeczywistość, to jego słowa były ostrzejsze niż nożyce, którymi ciął materiał klientów (to najbardziej prawdopodobna wersja, niektóre źródła wymieniają nauczyciela, fryzjera czy nawet właściciela oberży). I tak oto narodził się Pasquino, a wraz z nim pasquinate, czyli anonimowe satyry umieszczane na karteczkach i przyczepiane w środku nocy do posągu. Wyglądało to tak, jakby Pasquino przemawiał w imieniu rzymian, jakby wyznaczyli mu zadanie karania wszelkich przejawów niemoralności władzy poprzez satyrę.

 

A satyry cięły, i to ostrzej niż brzytwa. Wytykały nepotyzm, korupcję i wszelkie nadużycia rządzących. Pisano je po łacinie lub w dialekcie rzymskim, z czasem tylko w dialekcie. Były krótkie, lecz treściwe, czasem nawet dosadne, łatwo wpadały w ucho, a przede wszystkim lud je czytał, mało tego, również biedota rzymska znajdywała odwagę, aby wyrzucić z siebie to, co leżało jej na sercu. Z tych satyr narodził się później gatunek literacki zwany paszkwilem.

 

Pasquino

 

A jaka była odpowiedź kleru? Oczywiście kary, nawet szubienica, jeśli zidentyfikowano autora. Ale w końcu jakiś rozgarnięty duchowny wpadł na pomysł, aby co roku, 25 kwietnia, w dniu świętego Marka Ewangelisty wyprawić święto Pasquino i dla przeciwwagi recytować wiersze gloryfikujące papiestwo. Pierwsza taka uroczystość odbyła się w 1508 roku. Tego dnia twarz Pasquino dekorowano maską, co roku przedstawiającą innego bohatera antycznego. Z pobliskiego kościoła San Lorenzo in Damaso wyruszał orszak kanoników, do którego dołączali studenci z pobliskiego uniwersytetu La Sapienza. Wszyscy zatrzymywali się przed posągiem Pasquino, a uczeni czytali epigrafy napisane wcześniej po łacinie przez duchownych i rzecz jasna wychwalające władzę papieską, czyli cenzura w całej okazałości. To święto Pasquino organizowano regularnie od 1508 do 1518 roku, później sporadycznie: 1520, 21, 22, 25, 26, 35, 36 aż do ostatniego w 1539 roku.

 

Oczywiście papieże po cichu liczyli, że zniechęcą autorów, ale tylko dolali oliwy do ognia, bo anonimowych karteczek przybywało coraz więcej. Kto by pomyślał, że łobuzerski marmur kardynała Carafy może tak zamieszać. Purpuraci znienawidzili go do tego stopnia, że chcieli zatopić ów posąg w Tybrze. 

 

Najbardziej znana satyra Pasquino to ta skierowana przeciw papieżowi Urbanowi VIII Barberini, który zagarnął kamienie z Koloseum i złote dachówki Panteonu, aby pobudować swój pałac rodowy oraz udekorować wnętrze Bazyliki św. Piotra:

 

‘Quel che non fecero i barbari, lo fece un Barberini” – Czego nie zrobili barbarzyńcy, dokonał tego jeden Barberini.

 

Komentowano również najazd napoleoński na Rzym. To wtedy pojawiła się ostra satyra głosząca, że prawie wszyscy Francuzi to złodzieje, po tym, jak Napoleon obrabował kościoły i muzea, wywożąc wiele dzieł sztuki do Francji.

 

W 1870 roku kończy się epoka dominacji papiestwa, Roma papalina. Nadchodzi nowe, ale komentarze pozostają, bo Pasquino wrósł na dobre w rzymską tradycję. Kiedy w 1913 roku na Zatybrzu wzniesiono pomnik Giuseppe Gioacchino Belli – tego wspaniałego piewcy rzymskości, nie mogło zabraknąc tam Pasquino.

 

Lud rzymski spragniony wieści od Pasquino

 

Po 1870 roku komentowano wszystkie wydarzenia polityczne na bieżąco: przyjazd Hitlera do Rzymu w 1938 roku czy pierwszą wizytę Gorbaczowa i pierestrojkę, wszystko w soczystym dialekcie rzymskim.

 

W 2010 odrestaurowano statuę i już nie można przyczepiać do niej notatek, ale obok jest tablica, na której można zostawić komentarz. A rzymianie piszą dalej, bo kto jak nie Pasquino najlepiej przemówi w ich imieniu? 

Ulica japońskiej wiśni, czyli hanami po rzymsku

posted in: EUR, Osobliwości rzymskie | 0

Hanami. Starodawny japoński zwyczaj obserwowania i podziwiania kwitnących drzewek, w szczególności kwiatów wiśni. I organizowania pikników pod nimi. Koniecznie na niebieskich matach, aby dobrze komponowały się z biało-różowymi płatkami sakury – dzikiej japońskiej wiśni. A pośród drzewek przechadzają się kobiety odziane w kolorowe kimona. Wydarzenie to transmituje nawet japońska telewizja. Rzym ma również swoją ulicę japońskiej wiśni. 

‘Passeggiata del Giappone’ – lokalna ulica japońskiej wiśni. W EUR – biznesowej dzielnicy Rzymu, nad sztucznym jeziorkiem (laghetto EUR). Lecz nie byłoby tej ulicy, gdyby nie dar premiera Japonii – Nobusuke Kishi, który podczas oficjalnej wizyty w Rzymie w 1959 roku ofiarował Wiecznemu Miastu na znak przyjaźni ponad 2,5 tysiąca sadzonek sakury. Wiele z nich posadzono wokół sztucznego jeziora w EUR, część w Instytucie Japońskim. Niektóre już zastąpiono nowymi.

Piękny prezent od Tokyo. Niezapomniany spektakl natury. Cieszy oko i co roku przyciąga tłumy mieszkańców. Wiśnie zwykle kwitną od 20 marca do połowy kwietnia. Ten rok był nieco zimniejszy, więc może spektakl potrwa dłużej, zanim wiatr poniesie biało-różowe płatki sakury. W tym tygodniu można je podziwiać w pełnej krasie. 

I niech każdemu z nas się przyśni – ulica japońskiej wiśni.